Koszykówka. Śląsk - Turów. Kto lepszy w derbach regionu?

- Mam nadzieję, że to będzie dla nas przełomowy mecz, od którego zaczniemy serię zwycięstw - mówi silny skrzydłowy Śląska Wrocław Witalij Kowalenko przed derbami z PGE Turowem Zgorzelec.
Maciej Zieliński atakuje gracza Anwilu Włocławek: Klasyczny Rumun! >>

Poprzedni sezon obie drużyny rozpoczęły jak burza, przez długi czas pozostając jedynymi niepokonanymi zespołami w Tauron Basket Lidze. Ubiegłe rozgrywki Śląsk zaczął od siedmiu wygranych z rzędu, zaś licznik Turowa zatrzymał się na 13 kolejnych zwycięstwach z rzędu.

Teraz obie drużyny zawodzą po całości, ale też i ich możliwości finansowe są mocno ograniczone, i to nie tylko w porównaniu do poprzedniego sezonu. Budowa euroligowego zespołu w Zgorzelcu odbiła się czkawką i teraz w klubie trwa zaciskanie pasa. Śląsk, który w poprzednim sezonie celował nawet w półfinał, teraz kadrowo jest co najwyżej ligowym średniakiem, chociaż ligowa rzeczywistość jest dla niego bardziej bezwzględna.

Śląsk nie wygrał w lidze już od pięciu spotkań, choć rywale wcale nie byli z najwyższej krajowej półki, bo z pewnością trudno za takie uznać Stal Ostrów, Start Lublin czy Polfarmex Kutno. Po dziewięciu seriach spotkań wrocławianie mają na koncie tylko dwie wygrane i zajmują 15. miejsce w 17-zespołowej stawce. Mało tego, są jedyną drużyną w lidze, która w tym sezonie nie wygrała ani razu na własnym parkiecie, a przecież w poprzednich rozgrywkach doznali tylko jednej porażki u siebie w sezonie zasadniczym.

Podopieczni Emila Rajkovicia mają nadzieję na odwrócenie tej złej serii. Z pewnością wiary w siebie dodał im ostatni mecz w FIBA Europe Cup, w którym pokonali znacznie silniejszy i dużo bogatszy Royal Halil Gaziantep z Turcji.

- To nie był mecz, którego rezultat był ważny, nie miał znaczenia dla układu grupy, bo i tak obie drużyny awansowały dalej. Ale my bardzo potrzebujemy zwycięstw i myślę, że każdy wygrany mecz może się odbić na kolejnych, czy to w drugiej rundzie pucharu FIBA, czy - przede wszystkim - w polskiej lidze, gdzie jesteśmy na złej pozycji i musimy zacząć wygrywać. Szczególnie cieszy, że pokonaliśmy drużynę budowaną za wiele milionów dolarów, ze znacznie większym budżetem. To daje dodatkową satysfakcje również mnie, jako trenerowi - mówił trener Śląska Emil Rajković.

Turów także jest cieniem drużyny z poprzedniego sezonu i choć nie przeszedł takiej kadrowej rewolucji jak Śląsk, w którym wymieniono całą kadrę, to i tak próżno szukać w jego kadrze zawodników tego pokroju co Damian Kulig, Michał Chyliński, Mardy Collins czy Chris Wright.

Zgorzelczanie także wystartowali słabo w lidze - zajmują 12. miejsce - jednak w ostatnich dniach zaczęli wchodzić powoli na zwycięską ścieżkę. Zespół Piotra Ignatowicza wygrał ostatnio dwa mecze z rzędu, co wcześniej w tym sezonie mu się nie udało. Najpierw pokonał MKS Dąbrowę, a w ostatniej kolejce okazał się lepszy od AZS-u Koszalin. Były to jednak dopiero kolejno druga i trzecia wygrana w obecnych rozgrywkach.

Ostatnie derby w hali Orbita były niezwykle zacięte, a ich losy ważyły się do samego końca. Ostatecznie minimalnie lepszy okazał się Śląsk, który po trafieniu Jakuba Dłoniaka na 11 sekund przed końcem meczu pokonał Turów 101:99. Teraz, choć obie drużyny są słabsze personalnie, także możemy spodziewać się emocjonującego spotkania. - Uwielbiam derby. Musimy się przełamać w lidze i zacząć grać swoje. Ostatnio przeciwko Stali nie było za dobrze. Staraliśmy się, walczyliśmy do końca, jednak nie udało się ich pokonać. Mam nadzieję, że z Turowem będzie inaczej - zapowiada podkoszowy Śląska Witalij Kowalenko. - Graliśmy z nimi sparing przed sezonem, wiemy, czego można się spodziewać. Trzeba zatrzymać ich kluczowych zawodników, bo nie możemy przegrywać w domu i w ogóle w lidze nie możemy już przegrywać. Mam nadzieję, że w poniedziałek będzie dla nas taki przełomowy mecz, od którego zaczniemy serię zwycięstw - kończy.

Początek meczu Śląsk - Turów w hali Orbita o godz. 20.35.

Michael Wright nie żyje. Na boisku walcząca bestia, prywatnie cichy, lekko wycofany człowiek
Czytaj więcej