Chalidow znokautował przyjaciela i został mistrzem KSW

Olsztyńska gwiazda mieszanych sztuk walki potrzebowała zaledwie 31. sekund na pokonanie dotychczasowego mistrza wagi średniej Michała Materli. - Tego dnia to ja miałem więcej szczęścia - mówi skromnie Chalidow.
Na starcie Mameda Chalidowa i Michała Materli fani MMA czekali od dawna. Zawodnicy przez długie lata odmawiali tego pojedynku, podkreślając łączącą ich przyjaźń. Mimo że przed rozpoczęciem walki obaj wymienili serdeczne uściski, to w klatce sentymentów już nie było.

Olsztyński zawodnik Arrachionu MMA w sobotę nie pozostawił żadnych wątpliwości kto jest lepszy. Na samym początku walki trafił mocnym prawym Materlę, po czym wyprowadził cios kolanem. Wkrótce potem sędzia główny był zmuszony zakończyć walkę.

Rozmowa z Mamedem Chalidowem, mistrzem federacji KSW

Mateusz Lewandowski: Wrócił pan po prawie rocznej przerwie, spowodowanej dość poważnym urazem kręgosłupa. W walce nie było jednak tego widać...

- Po kontuzji nie ma już śladu. Dzięki Bogu i lekarzom jestem już w pełni sprawny. Z moim zdrowiem wszystko jest już dobrze.

Pojedynek z Michałem Materlą trwała zaledwie 31. sekund. Spodziewał się pan takiego przebiegu waszej konfrontacji?

- Razem z moim sztabem szkoleniowym spodziewaliśmy się walki na pełnym dystansie trzech rund, a masza taktyka zakładała spokojną walkę. Oczywiście, ćwiczyliśmy różne warianty ataku, gdy nadarzy się okazja aby szybciej zakończyć pojedynek. Na siłę jednak tego nie szukaliśmy. Tego dnia to ja miałem więcej szczęścia.

Starcie mogła zakończyć się już zdecydowanie szybciej, gdy Materla trafił pana już na samym początku...

- Trafiłem jego w brzuch frontalnym kopnięciem, a on w tym samym momencie uderzył mnie zamachowym ciosem. Wędrowało on ku mojej głowie jednak w ostatniej chwili zdążyłem się odchylić, dlatego dostałem w klatkę piersiową. To był jedyny cios Michała, który wszedł i do tej pory odczuwam jego skutki.

Po zakończeniu starcia nie cieszył się pan zbytnio ze zwycięstwa. Miał pan okazję rozmawiać z Materlą po całej gali?

- Od razu po zakończeniu całej imprezy zadzwoniłem do niego, a następnego dnia przy śniadaniu mieliśmy okazję porozmawiać. Zawsze cieszę się po wygranej walce lecz teraz czułem się dość dziwnie. Nie potrafiłem okazać się radości tak jak to zawszę robię, ponieważ temu starciu towarzyszyło mi dość dużo emocji.

Federacja KSW ogłosiła, że w 2016 roku planuje zorganizować cztery gale. Kiedy planuje pan powrót do klatki i z kim chciałby pan się zmierzyć?

- Federacja KSW wstępnie planuje mój powrót w maju przyszłego roku.Temat naszej walki rewanżowej leży w kwestii organizatorów, a Michał z całą pewnością na to zasługuje. Nie chciałbym jednak przez kolejne trzy miesiące przeżywać tego samego, co podczas okresu przygotowawczego. Jeśli sam Michał, jak i KSW będą chcieli kolejnej walki to ponownie wyjdę z nim do klatki.

Więcej o Mamedzie Chalidowie czytaj na olsztyn.sport.pl.