Wisła Płock została rozbita w Gdyni. "Trzeba nabrać pokory"

Ostatni w tym roku mecz ligowy, hit rundy, okazał się zupełnym niewypałem dla piłkarzy nożnych Wisły Płock. W kiepskim stylu przegrali w piątek na wyjeździe z Arką Gdynia 2:4 (1:1).
Płocczanie zaczęli to spotkanie bardzo spokojnie. Nie kwapili się zbytnio do ataków w przeciwieństwie do rywali, którzy szybko chcieli zdobyć gola. Już w 2. minucie groźnym strzałem zza pola karnego popisał się Michał Nalepa, piłka minimalnie minęła spojenie słupka z poprzeczką. Gospodarze częściej atakowali, w tym czasie płocczanie czekali na nadarzającą się okazję, by wyprowadzić kontrę. A że w tym elemencie płocki zespół prezentuje się znakomicie można się było przekonać w 23. minucie, kiedy to po świetnym rozegraniu piki, Mikołaj Lebedyński wpadł w pole karne. Tam skuteczną interwencją popisał się jeden z obrońców Arki. Ale to była jedna z nielicznych dogodnych sytuacji Wisły.

W 30. minucie gdynianie objęli prowadzenie. Po mocnym strzale z ostrego kąta Marcina Warcholaka bramkarz Wisły Seweryn Kiełpin odbił piłkę przed siebie. Najszybciej dopadł do niej Paweł Abbott, który z kilku metrów wbił gola dając Arce prowadzenie. Odpowiedź płocczan mogła być natychmiastowa, ale zdołali wywalczyć rzut rożny. Ale siedem minut później wyrównali stan meczu. Gola zdobył Mikołaj Lebedyński, dla którego było to już dziewiąte trafienie w tym sezonie.

Więcej bramek przed przerwą nie było. - Dobrze, że zdołaliśmy strzelić bramkę wyrównującą. Ale to gospodarze mają przewagę. W drugiej połowie musimy się ocknąć i zagrać lepiej - powiedział w przerwie dziennikarzowi Polsatu, Mikołaj Lebedyński.

W drugiej połowie bardziej agresywnie grający gospodarze stłamsili Wisłę. Zaledwie cztery minuty po wznowieniu gry Arka prowadziła 2:1, bramkę znów zdobył Abbott. Z każdą kolejną minutą gospodarze się rozkręcali, dążyli do podwyższenia wyniku, ale fragment dobrej gry miał Seweryn Kiełpin, który popisał się paroma skutecznymi interwencjami. Niestety, w końcu i on skapitulował. Najpierw w 78. minucie pokonał go Paweł Wojkowski, który pięć minut wcześniej wszedł na boisko. Ostateczny cios w 81. minucie zadał Rafał Siemaszko. Było po meczu. Na otarcie łez drugiego gola dla Wisły strzelił Lebedyński.

- Trzeba nabrać pokory. To, że jesteśmy liderem po rundzie jesiennej nie oznacza jeszcze, że awansowaliśmy do ekstraklasy - podkreślał po meczu Maksymilian Rogalski, kapitan Wisły.

Mimo porażki Wisła Płock spędzi przerwę zimową w fotelu lidera. Ma w dorobku 37 punktów. Druga w tabeli Arka tylko o jeden punkt mniej.

Sztab szkoleniowy, piłkarze i zarząd klubu spotkają się po meczu na wspólnej kolacji, na której wspólnie podsumują dotychczasową rundę. Od soboty piłkarze będą już na zasłużonych urlopach. Do treningów wrócą dopiero 11 stycznia.

Arka Gdynia - Wisła Płock 4:2 (1:1)

Bramki: Arka - Paweł Abbott dwie (30., 49.), Paweł Wojowski (78.), Rafał Siemaszko (81.); Wisła - Mikołaj Lebedyński dwie (37., 90+2)

Arka: Jałocha - Socha Ż, Filaho Ż, Marcjanik, Warcholak - Łukasiewicz Ż, Nalepa (88. Mosiejko) - Da Silva, Siemaszko (85. Tomasiewicz), Yussuff (73. Wojowski) - Abbott

Wisła: Kiełpin - Stefańczyk, Szymiński (68. Łuczak), Sielewski, Stępiński Ż - Rogalski Ż, Wlazło - Piotrowski, Reca (78. Kun), Iliev (82. Mroziński)- Lebedyński

Więcej o: