Po derbach. Dla kogo ta piłka w Rzeszowie?

Czas zastanowić się nad sensem piłki w Rzeszowie. Prezydent musi w końcu zdecydować, czy postawić na Resovię, czy na Stal. Czas na męską decyzję. Rzeszów na to zasługuje.

Chcesz wiedzieć wszystko o rzeszowskiej piłce nożnej? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Można odetchnąć z ulgą. Od soboty na kilka miesięcy w piłkę przestały grać trzecioligowe drużyny Stali Rzeszów i Resovii. Piłkarską jesień zakończyły 79. Derby Rzeszowa. Wygrała Stal. Mecz nie zachwycił poziomem, ale czy można spodziewać się więcej po przecież czwartoligowych zespołach.

Jedynym plusem tego spotkania była fantastyczna bramka Petera Suswama, która zapewniła zwycięstwo biało-niebieskim. Gola prezentował nawet na swoim profilu na Twitterze Zbigniew Boniek, prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, który trafienie zawodnika Stali określił mianem gola soboty. To jednak stanowczo za mało nie tylko jak na tę rundę, ale nawet na ostatnie lata, jeśli chodzi o piłkarski Rzeszów.

Rozczarował poziom, rozczarowała też publiczność. Stadion miejski, który pomieścić może ponad 10 tys. kibiców, w sobotę świecił pustkami. Przykry był widok niespełna 2 tys. ludzi, w dużej mierze szalikowców, którzy ograniczyli się do wyzywania siebie nawzajem. Miało być piłkarskie święto w Rzeszowie, a wyszło jak zwykle, czyli nijak.

To była najniższa frekwencja na derbach Rzeszowa od kilku lat. Mniej kibiców przyszło tylko na derby jesienią 2011 roku - 1,2 tys. osób. Wtedy mecz rozegrano na sporo mniejszym stadionie Resovii, przy ul. Wyspiańskiego. Na tym samym obiekcie jednak rok wcześniej zasiadło blisko 4,5 tys. kibiców. Chluby kibicom nie przynosi również ostatni mecz Resovii z Lechią Gdańsk na 110-lecie rzeszowskiego klubu. Spotkanie to obejrzało... 1,6 tys. osób.

I tutaj rodzi się pytanie: dla kogo ta piłka w Rzeszowie? Dla kogo ten stadion miejski, którym tak szczyci się ratusz? Choć patrząc na inne obiekty w Polsce, ten przy ul. Hetmańskiej trudno nazwać stadionem. To tak na dobrą sprawę jedna trybuna (wschodnia), wybudowana za ogromne pieniądze. A pożal się Boże murawa? Ta śmiało mogłaby kandydować do miana kartofliska roku. - Dziwnie wygląda ten wasz stadion z kawałkiem trybuny - mówił niedawno jeden z piłkarskich sędziów z Lublina. Arbiter mógł przy Hetmańskiej poczuć się dziwnie, bo w jego mieście Motor i Lublinianka grają na nowoczesnym, pięknym stadionie. W tej samej lidze co Stal i Resovia.

Wróćmy jednak do pytania. Dla kogo ta piłka w Rzeszowie? Na pewno nie dla garstki kibiców, a tak, niestety, wygląda frekwencja zarówno na meczach Resovii, jak i Stali. Jak to zmienić? Musi być wyższy poziom. Za tym jednak musi iść pomoc z miasta. I nie w postaci 150 tys. zł rocznie na jeden klub. To za mało. Tłumaczenie prezydenta Tadeusza Ferenca, że najpierw musi być wyższy poziom sportowy, mnie nie przekonuje. Prezydent musi zrozumieć, że bez pomocy miasta z rzeszowską piłką nie da się nic zrobić.

Wystarczy spojrzeć na oddalony o 60 km Mielec, gdzie jeszcze kilka lat temu zaczynano wszystko od nowa. Piękny stadion, tradycja i głód piłki nożnej sprawiły, że mielecka Stal powoli pnie się w górę i powinna być przykładem do naśladowania dla innych na Podkarpaciu. W trzy razy mniejszym od Rzeszowa Mielcu na piłkarskie mecze przychodzi po 4 tys. kibiców. W Rzeszowie, nawet gdy Stal czy Resovia grały w II lidze, na stadion przychodziło niespełna 1 tys. widzów. Co więcej, to w Mielcu zdecydowała się rozegrać kilka spotkań ekstraklasowa Termalica Bruk-Bet Nieciecza. Dlaczego nie w Rzeszowie? Śmiem twierdzić, że na pojedynki beniaminka z Lechem Poznań czy Górnikiem Zabrze w stolicy Podkarpacia przyszłoby kilka tysięcy kibiców. I Rzeszów miałby promocję, taką jak miał Mielec. Do tego jeszcze by zarobił na wynajmie stadionu.

Czas więc zastanowić się nad sensem piłki w Rzeszowie. I nad tym, czy ma sens "groszowe" dotowanie dwóch klubów. Moim zdaniem nie. Trudno mi zrozumieć, że mając w budżecie miliard złotych, miasto nie może przekazać 2-3 mln na klub piłkarski. To pozwoliłoby z pewnością wyciągnąć drużynę z czwartoligowego marazmu choćby na zaplecze ekstraklasy.

Prezydent musi w końcu zdecydować, czy postawić na Resovię, czy na Stal. I nie należy się tutaj kierować kibicami, bo tych na meczach jest niewielu. Okazja na wybór jest dobra, bo obie drużyny grają w tej samej lidze. Są w czołówce i zarówno Stal, jak i Resovia mogą awansować do barażów.

Nie ma sensu łączyć klubów, bo to i tak pomysł spalony. Czas na męską decyzję. Taką, jaką podjęto m.in. w Bielsku-Białej, Kielcach czy Poznaniu. Wszystkie te miasta mają piłkę nożną na ekstraklasowym poziomie. Rzeszów też na to zasługuje.