Belenenses Lizbona - Lech Poznań 0:0. Kolejorza koniec marzeń o wyjściu z grupy Ligi Europejskiej?

Okazji do zdobycia goli nie brakowało żadnej z drużyn, ale po raz drugi w starciu Lecha Poznań z Belenenses Lizbona padł bezbramkowy remis. Remis, który praktycznie pozbawił oba zespoły szans na wyjście z grupy Ligi Europejskiej.
To miał być mecz decydujący o wyjściu z grupy dla obu drużyn, ale mimo to nie wzbudził wielkiego zainteresowania wśród portugalskich kibiców. Puste okolice kameralnego Estadio do Restelo - nawet na krótko przed pierwszym gwizdkiem - nie przypominały, by miał się tam odbyć mecz w europejskich pucharach. Ot, co najwyżej jakieś podrzędne spotkanie w jednej z niższych klas rozgrywkowych. O tym, że może jest to jednak nieco ważniejsze spotkanie przypominały tylko straganiki z pamiątkowymi szalikami oraz... uzbrojona w ciężką broń policja. Już od rana patrolowała ulice obok stadionu i szczegółowo przeszukiwała nawet przejeżdżające samochody. To oczywiście efekt wzmożonych kontroli w związku z zagrożeniem zamachami terrorystycznymi w Paryżu.

Trybuny niespełna dwudziestotysięcznego stadionu nieznośnie świeciły jednak pustkami. I to nie dlatego, że kibice Belenenses nie wierzyli w awans. Estadio do Restelo po prostu zaludnia się już tylko na prestiżowe mecze derbowe z Benfiką oraz Sportingiem Lizbona. Nie pomogły nawet darmowe bilety dla dzieci i młodzieży do lat 18. Do Lizbony przyjechało za to prawie pół tysiąca kibiców z Poznania.

"Chcemy zwycięstwa, Kolejorz chcemy zwycięstwa" - fani dali do zrozumienia piłkarzom, że nie na darmo pokonywali prawie dwa i pół tysiąca kilometrów. Gdy zobaczyli podstawowy skład Kolejorza mogli się nieco zmartwić. Trener Jan Urban oczywiście zapowiadał zmiany, ale wydawało się, że na tak ważny mecz, nie zdecyduje się zrobić aż tak dużych zmian w obronie (parę stoperów utworzyli Dariusz Dudka i Tamas Kadar), z kolei w ataku - po meczu przeciwko Zagłebiu Lubin w Pucharze Polski - długo szansy nie dostanie Denis Thomalla.

Pierwsze minuty potwierdziły te obawy. Lechici grali bardzo nerwowo, zwłaszcza w obronie. Sporo było nieporozumień (Douglasa z Buriciem, Dudki z Buriciem) na szczęście niegroźnych dla bramki Lecha. Początek należał do gospodarzy, którzy tworzyli groźniejsze sytuacje, ale za każdym razem na posterunku był bramkarz Kolejorza. W 15. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego bramkarz Kolejorza wypiąstkował piłkę znad głowy Tiago Caeiro. W 23. minucie Kuca technicznie przerzucił piłkę nad poznańskimi obrońcami, ta trafiła do Fabio Sturgeona, który błyskawicznie dograł ją wzdłuż linii bramkowej do wchodzącego Caeiro. Znów górą był Bośniak.

Lechici otrząsnęli się dopiero po kwadransie. Zaczęli utrzymywać się przy piłce, długimi fragmentami zamykając Portugalczyków na ich połowie. W polu karnym Belenenses byli jednak nieporadni. A to obrońca ubiegł Macieja Gajosa, a to Gergo Lovrencsics (po ładnym podaniu Thomalli) strzelił niecelnie z dystansu, aż wreszcie po najlepszej akcji Kolejorza w pierwszej połowie i dośrodkowaniu węgierskiego skrzydłowego, Thomalli zabrakło trochę bujniejszej czupryny na głowie by skierować piłkę do bramki przed interweniującym Venturą. Grający niezłe zawody napastnik Lecha oddał w tej części meczu jedyny celny strzał na bramkę Belenenses. Dostał podanie od Gajosa, podciągnął kilkanaście metrów i uderzył. Szkoda tylko, że w środek bramki.

Klarownych sytuacji Lech jednak nie miał. Miało taką za to Belenenses, po tym jak w jednym z ataków Dariusz Dudka pociągnął w polu karnym Tiago Caeiro, który upadł na murawę, a sędzia Arnold Hunter wskazał na jedenasty metr. "Jasiu Burić, Jasiu" - zaintonowali kibice Lecha stojący niedaleko poznańskiej bramki. Najwyraźniej zdeprymowali Tiago Silvę, który... przestrzelił. W końcówce pierwszej połowy Portugalczycy mieli jednak jeszcze dwie okazje (najpierw fatalny błąd Douglasa naprawił Kadar, a później Silva znów nie trafił w bramkę).

W przerwie wydawało się, że trener Urban zdejmie z boiska Dudkę, który nie dość, że nie rozgrywał dobrego meczu, to jeszcze miał na koncie żółtą kartkę. Szkoleniowiec Lecha wpuścił jednak na boisko Abdula Aziza Tetteha w miejsce Łukasza Trałki, tak jakby chciał już oszczędzić kapitana drużyny na niedzielny mecz z Lechią Gdańsk.

Gra się jednak Kolejorzowi wciąż nie kleiła. O ile potrafili utrzymać się przy piłce i wymienić kilka podań w środku pola, o tyle każde zagranie na skrzydło kończyło się stratą. Dopiero w 62. minucie Lovrencsics dobrze zagrał w pole karne do Thomalli, ale ten już nie przypominał odważnie i walecznie grającego napastnika z pierwszej połowy. Gasł z każdą minutą. Tym razem źle przyjął piłkę, a próba uratowania sytuacji i odegrania do Gajosa, skończyła się stratą.

Urban zdjął jednak Formellę i puścił do boju Szymona Pawłowskiego. Ten chwilę po wejściu na boisko mógł zdobyć gola dla Lecha, ale z prawej strony pola karnego strzelił minimalnie nad poprzeczką bramki Belenenses. Minuty uciekały, a Urban nakazał drużynie Lecha atakować piłkę coraz bliżej bramki rywali.

Gdy na boisku byli już wszyscy wprowadzeni rezerwowi Lecha (Hamalainen zmienił Thomallę), Kolejorz zaczął wreszcie sprawiać zagrożenie. Po jednym ze świetnych kontrataków mistrzów Polski kwadrans przed końcem meczu Pawłowski strzelił w słupek! Była to jednak jedyna i najlepsza stuprocentowa okazja lechitów do zdobycia gola. Wydawało się, że w ostatnich minutach rzucą się oni jeszcze na bramkę Belenenses, ale nic im już nie wychodziło. Podania były niecelne, dośrodkowania wybijali rywale, a strzałów w światło bramki po prostu nie było.

Lech drugi raz bezbramkowo zremisował z Belenenses i dramatycznie skomplikował sobie kwestię awansu do fazy pucharowej. Teraz wyjście z grupy nie zależy już tylko od mistrzów Polski. Aby tak się stało, Kolejorz musi w ostatniej kolejce nie tylko pokonać FC Basel, ale też liczyć na to, że Portugalczycy pokonają na wyjeździe Fiorentinę.



Czy Lech Poznań awansuje do 1/16 finału Ligi Europejskiej?