Problemy mistrzów Polski. Twierdza Asseco Resovii padła. Dwa razy

Siatkarze mistrza Polski, Asseco Resovii już na starcie PlusLigi zaliczyli dwie wpadki. I to we własnej hali, gdzie przegrywają niezmiernie rzadko. A nowy system rozgrywek jest nieubłagany. Każde kolejne potknięcie, może się odbić czkawką na koniec sezonu.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Asseco Resovia miała od początku rządzić w PlusLidze. Szeroki, wyrównany skład miał zapewnić spokój i kompletowanie punktów, tak potrzebnych w tym sezonie. Bo teraz nie będzie play-offów i żeby zagrać o mistrzostwo Polski trzeba znaleźć się na koniec sezonu w pierwszej dwójce. A poprzednie lata już pokazały, że o końcowej klasyfikacji mogą decydować pojedyncze punkty, nawet sety. A tych pierwszych mistrzowie Polski już na starcie ligi stracili za sporo.

Sporo, bo aż pięć i to wszystkie w swojej hali. A w "Twierdzy Podpromie" Asseco Resovia przegrywa bardzo rzadko, ostatnio w styczniu tego roku. Dwie porażki z rzędu w PlusLidze u siebie, to już zamierzchła historia. Teraz jednak się zdarzyła, a siatkarzy z Rzeszowa nie uratowała nawet publiczność, która ma już na swoim koncie kilka takich sukcesów. Tym razem nie wystraszył się ani Jastrzębski Węgiel, ani ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Porażka z jastrzębianami była sensacją, przegrana z ZAKSĄ już nie, bo to najładniej i najskuteczniej obecnie grający zespół w PlusLidze. Ale to właśnie m. in. z nimi resoviacy będą walczyć o wejście do finału. A punkty zgubione u siebie ciężko będzie odrobić w hali rywala.

Mistrzowie Polski muszą też uważać, by nie zaliczyć kolejnych potknięć. Do ZAKSY tracą już cztery punkty, do drugiego miejsca, czyli Cerradu Czarnych Radom trzy. Co prawda do zdobycia jeszcze jest ich mnóstwo, ale na wiosnę może się liczyć każde "oczko".

Ale nie tylko stracone punkty są problemem resoviaków. Ci od początku sezonu zmagają się z plagą kontuzji i nawet tak szeroki skład okazuje się zbyt ciasny. Asseco Resovia straciła na cały sezon Piotra Nowakowskiego i Niemca Jochena Schopsa. Obaj pewnie w tym sezonie wrócą do treningów, ale do formy czy gry na najwyższym poziomie raczej nie. Pierwszego zastąpił już Amerykanin Russell Holmes, zastępca dla drugiego jest pilnie poszukiwany. Tyle tylko, że rynek jest bardzo ubogi. A i Holmes nie może zawsze pomóc, Asseco Resovią ogranicza limit obcokrajowców.

Od początku sezonu dodatkowo nie w pełni sił byli Francuz Julien Lyneel i Łukasz Perłowski, a inny Amerykanin Thomas Jaeschke zagrał tylko jedno spotkanie, z PGE Skrą Bełchatów. Wcześniej leczył kontuzję, teraz zmaga się z urazem mięśni brzucha. W pełnym składzie rzeszowianie nie odbyli ani jednego treningu. W ogóle wspólnych treningów mieli jak na lekarstwo.

Dopiero teraz dostali więcej szczęścia od losu, a raczej terminarza. Po meczu z ZAKSĄ czekają ich jeszcze dwa starcia u siebie. Nie będzie więc podróży, będzie więcej czasu na pracę, bez której sukces sam nie przyjdzie, choćby w składzie byli sami najlepsi siatkarze. Na razie bowiem widać, że do dopracowania zostaje wiele, co dziwić nie może, bo skład w większości jest nowy. A co dają wspólne, spokojne treningi widać choćby po wspomnianej ZAKSIE, która nie gra w europejskich pucharach i już miała dwa pełne tygodnie do treningów. W Rzeszowie mogą o tym tylko pomarzyć.

Ale system gry i terminarz był znany dużo wcześniej, więc nie ma miejsca na narzekanie. W Rzeszowie zresztą nikt nie narzeka, mało tego, trener Andrzej Kowal mimo porażki z ZAKSĄ był zadowolony. - Nie mamy się czego wstydzić poza końcówkami, w których zabrakło cierpliwości. Traciliśmy przewagę po własnych błędach - mówił. Teraz rzeszowianie mają czas do niedzieli, by te błędy wyeliminować. Podejmą u siebie mocne i nieobliczalne Cuprum Lubin i na kolejną stratę punktów nie mogą sobie pozwolić.