Chalidow o "walce stulecia". W klatce nie ma przyjaciół

W sobotę dojdzie do najbardziej wyczekiwanej walki w historii polskiego MMA. Mamed Chalidow zmierzy się z Michałem Materlą, mistrzem organizacji KSW w wadze średniej. - Razem z moim sztabem trenerskim wykonaliśmy ciężką pracę, którą chcę przekuć w zwycięstwo - zapowiada gwiazda klubu Arrachion Olsztyn.
Wiele osób zastanawia się czy po ciężkim urazie, który olsztynian odniósł podczas ostatniej walki z Brettem Cooperem (w grudniu 2014 r.), nie jest za wcześniej na konfrontację z tak wymagającym rywalem. Operacja kręgosłupa, którą przeszedł Chalidow wyłączyła go z treningów aż na pół roku. - Na początku przygotowań czułem blokadę psychiczną - przyznaje Mamed. - Przez pewien czas wydawało mi się nawet, że zabieg nie przebiegł zbyt dobrze. Po kilku miesiącach czułem się jednak już bardzo dobrze. Zapomniałem również o przebytej kontuzji i mogłem spokojnie przygotowywać się do najbliższego pojedynku.

Sobotnie starcie obu wojowników jest najdłużej wyczekiwaną walką przez fanów MMA. Konfrontację Chalidowa z Materlą organizatorzy określają nawet "walką stulecia" i nie sposób jest wskazać faworyta. - Nikt nie jest w stanie przewidzieć tego, co wydarzy się w klatce - uważa Łukasz "Juras" Jurkowski, były zawodnik MMA, a obecnie komentator stacji Polsat. - Według mnie, jeżeli pojedynek miałby wygrać Mamed, to musiałby go zakończyć w pierwszej rundzie. Gdyby miał on trwać na pełnym dystansie [trzy rundy po 5 minut - red.], to ręce w geście triumfu uniesie Michał.

Jak przyznaje gwiazda klubu Arrachion Olsztyn, ostatnie dni przed galą KSW przebiegają w spokojnej atmosferze. Jego treningi odbywają się w godzinach zbliżonych do czasu w jakim zaplanowano sobotnią walkę. - Zajęcia są bardzo lekkie, ponieważ zeszliśmy już z pełnych obciążeń - podkreśla Chalidow. - Muszę też zauważyć, że niezależnie od klasy przeciwnika, do każdego pojedynku przygotowuje się w taki sam sposób.

Co ciekawe najlepsi w Polsce zawodnicy MMA w wadze średniej (do 84 kg) od lat zgodnie podkreślali, że są dobrymi przyjaciółmi i nigdy nie staną w ringu naprzeciw siebie. Miała tego nie zmienić nawet ogromna gaża w przeszłości kilkakrotnie proponowana im przez organizatorów federacji KSW.

Niewiele osób pamięta, że obaj panowie mieli już okazję się zmierzyć. Dokładnie w 2007 roku podczas krajowych eliminacjach do mistrzostw ADCC (Abu Dahbi Combat Club), które polegają wyłącznie na walce w parterze. Wtedy górą był olsztynianin.

Zanim ponownie skrzyżują rękawice, dzień wcześniej w piątek spojrzą sobie prosto w oczy podczas oficjalnego ważenia. - Nigdy nie przywiązuję do tego momentu dużej uwagi - mówi wprost Chalidow. - To wszystko robione jest dla mediów oraz kibiców. Sytuacja zmieni się jednak, kiedy wejdziemy do klatki. Wtedy skupię się wyłącznie na swoim przeciwniku i zapomnę, że jest on moim przyjacielem.

I dodaje: - Co do limitu wagowego, to nie zdarzyło mi się jeszcze mieć problem z jego spełnieniem. Obecnie [rozmawialiśmy we wtorek - red.] do zrzucenia pozostały mi trzy kilogramy.

Jaki plan na sobotnią walkę przewiduje olsztyńska gwiazda MMA? - Zrobię tyle, na ile pozwoli mi mój rywal - mówi zawodnik Arrachionu. - Muszę szukać takich rozwiązań, które pozwolą mi wygrać, bo nie zakładam innego scenariusza. Razem z moim sztabem trenerskim wykonaliśmy ciężką pracę, którą chcę przekuć w zwycięstwo.

Sobotnia gala KSW 33 rozpocznie się w krakowskiej Tauron Arenie o godz. 19.

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl.