Sport.pl

Coraz mniej Widzewa w Widzewie [KOMENTARZ]

- Prezes Marcin Ferdzyn uważa, że atakujemy klub, bo mu źle życzymy. Bzdura! Chcemy, żeby Widzew i ŁKS grały w ekstraklasie, żeby znów cała Polska mówiła o derbach Łodzi - pisze Jarosław Bińczyk
Gdy powstawała Reaktywacja Tradycji Sportowych Widzew Łódź, jej założyciele mówili o powrocie do widzewskich korzeni, by nie powtórzyła się sytuacja, gdy klub szybko zmienił się z łódzkiego w piaseczyński. Nie minęło pół roku od wielkiego upadku, a nowy Widzew staje się chodakowski. Z Chodakowa jest trener, mają być dyrektor sportowy i zawodnicy. By zrobić dla nich miejsce, pozbyto się dziewięciu graczy. Trener ma do tego prawo, ale od razu pojawiają się wątpliwości, czy na ich miejsce przyjdą lepsi? Oby eksperyment się udał, ale tabela nie kłamie: Bzura Chodaków to 16. drużyna mazowieckiej IV ligi (ósma w grupie północnej, uważanej na Mazowszu za słabszą)! Może to wielkie talenty, które w Łodzi się rozwiną i zabłysną. Może są lepsi od Rachubińskiego czy Pietrasa, dla których gra w Widzewie była spełnieniem marzeń, bo są jego wychowankami. Wzburzył mnie sposób, w jaki pożegnano się z zawodnikami. Bez wytłumaczenia, co robili źle, co się trenerowi nie podobało. Choć odrzuceni wiedzieli, że drużyna będzie jeszcze ćwiczyć przez kilka dni, nie powiadomiono ich o terminie zajęć. Komuś zabrakło klasy! Prezes Marcin Ferdzyn uważa, że atakujemy klub, bo mu źle życzymy. Bzdura! Chcemy, żeby Widzew i ŁKS grały w ekstraklasie, żeby znów cała Polska mówiła o derbach Łodzi. Ale nie jesteśmy kibolami, żeby nie zauważać tego, co jest złe. A że nie dzieje się najlepiej, pokazują choćby frekwencja na meczach i ostatnie wyniki. Gdy eksperyment się uda, na pewno oddamy cesarzowi co cesarskie. Na razie nie mamy powodu, by Widzew chwalić.