Punkty widzenia. Nie wszystko można przeliczać na pieniądze

Felieton Wiesława Pawłata


W ostatnim czasie na różnych forach zaczęły się przewijać żale sportowców na temat nagród, jakie otrzymują za swoje osiągnięcia. I nie chodzi tu bynajmniej o medale na igrzyskach olimpijskich, mistrzostwach świata czy Europy seniorów, ale o imprezy niższej rangi.

Zaczęło się od pływaczki Alicji Tchórz, która była zdegustowana nagrodą w wysokości 200 złotych za zwycięstwo w Polskiej Lidze Pływackiej. Po jakimś czasie dołączyła do niej Kamila Przybyła. Tej tyczkarce, jeszcze juniorce, zdecydowanie nie przypadł do gustu komplet szklanek, jakim uhonorował ją jej klub, czyli bydgoski Zawisza. Okazuje się, jednak, że nie wszyscy są tacy roszczeniowi, czego wyraz dał kolega klubowy i po fachu Przybyły, zdecydowanie bardziej utytułowany - były mistrz świata Paweł Wojciechowski. On również otrzymał taką nagrodę i był bardzo z niej rad, bo jak stwierdził, liczą się intencje, a od klubu zawodnicy dostają przecież opiekę trenerską, sprzęt czy możliwość wyjazdu na zawody.

Myślę, że nie od rzeczy będzie tu opinia prezesa Lubelskiego Związku Lekkiej Atletyki Leszka Duneckiego, ongiś świetnego sprintera i skoczka w dal. Wspominał, że po zdobyciu przez niego tytułu mistrza Europy juniorów w skoku w dal w klubie zorganizowano spotkanie i oprócz uścisku dłoni prezesa otrzymał kryształowy pucharek, ale nawet do głowy mu nie przyszło, żeby wymagać czegoś więcej. On się po prostu cieszył, że o nim pamiętano, i był dumny z wywalczonego medalu.

Po igrzyskach olimpijskich w Moskwie, skąd sztafeta sprinterów - z nim w składzie - wróciła ze srebrem, też szału nie było. Owszem podjęto go w klubie kawą i ciastkami, atmosfera też była miła i to by było na tyle. Mówił po latach, że bardzo sobie cenił te gesty ze strony klubu, który dawał tyle, ile mógł. Jednak on też czuł, że w stosunku do klubu miał dług za lata wsparcia, i starał się go spłacić najlepiej, jak potrafił - czyli wynikami sportowymi. Co zresztą - tak na marginesie - całkowicie mu się udało. Jak więc widać, różnie można postrzegać wartość sportowego sukcesu.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU