Dawid Kudła w roli Mateusza Matrasa. Przerwa niespecjalnie posłużyła Pogoni

Pogoń Szczecin rundę jesienną kończyła w bólach, zdziesiątkowana kontuzjami. Dwa tygodnie przerwy reprezentacyjnej miały pozwolić na doprowadzenie części zawodników do pełnej dyspozycji, ale na kilka dni przed prestiżowym spotkaniem z Lechem Poznań, nadal ciężko jest mówić o komforcie kadrowym.
Dobrych wiadomości jest mniej niż się spodziewano. Do dyspozycji trenera Czesława Michniewicza są Karol Danielak i Sebastian Rudol. Pierwszy uporał się z kontuzją mięśni brzucha, natomiast... wrócił z niemieckiego Hanoweru ze specjalną maską ochronną (trzy tygodnie temu w meczu rezerw doznał złamania kości jarzmowej) i jest gotowy do powrotu na boisko.

Na treningu Pogoni i tak są jednak pustki. W związku z tym z konieczności udział w środowej gierce treningowej wziął asystent trenera, Radosław Biliński, a w polu biegał także... Dawid Kudła. Bramkarz zastępował Mateusza Matrasa i momentami "Matrixa" przypominał nie tylko warunkami fizycznymi, ponieważ strzelił nawet bramkę.

- Potrzeba chwili - skomentował Michniewicz. - Mamy trochę problemów. Łukasz Zwoliński wiadomo, że nie zagra, a do tego z treningu przed czasem zeszli Wladimer Dwaliszwili i Marcin Listkowski. Drobne problemy mają też Jakub Czerwiński oraz Mateusz Matras. Do meczu z Lechem pozostało jednak jeszcze trochę czasu i mam nadzieję, że większość zawodników będzie jednak gotowa do grania.

Szkoleniowiec Pogoni minę ma jednak nietęgą, ponieważ nie tak wyobrażał sobie dwa tygodnie przerwy reprezentacyjnej. Na treningach kości jednak trzeszczą. Każdy chce za wszelką cenę wywalczyć miejsce w składzie i czasem są tego opłakane efekty.

- Ostatni tydzień mocno dał się nam we znaki i ciągle dochodzą większe lub mniejsze urazy. Często są to kontuzje mechaniczne, których nie jesteśmy w stanie uniknąć. Tak było chociażby z Marcinem Listkowskim, w którego ostro wszedł jeden z zawodników. Dlatego odradzam piłkarzom wchodzenie wślizgami na treningach - mówi Michniewicz, który drży przy każdym ostrzejszym starciu w czasie zajęć.

Do tego choroba zmogła jeszcze Mateusza Lewandowskiego. Jeśli lewy obrońca nie będzie musiał zażywać antybiotyków, a co za tym idzie dodatkowo osłabiać organizmu, wtedy powinien być do dyspozycji trenera Michniewicza w niedzielę.

Trener Pogoni odskocznie od codziennych, z reguły mało optymistycznych meldunków od lekarza Bartosza Paproty, odnalazł w... liczbach.

- Mamy sporo materiału do analizy i przede wszystkim z liczb płynie dużo wniosków. Po stronie plusów na pewno jest wysoka pozycja w tabeli oraz fakt posiadania jednej z najmłodszych drużyn w lidze, po stronie minusów też jest jednak nad czym pracować. Przede wszystkim jeśli chodzi o liczbę strzałów. Pracujemy nad tym, choć wbrew pozorom nie jest to łatwe, bo najpierw trzeba wypracować pozycję, z której można zdecydować się na uderzenie w światło bramki - kończy Michniewicz.

Niedzielny mecz z Lechem - o godz. 18 na stadionie przy Twardowskiego.