Ruch Chorzów. Będą kolejni gracze Legii Warszawa na Cichej?

Jedynym klubem z naszego regionu, który ma umowę partnerską z Legią Warszawa jest Zagłębie Sosnowiec. Z boku wygląda to jednak tak, że podobny - tyle, że nieformalny - układa wiąże też z klubem ze stolicy chorzowski Ruch.
 

Zagłębie na pewno nie straciło na współpracy z Legią. Na razie klub z Sosnowca nie wychował jeszcze gracza, którego musiałby oddać do warszawskiej drużyny. Tymczasem w drugą stronę powędrowali i stanowią o sile pierwszoligowca tacy gracze jak: Jakub Arak, Konrad Budek, Przemysław Mizgała, czy Konrad Zaradny. Sosnowiczanie rzecz jasna mają w planach kolejne transfery - wypożyczenia zawodników Legii.

A wszystko to w ramach umowy o współpracy, która obowiązuje pomiędzy klubami od ponad dwóch lat.

Na przykładzie Ruchu Chorzów widać jednak, że taki dokument nie zawsze jest potrzebny, żeby sięgać po graczy Legii. Dariusz Smagorowicz, prezes niebieskich dzięki dobrej znajomości z Bogusławem Leśnodorskim, prezesem Legii doprowadził do tego, że na Cichą trafili Kamil Mazek i Mateusz Cichocki, a wcześniej także Michał Efir i Wojciech Skaba.

Mazek i Cichocki są dziś zawodnikami Ruchu, ale Legia ma wciąż prawa do tych graczy. Ograniczone, ale zawsze. Warszawski klub zabezpieczył się na tyle, że może wykupić swoich byłych zawodników na preferencyjnych warunkach.

Smagorowicz nie chce się rozwodzić na temat szczegółów współpracy z Legią, ale podkreśla, że to rozwiązanie korzystne dla wszystkich. - Czy sięgniemy po kolejnych graczy Legii? Nie można tego wykluczyć. Tyle, że mamy na Cichej zasadę, żeby nie kontraktować zbyt dużej liczby obcokrajowców oraz piłkarzy wywodzących się z jednego klubu. Takie grupki nie wpływają potem dobrze na atmosferę w szatni drużyny - mówi prezes niebieskich.

A co jeżeli Ruch ustawi się w kolejce po tych samych graczy Legii co Zagłębie? - Wygra lepszy. Umowa o współpracy to ważna rzecz, ale równie istotne jest zdanie zawodnika i jego menedżera. My na razie mamy tę przewagę, że jednak gramy w Ekstraklasie. Jeżeli Zagłębie awansuje, to ten argument nie będzie już tak istotny - zauważa Smagorowicz.