Wisła Kraków. Kazimierz Moskal: W każdej formacji brakuje nam zawodników

- Gramy 12-13 zawodnikami, ale nie obawiam się, by piłkarzom zabrakło sił w końcówce sezonu - mówi w rozmowie z krakow.sport.pl Kazimierz Moskal, trener Wisły Kraków.
Facebook? » | A może Twitter? »


Andrzej Klemba: W dwóch ostatnich spotkaniach Wisła nie grała już tak dobrze jak przez większość rundy jesiennej. Pan miał duże pretensje zwłaszcza o - mimo wygranej - mecz w Lubinie.

Kazimierz Moskal: Z Zagłębiem to był rzeczywiście nasz najsłabszy mecz. Gra nam się zupełnie nie układała. Z Ruchem można mieć pretensje o to, że nie stworzyliśmy wystarczająco dobrych sytuacji do strzelenia gola. Sposób gry nie był zły, kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku i nie dopuściliśmy rywala, by nam zagroził. Rzeczywiście okazji było za mało, by wygrać. To wynikało też z tego, że Ruch był bardziej zdyscyplinowany w defensywie niż np. Termalica. Trzeba też mieć świadomość, że nie w każdym spotkaniu uda się stworzyć dużo dogodnych sytuacji.

Jesienią wkład miało 15 zawodników, a gdy pominąć Tomasza Cywkę i Rafaela Crivellaro, zwykle rezerwowych, to zaledwie 13. To bardzo mało.

- Mamy wąską kadrę i rzeczywiście operujemy 12-13 zawodnikami, jeśli chodzi o podstawowy skład. Zmiany wymuszają głównie kartki i kontuzje. Jeśli popatrzeć na statystyki, to właśnie tak jest, że 12-13 piłkarzy spędziło na boisku ponad 50 proc. czasu w rozegranych meczach. To może być problem, ale raczej tylko wtedy, gdy nałożą się pauzy za kartki i urazy u kilku zawodników. Nie obawiam się tego, że piłkarze będą zmęczeni i nie wytrzymają kondycyjnie takiej liczby spotkań.

Zarówno w sezonie 2013/14, jak i w poprzednim Wisła najsłabiej grała właśnie w końcówce sezonu. Może to jednak wina zmęczenia?

- Nie to było głównym powodem. Wpływ miało wiele innych czynników, ale wolałbym już do tamtego sezonu nie wracać. Oczywiście wyniki nie były takie, jakbyśmy tego oczekiwali. Żyjemy tym sezonem i skupiamy się na tym najbliższym meczu. Wracamy na boisko po dwutygodniowej przerwie, która wcale nie ułatwiła mi pracy. Kilku zawodników było poza zespołem [Guzmics, Guerrier, Mączyński, Uryga na meczach kadry, Popović leczył kontuzję - przyp. red.]. Do tego gramy już w piątek, więc będzie mało czasu, by potrenowali z drużyną. Musimy jednak zrobić wszystko, by być najlepiej przygotowanym.

Sam pan debiutował w Wiśle jako nastolatek. Jesienią młodzi zawodnicy zagrali w sumie 42 minuty w sześciu meczach. Są tacy słabi?

- Jeśli któryś z nich będzie na tyle dobry, by grać, to nie będę miał obaw, by go wystawić. Oczywiście, że ciąży na mnie presja wyniku, w Wiśle od dobrych kilkunastu lat nic w tej kwestii się nie zmienia. Za to jesteśmy rozliczani. Nikt nie jest idiotą i nie będzie sobie robił na złość poprzez posadzenie na ławce zawodnika, który przewyższa swojego konkurenta, bo ten jest młodszy.

Wisła jest chwalona za grę, ale oczekiwanych wyników nie ma i częściej pan słyszy pytania o posadę.

- Kibice czy dziennikarze patrzą na Wisłę przez pryzmat kilkunastu lat, gdy prawie zawsze biła się o mistrzostwo. I na razie tak ten klub będzie postrzegany bez względu na to, w jakiej jesteśmy sytuacji. Słyszę różne opinie, warto ich słuchać, ale sam mam też wyrobione zdanie. Jako trener patrzę na styl gry mojego zespołu. Z wielu meczów byłem zadowolony, choć niekoniecznie z wyniku, a za to jestem rozliczany.

Zwykle po remisie u siebie słyszeliśmy, że trzeba wyciągnąć wnioski. Wie pan już, skąd się brały?

- Przede wszystkim bierze się to stąd, że atak pozycyjny jest trudnym elementem, by osiągnąć w nim perfekcję. Wiele dużo lepszych od nas zespołów ze światowej czołówki ma z tym kłopot. Gdy rywal nie chce grać otwartej piłki, broni się na swojej połowie, a do tego dochodzą brak szczęścia, nieskuteczność i błędy własne, to kończy się to remisami. Musimy jednak robić wszystko, by sobie z takimi sytuacjami radzić. Znaleźć sposób na rywala, który obrał taką taktykę. Oni często nawet nie ukrywają, że z takim nastawieniem przyjeżdżają na Reymonta, byle ugrać remis.

Zbliża się zimowe okno transferowe. Kogo Wisła chciałaby pozyskać?

- Ideałem byłoby mieć na każdą pozycję dwóch równorzędnych graczy. Sytuacja, w jakiej jest klub, determinuje jednak nasze możliwości. Szukamy zawodników, którzy podniosą poziom i rywalizację w zespole, ale musimy też mierzyć siły i zamiary, na co nas stać.

Grzegorz Mielcarski mówi, że bardzo potrzebny jest napastnik i stoper, bo Arkadiusz Głowacki zamierza kończyć karierę...

- W każdej formacji nam brakuje zawodników. I stoper, i lewy obrońca, i skrzydłowi, i napastnik byliby mile widziani. Największy wybór mamy w środku pola i w bramce. Mam nadzieję, że i z Radkiem Cierzniakiem [z końcem sezonu wygasa umowa - przyp. red.] klub się dogada, bo trochę czasu zostało.

Kto pana najbardziej pozytywnie zaskoczył?

- Nie lubię wystawiać indywidualnych ocen. Patrzę przez pryzmat zespołu. Na wynik pracuje cała drużyna i ja tak do tego staram się podchodzić.

Mnie rozczarowali Tomasz Cywka i Rafael Crivellaro. Pana nie?

- Trzeba się wstrzymać z takimi ocenami. Gdy spojrzymy na to, ile grali i ile wnieśli do zespołu, to rzeczywiście można dojść do wniosku, że nie dali nam tyle, ile oczekiwaliśmy. Dajmy im jeszcze trochę czasu. Pamiętam, jak do Wisły trafił Maciej Żurawski i przez ponad rok nie mógł się odnaleźć.

W poprzednim sezonie mówiło się o "Moskal time", czyli okresie od 75. minuty, gdy Wisła dała sobie wydzierać wygraną. Teraz ciągną się za wami bezbramkowe remisy u siebie. Wciąż czegoś brakuje...

- Najbardziej kilku punktów, które straciliśmy u siebie. Gdybyśmy wykorzystali stuprocentowe sytuacje, które przecież mieliśmy, gdyby sędziowie nie podjęli kilku błędnych decyzji, bylibyśmy wyżej w tabeli. Do każdej sprawy można sobie dorobić teorię, jeśli wspomina pan "Moskal time". O tym ostatnio zrobiło się cicho, ale absolutnie zdaję sobie sprawę, że wystarczy jeden taki mecz, by wszyscy zaczęli o tym przypominać. Zresztą nawet nie będę się dziwił, to naturalne w naszym środowisku. Kibice i dziennikarze będą szukać takich tematów. Nie przywiązuję do tego wagi, bo skupiam się na tym, co w drużynie trzeba poprawić. Na pewno punktów powinniśmy mieć więcej, zwłaszcza gdy spojrzeć na liczbę strzelonych goli. W tym elemencie jesteśmy w ligowej czołówce [więcej zdobyły tylko Legia i Cracovia], podobnie w liczbie straconych bramek [mniej dała sobie strzelić tylko Korona].

No tak, ale gole strzelacie falami, np. sześć czy cztery w jednym meczu, a potem trzy spotkania bez trafienia.

- Wy możecie nas oceniać po spotkaniu, ja muszę podejmować decyzję w trakcie spotkania i być mądrym przed. Wiemy doskonale o tym, że stać nas, by być wyżej w tabeli.

Przed wami początek rundy rewanżowej i znów kilka bardzo prestiżowych spotkań - Cracovia, Lech, Legia czy Lechia.

- Gramy z drużynami, które w tej lidze coś znaczą lub powinny znaczyć. To dla nas niezmiernie ważne spotkania.