Koszykówka. Śląsk Wrocław w kryzysie. Zmiany potrzebne od zaraz

Wstyd - to słowo najczęściej padało z ust koszykarzy Śląska po porażce ze Startem Lublin 68:75. Dla pogrążonych w kryzysie wrocławian była to już piąta przegrana w TBL. - Potrzebujemy wielu zmian - zapowiada nowy trener Emil Rajković
Były gwiazdor Śląska nie żyje. Na boisku walcząca bestia, prywatnie cichy, lekko wycofany człowiek >>

Rajković, który prowadził Śląsk w poprzednim sezonie, ma ugasić w klubie pożar, który rozpalił Mihailo Uvalin. W piątek rozwiązano umowę z serbskim szkoleniowcem. Powodem decyzji były fatalne wyniki i coraz gorsza gra zespołu.

Wrocławianie pod sterami Uvalina na sześć ligowych spotkań wygrali zaledwie dwa, a w Pucharze FIBA Europe Cup w trzech pojedynkach udało im się zwyciężyć tylko raz. Szans na wyjście z kryzysu nie było widać.

W niedzielę Rajković znów zasiadł na ławce trenerskiej Śląska. 37-letni szkoleniowiec niewiele mógł zrobić, bo z drużyną spędził tylko dwa dni. - Na meczu byłem w pewnym sensie w roli widza - podkreślił. - Chciałem się przyjrzeć temu, co tutaj zostało zbudowane, jaki mamy skład. I co mogę powiedzieć? Nie jest dobrze. W ogóle nie jest dobrze i trzeba szczerze to przyznać - kręcił z niedowierzaniem głową Rajković.

Macedończyk na pomeczowej konferencji wzdychał głęboko i wyglądał na mocno zdenerwowanego, jakby nie zdawał sobie sprawy z wyzwania, jakiego się podjął.

- Musimy zrobić wiele zmian - w składzie, w nawykach zawodników, w rozumieniu koszykówki. Trzeba obrócić sporo spraw o 180 stopni - zapowiedział. - Nie wiem, czy wszystko nam się uda, ale po to tutaj jestem, by poświęcić temu wszystkie moje siły i umiejętności. By ludzie we Wrocławiu znów byli dumni z oglądania Śląska. Nie takiego, jaki zobaczyli w meczu ze Startem, bo nie można być z tego powodu dumnym - tłumaczył szkoleniowiec.

Wietrzenie składu

Wiadomo już, że zakontraktowanie Macedończyka to dopiero początek trzęsienia ziemi we wrocławskim klubie. Na pewno zmiany nie dotkną polskiej części składu, a to z jednego prostego powodu - wolnych graczy z polskim paszportem na rynku praktycznie nie ma.

O swoją przyszłość muszą więc się martwić obcokrajowcy. Autorski pomysł Mihailo Uvalina na polsko-amerykański zespół (w kadrze jest pięciu Amerykanów) okazał się niewypałem. Trudno się jednak spodziewać, żeby Śląsk zaszalał na rynku transferowym, bo skład odzwierciedla poziom finansowy klubu.

Śląsk potrzebuje wzmocnień na obwodzie i pod koszem. Właśnie dlatego najbliżej pożegnania się z zespołem wydają się być Maurice Sutton, Rashad Madden i Anthony Smith.

Okolicznością łagodzącą dla Suttona na pewno nie będzie 12 punktów i 19 zbiórek, które zaliczył w ostatnim pucharowym meczu w FIBA Europe z Royal Hali Gaziantep, bo na niewiele się to zdało, gdyż Śląsk został rozbity 46:74. 26-letni środkowy ma świetne warunki fizyczne - 211 cm wzrostu i ponad 100 kg wagi, ale nie potrafi z nich zrobić wielkiego użytku. Na boisku sprawia wrażenie chaotycznego, będącego poza grą.

Madden po kilku w miarę niezłych występach na starcie sezonu w ostatnim czasie zaczął mocno dołować. Nie jest ani typowym rozgrywającym, ani rzucającym. Trener Uvalin wolał na rozegraniu postawić na wciąż niemającego dużego doświadczenia, ale bardziej walecznego Norberta Kulona, a Amerykanina przesunął na pozycję rzucającego obrońcy. Ten w ostatnich pięciu meczach - wliczając pojedynki pucharowe - zdobył w sumie dziewięć punktów. To najlepszy komentarz dotyczący jego dyspozycji.

Smith miał być wiodącą postacią w ofensywie, tymczasem w pięciu występach w TBL rzucał średnio 8,8 punktu, a tylko w jednym z nich zapisał na swoim koncie dwucyfrową zdobycz punktową.

Wziąć się w garść

W Śląsku liczą, że Rajković tchnie w drużynę nową energię, nauczy ją wygrywać i sprawi, że sezon nie będzie jeszcze stracony. Zanim tak się stanie, musi on jednak lepiej poznać zespół i zawodników, by móc postawić celną diagnozę. To z pewnością zajmie trochę czasu, a tego w najbliższym czasie za dużo nie będzie, gdyż wrocławianie grają praktycznie co trzy dni, łącząc grę w lidze z europejskimi pucharami.

Drużyna jest rozbita, przede wszystkim psychicznie. Po meczu ze Startem koszykarze Śląska schodzili z parkietu ze spuszczonymi głowami. Takiego początku sezonu we Wrocławiu nie spodziewał się chyba nikt. Po siedmiu kolejkach 17-krotny mistrz Polski z bilansem 2-5 zajmuje odległe, 13. miejsce w 17-zespołowej stawce TBL. Wstyd - to słowo najczęściej padało z ust wrocławskich koszykarzy po porażce ze Startem.

- To jest Śląsk, musimy wziąć się w garść, wyczyścić głowy i coś zrobić, by nasza gra zaczęła działać. Nasza postawa to nie jest obecnie coś, czym zasługiwalibyśmy na jakieś oklaski. Chciałbym jednak powiedzieć kibicom, którzy przychodzą na nasze mecze: nie odwracajcie się od nas - apeluje kapitan Kamil Chanas.

POLSKA - CZECHY WE WROCŁAWIU [PORADNIK KIBICA]
ZOBACZ

Czy Emil Rajković odmieni grę Śląska?