Sport.pl

Górnik Zabrze. Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent miasta, odpowiada na trudne pytania o raport NIK-u [WYWIAD]

W swoim raporcie Najwyższa Izba Kontroli bardzo negatywnie oceniła budowę nowego stadionu Górnika Zabrze. Opinia, jaką ma na temat tego procesu Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent miasta, jest jednak zupełnie inna.

Stwórz własną drużynę i WYGRAJ LIGĘ!



Kilka dni temu zadzwonił do mnie Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent Zabrza. - Ocenia pan nasze działania bardzo krytycznie, w wielu tematach nie mogę się z panem zgodzić. Dlatego proponuję spotkanie. Parę spraw warto sobie wyjaśnić - stwierdził.

Kamil Kwaśniewski: Z czym pan się nie zgadza?

Krzysztof Lewandowski: Uważam, że do raportu NIK-u należy podejść ostrożnie. Jeśli porównamy go do raportów dotyczących innych stadionów, to on wypada całkiem przyzwoicie. Przede wszystkim nie formułuje żadnych zarzutów co do przeprowadzonych procedur, czyli nie stwierdza nieprawidłowości, które mogłyby skutkować na przykład skierowaniem wniosku o naruszeń dyscypliny finansów publicznych czy takich o charakterze prokuratorskim. Poza tym raport nie przedstawia jakichkolwiek zaleceń pokontrolnych. To oznacza, że kontrolerzy nie zauważyli niczego, co w najbliższym czasie należałoby poprawić. NIK krytycznie odnosi się wyłącznie do pewnych wstępnych analiz.

My cały czas podkreślaliśmy, że to są jedynie założenia, które w trakcie realizacji przedsięwzięcia będą ulegały modyfikacjom. Nie da się bowiem - i to w żadnym procesie inwestycyjnym - stworzyć 100-procentowo pewnych prognoz. Opracowanie mówiące o 90-procentowej frekwencji na stadionie dotyczyło jedynie odniesienia wobec aktualnego stanu z 2007 roku, w następnym etapie procesu inwestycyjnego ta analiza nie była wykorzystywana. Wykonano prosty zabieg - 90-procentową frekwencję, która dotyczyła starego obiektu, odniesiono do nowego. Nic więcej. Robienie teraz z tego problemu jest więc błędne. Kolejne analizy mówią już o 60-procentowej frekwencji, która jest wręcz trochę niedoszacowana. Przy 24 tysiącach miejsc na stadionie ta 60-procentowa frekwencja oznacza liczbę widzów na poziomie, jaki mieliśmy tuż przed ograniczeniem pojemności starego obiektu, czyli średnio ponad 16 tysięcy widzów. Na nowym stadionie - oczywiście zakładając, że obronimy ekstraklasę - będzie duża szansa, by ten wynik poprawić.

Przeszedłem już wiele kontroli i - proszę mi wierzyć - istnieją znacznie poważniejsze zarzuty i konsekwencje. Akurat ta kontrola nie wykazała niczego, co powinno wzbudzić aż takie emocje. Zresztą, proszę porównać ten raport z raportami dotyczącymi stadionów we Wrocławiu czy Poznaniu. Tam padają już poważne zarzuty, które nie dotyczą prognoz, ale m.in. sposobu wykonania prac. U nas takich zarzutów nie ma. Oczywiście, teraz raport wzbudza określone emocje i wiem, że został wysłany do prokuratury przez jedno z zabrzańskich stowarzyszeń o określonych ambicjach politycznych [chodzi o inicjatywę "Lepsze Zabrze" - przyp. red.]. NIK jednak uznał, że doniesienia nie złoży, choć w razie podejrzeń, że mogło dojść do naruszenie przepisów karnych, ma taki obowiązek.

Z raportu wynika, że chcieliście zbudować stadion za 200 milionów złotych, a w rzeczywistości jego koszt zbliża się do dwukrotności tej kwoty.

- To znowu pewne nieporozumienie. Te 200 milionów złotych to suma, która dla zabrzańskiego budżetu była możliwa do wydatkowania. Na tej podstawie została sporządzona koncepcja, której autor stwierdził, że mieści się ona we wspomnianej kwocie. Następnym etapem był etap projektowania. Z projektu wykonawczego wynikało, że trzy trybuny to koszt około 168 milionów złotych. Na tej podstawie został ogłoszony przetarg, a firma Polimex-Mostostal - jedna z większych firm budowlanych w tym kraju - zadeklarowała, że wykona te trybuny za kwotę 158 milionów złotych. Jak jednak wszyscy doskonale wiedzą, musieliśmy się z nią rozstać, bo Polimex-Mostostal nie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Zszedł z budowy, a taka sytuacja zawsze oznacza wzrost kosztów. Cały czas jednak mówimy o kwocie oscylującej wokół tych 200 milionów złotych. Poza tym chcę zwrócić uwagę na coś jeszcze - często myli się kwoty faktycznych nakładów z kwotami kosztu finansowego, czyli kosztu budowy plus odsetek bankowych. Te ponad 350 milionów złotych, o których mowa w raporcie, to właśnie koszt budowy i odsetek. Koszt planowany przez nas od samego początku. Mimo upływu lat, zmienił się on nieznacznie.

Dlaczego więc w raporcie czytamy "ostateczny, faktyczny koszt modernizacji obiektu, do dnia kontroli NIK, był niemożliwy do precyzyjnego określenia"?

- I właśnie dlatego należy rozmawiać... W tym momencie mówimy o kwocie dokładnie niespełna 220 milionów złotych, przy czym w porównaniu z naszymi wcześniejszymi założeniami jest to o 8 milionów złotych więcej, bo wykonujemy również część komercyjną stadionu. Po dodaniu odsetek otrzymujemy natomiast kwotę 298 milionów złotych. A że w wieloletnim planie finansowym rady miejskiej zapisano 329 milionów złotych, to mamy margines 31 milionów. Proszę zwrócić uwagę, że w żadnym procesie inwestycyjnym nie da się określić "ostatecznego, faktycznego kosztu". Oferty zwykle różnią się od kosztorysów, a w trakcie prac dochodzi do robót dodatkowych i uzupełniających. To jest oczywiste nawet dla kogoś, kto remontował łazienkę. Mówimy zatem o prognozach, bo rzeczywiste koszty określi dopiero życie.

Wydźwięk tej kontroli, wykonanej przez - co by nie mówić - poważną instytucję, jest zupełnie inny. Jak pan to wyjaśni?

- To pan powiedział, że NIK jest poważną instytucją. Czytam gazety i mogę mieć wobec tego wątpliwości. Niestety, można sądzić, że ta instytucja została w jakiejś mierze upolityczniona.

Czyli twierdzi pan, że z budową stadionu wszystko jest w porządku?

- NIK zarzuca nam, że pierwsza formuła wyboru planu finansowego była obarczona dużym ryzykiem, tyle że takim ryzykiem jest obarczona każda formuła dotycząca planu finansowego. Jeśli pan będzie budował dom i weźmie na ten cel kredyt, również będzie to obarczone ryzykiem. W każdej chwili może okazać się chociażby, że jest pan niewypłacalny. Takie rzeczy są na porządku dziennym. Mieliśmy więc świadomość, że wybrana przez nas formuła jest obarczona ryzykiem. Z tamtego instrumentu finansowego otrzymaliśmy około 90 milionów złotych. Faktem jest, że umowa nie została w 100 procentach zrealizowana. To dlatego, że zmieniła się ustawa dotycząca funduszy emerytalnych, czyli pieniędzy, które z naszych składek ZUS trafiały do otwartych funduszy emerytalnych. Te były zobowiązane, by część pieniędzy inwestować w sektor publiczny. Nagle jednak - za sprawą tej ustawy - owe pieniądze trafiać tam przestały, a my musieliśmy szukać innych form finansowania. W tym wypadku były to obligacje, które zostały objęte przez bank Pekao S.A. NIK uważa, że to było rozwiązanie błędne, ale to tyko jego opinia. Ja mam kompletnie inną. Zastosowaliśmy nowatorską formułę finansowania, szeroko opisywaną w fachowych czasopismach, z której pozyskaliśmy 90 milionów złotych. Kiedy podejmowaliśmy decyzję, nie można było przewidzieć zmian ustawowych.

Co miasto ma sobie do zarzucenia?

-W 2007 roku, kiedy przystępowaliśmy do dyskusji o stadionie, panowało powszechne przekonanie, że tego projektu nie da się wykonać. Proszę sobie przypomnieć, że mówiono o nim od wielu lat i od wielu lat był on koniecznością - stan techniczny obiektu praktycznie dyskwalifikował go jako arenę imprez masowych. Są pewne rzeczy, które mogliśmy zrobić inaczej, ale jeśli chodzi o zasadnicze kierunki, to podejmowaliśmy słuszne decyzje, także w sferze politycznej. W kadencji, w której zapadły kluczowe decyzje, klub pani prezydent w radzie miejskiej miał trzech radnych. Wówczas bez zaangażowania kibiców Górnika nie podjęto by koniecznych uchwał.

Pamiętając o okolicznościach, czyli o zmianie ustawy o funduszach emerytalnych i problemach firmy Polimex-Mostostal, lepiej wykonać się tego zadania nie dało. Właśnie z tych dwóch faktów wynika opóźnienie w budowie stadionu. Ono oczywiście stanowi problem, ale jesteśmy już tuż przed zakończeniem prac. Nie ma większego ryzyka, że stadion nie zostanie otwarty na pierwszy mecz wiosny, z Ruchem Chorzów. Szanse na to, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, oceniłbym na 90 procent. A wtedy - jestem o tym przekonany - wszyscy ocenimy ten obiekt bardzo dobrze. W mojej ocenie jest to bowiem jeden z lepiej zaprojektowanych i wykonanych stadionów w Polsce. Wiem, co mówię, bo widziałem właściwie wszystkie nowe stadiony w kraju.

W takim razie dlaczego kibice tak krytycznie oceniają działania spółki "Stadion w Zabrzu"? Przypominają o tym na każdym meczu.

- Oceniają krytycznie właśnie dlatego, że prace na stadionie się przeciągają. Tak jak już jednak wspomniałem, przyczyn tego opóźnienia trzeba szukać w sprawach, które były od nas niezależne. Chociaż nie dziwię się kibicom. Mają prawo być zaniepokojeni, bo chcieliby już wrócić na stadion, a poza tym zdają sobie sprawę, że niska frekwencja wpływa na kondycję finansową klubu. Ale nie jest temu winien prezes Dębicki.

Czyli nikt nie jest winien?

- Pytanie, czy w Polsce powinno się w takim trybie zmieniać przepisy? Ja uważam, że nie. Jeśli zmienia się przepisy emerytalne, to należałoby to zrobić stopniowo, a nie z dnia na dzień. Coś takiego nie powinno mieć miejsca. Firmy budowlane natomiast upadają i upadać będą. Trudno tu szukać winnych.

Zadanie postawione początkowo przed spółką "Stadion w Zabrzu" było jasno określone - zawrzeć umowy na finansowanie obiektu, ogłosić przetargi na generalnego wykonawcę i inżyniera kontraktu oraz odebrać obiekt. W trakcie inwestycji stanęliśmy przed poważnym dylematem - czy ogłaszać przetarg na nowego generalnego wykonawcę, czy przeorganizować spółkę w generalnego wykonawcę. Pojechaliśmy do Białegostoku. Tam były podobne problemy - zszedł generalny wykonawca. Przerwa na budowie trwała półtora roku, bo konieczna była bardzo szczegółowa inwentaryzacja i określenie, co dokładnie nie zostało zrobione i co zrobione być jeszcze musi. Wybraliśmy drugi wariant i dzięki niemu po kilku miesiącach robotnicy wrócili na plac budowy.

Oczywiście, w związku z tą nową koncepcją pojawiły się pewne kłopoty. W ocenie pani prezydent spółka nie działa wystarczająco dynamicznie. Pół roku temu - jeszcze przed krytyką kibiców - zmieniony został zarząd spółki, dyrektor budowy i architekt. Zmiany były bardzo poważne, ale dziś widać, że przynoszą spodziewane efekty.

Kolejna część obszernego wywiadu z wiceprezydentem Zabrza wkrótce



Kiedy stadion Górnika będzie gotowy w całości, łącznie z czwartą trybuną:
Więcej o:
Skomentuj:
Górnik Zabrze. Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent miasta, odpowiada na trudne pytania o raport NIK-u [WYWIAD]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX