Górnik Zabrze - Korona Kielce 0:1. Dramat trwa. Kolejna porażka zespołu Leszka Ojrzyńskiego

Górnik Zabrze zanotował już szósty mecz bez zwycięstwa. Ba, z niezwykle skuteczną na wyjazdach Koroną Kielce nie ugrał nawet jednego punktu, choć przed przerwą miał kilka świetnych okazji.


- Wiemy, jak wygrać z Koroną - zapewniał Łukasz Madej, pomocnik Górnika. Niby nic wielkiego, bo przecież kielczanie to drużyna środka tabeli, ale... wystarczyło rzucić okiem na bilans wyjazdowych meczów ekipy Marcina Brosza. W tym sezonie "w delegacji" Korona bowiem jeszcze nie przegrała (w siedmiu spotkaniach straciła ledwie jedną bramkę!). Ba, z boisk Legii Warszawa i Piasta Gliwice po prostu wywoziła zwycięstwa. W tej sytuacji brak w wyjściowym składzie zabrzan kontuzjowanych Radosława Sobolewskiego, Erika Grendela czy Mariusza Magiery jawił się jako naprawdę poważny problem. Zwłaszcza że jeszcze w czwartek trener Leszek Ojrzyński mówił: - Liczę, że co najmniej jeden z nich będzie do mojej dyspozycji.

Na szczęście dla gości, do dyspozycji Brosza był już - chorujący ostatnio - Airam Cabrera. W 2. minucie - po rzucie wolnym Łukasza Sierpiny - Hiszpan znalazł się absolutnie sam przed debiutującym w bramce Górnika Radosławem Janukiewiczem i zmieścił piłkę przy "długim" słupku. Wymarzone otwarcie Korony i jednocześnie katastrofalny błąd defensywy gospodarzy! Od tej pory scenariusz był już bardziej oczywisty - piłkarze z Kielc przyczajeni na własnej połowie i zmuszeni do ataku pozycyjnego gospodarze.

Ci szybko doszli do dogodnych sytuacji, ale Zbigniew Małkowski instynktownie wybronił "główkę" Adama Dancha, a uderzenie Macieja Korzyma - choć z "czystej" pozycji - było zdecydowanie za lekkie. W 31. minucie napastnik Górnika znalazł się już z kolei dosłownie o centymetry od gola - otrzymał świetne podanie od Łukasza Madeja, minął Małkowskiego i z ostrego kąta trafił w słupek! Przyjezdni odpowiedzieli zaś niebezpiecznymi strzałami Aleksandrsa Fertovsa i Radka Dejmka. W obydwu przypadkach bez zarzutu zachował się jednak Janukiewicz.

Końcówka pierwszej części meczu to kolejne okazje Górnika. Dwie z kategorii "dobre" (Madeja i Romana Gergela) i jedna, która wręcz musiała zakończyć się bramką, ale Madej uderzył wprost w Małkowskiego. A chwilę później sędzia Mariusz Złotek zarządził przerwę. W jej trakcie miejscowi mieli nad czym myśleć...

Co gorsza dla nich, po zmianie stron pod polem karnym rywali zaczęli gościć znacznie rzadziej. W 70. minucie wciąż nie sposób było wskazać jakąś naprawdę groźną akcję Górnika z drugiej połowy. Podobnie bezproduktywna w ofensywie była co prawda Korona, ale ona o wypady w okolice zabrzańskiej "szesnastki" specjalnie nawet nie zabiegała. Liczyło się przede wszystkim to, by gola nie stracić. Mimo to, właśnie kielczanie byli autorami pierwszej dobrej sytuacji tej połowy. A konkretniej - Marcin Cebula, którego uderzenie z 77. minuty Janukiewicz sparował. Dopiero to obudziło gospodarzy - Małkowski musiał się napocić za sprawą próby Michała Janoty. Tego dnia ludzi Ojrzyńskiego nie było jednak stać nawet na remis.

Dla Górnika to już szósty z rzędu ligowy mecz bez wygranej.

Górnik Zabrze - Korona Kielce 0:1 (0:1)

Bramka: 0:1 Cabrera (2.)

Górnik: Janukiewicz - Słodowy (75. Cerimagić), Danch, Kopacz, Kosznik - Kwiek, Kurzawa (67. Skrzypczak) - Madej Ż, Jeż (58. Janota), Gergel - Korzym Ż.

Korona: Małkowski - Gabovs Ż, Dejmek, Wilusz, Grzelak - Fertovs, Marković Ż (65. Cebula Ż), Jovanović - Pawłowski (85. Kiercz), Sierpina (61. P. Sobolewski) - Cabrera.

Sędziował Mariusz Złotek (Stalowa Wola); widzów: 6998