Aleksander Śliwka dojrzewa, grając. W Asseco Resovii

Ma 20 lat i jest nadzieją polskiej siatkówki. Do Asseco Resovii wkroczył mocno i odważnie. - To duża satysfakcja, że ciężka praca na treningach daje efekty - mówi Aleksander Śliwka, najmłodszy siatkarz mistrzów Polski.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Śliwka nie jest wychowankiem Asseco Resovii, ale już od kilku lat związany jest z AKS-em Rzeszów, zapleczem pierwszej drużyny. Z juniorami AKS-u z powodzeniem walczył w mistrzostwach Polski, w ostatnim sezonie zbierał szlify w AZS Politechnice Warszawskiej, będąc jej podstawowym siatkarzem. W tym sezonie dostał "wezwanie" do Rzeszowa.

Skromny, zdolny, pracowity, ambitny - takie słowa mówią o nim ci, którzy z nim pracowali. W Rzeszowie jednak pewnego miejsca w składzie nie ma nikt. - Nie odpuszczę - zapowiadał, przychodząc do ekipy mistrza Polski, w której oprócz niego jest czterech innych przyjmujących, reprezentantów swoich krajów. - To wspaniała sprawa mieć takich zawodników koło siebie, mam od kogo się uczyć - mówi teraz Śliwka, który sezon rozpoczął w podstawowym składzie Asseco Resovii.

Od początku sezonu nie siedzi na ławce, gra regularnie. W debiucie w PlusLidze dostał nagrodę dla najlepszego gracza, w debiucie w Lidze Mistrzów także był ważnym ogniwem Asseco Resovii. W środowym starciu z Dragons Lugano (wygranym 3:0) zabezpieczał przede wszystkim przyjęcie. W trzecim secie popisał się jednak czterema asami z rzędu. Znalazł się wreszcie w drużynie kolejki Ligi Mistrzów! - W końcu ciężka praca daje efekty, pracuję nad tą zagrywką codziennie, więc to supersatysfakcja, że zaczyna ona wychodzić. Zagrywkę uważałem za swój najsłabszy element, a chcę z niej zrobić atut. Codziennie wykonuję dziesiątki powtórzeń, w tygodniu setki. I nie przestanę tego robić - deklaruje Śliwka, który na każdym z treningów stara się dać z siebie wszystko.

Bez tego nie będzie gry w podstawowym składzie Asseco Resovii, która na razie ma jednak tylko trzech zdrowych przyjmujących. Urazy wciąż leczą Francuz Julien Lyneel i Amerykanin Thomas Jaeschke. - Czekamy na nich w drużynie, bo zdrowa rywalizacja wyjdzie wszystkim tylko na dobre. Ale jak wrócą, to na pewno nie odpuszczę walki o skład - zapewnia młody przyjmujący.