Czy to już koniec ery Chrisa Holdera w toruńskim żużlu?

Australijczyk nie jest priorytetem KS Toruń.
Holder trafił do Torunia z niewielkim zawodowym doświadczeniem, ale z niezwykłym talentem i ogromnymi możliwościami - zadziwiał m.in. tym jak balansował na motocyklu. Potencjał połączony z pieniędzmi, które zapewniał wtedy właściciel klubu, Roman Karkosik, zrobiły z Australijczyka możnego światowego speedway'a. Holder został gwiazdą ligi, a później sięgnął po mistrzostwo świata.

Teraz jego blask wyraźnie zmatowiał; Holderowi daleko do miana żużlowca pewnego, równie niezawodnego jak przed serią bardzo poważnych kontuzji, które go wyraźnie odmieniły. W lidze ciągle ma potencjał na sporo punktów, ale nie jest już tak pewnym zawodnikiem, jak przed kilkoma laty. I dlatego w KS Toruń postrzega się go już jako zawodnika drugiego, a nie pierwszego planu.

Czy to doprowadzi do jego odejścia? Klub ma spore możliwości wyboru wśród konkurencji - rywale mają albo ustalone składy, albo też borykają się z problemami finansowymi. Na duże grono dobrej klasy żużlowców czeka za to niewiele takich klubów jak KST - ze stabilną sytuacją organizacyjną i finansową. To właśnie największy atut torunian w potencjalnych negocjacjach. Holder przestał być już prioryterem kadrowym, bo sytuacja na rynku pozwala myśleć o zawodnikach potencjalnie ciekawszych i mocniejszych - takim kandydatem jest np. Słowak Martin Vaculik, którego w Grand Prix nie ma, ale za to w lidze należy do ścisłej czołówki.