Łukasz Burliga nie będzie Royem Keane'em

Komisja Ligi nie znalazła podstaw, by ukarać Łukasza Burligę za faul i wypowiedzi po meczu z Ruchem Chorzów. - Trochę zagrzała mu się głowa - komentuje Maciej Murawski, ekspert nc+.
W 6. minucie piątkowego spotkania Wisły z Ruchem Burliga sfaulował Kamila Mazka. Obrońca został ukarany żółtą kartką, a pomocnik był faulowany potem przez gospodarzy.

Burliga i Mazek spotkali się już w tym sezonie w meczu Pucharu Polski. Pomocnik stwierdził wtedy, że "dobrze mu się grało i mijało piłkarzy Wisły". Tę wypowiedź rywala zapamiętał Burliga. - Musiałem go utemperować - przyznał po piątkowym meczu.

To zdanie wywołało burzę w chorzowskim klubie. - Burlidze boisko pomyliło się z więzieniem. To tam się temperuje "świeżaków". To bandyckie zachowanie, które nie przystoi na boisku - mówi w rozmowie z portalem slask.sport.pl Dariusz Smagorowicz, prezes Ruchu.

Chorzowianie złożyli do Komisji Ligi wniosek o ukaranie piłkarza. Klub powołał się m.in. na precedens z ligi angielskiej. W 2001 roku Roy Keane brutalnie sfaulował Alf-Inga Halanda w derbach Manchesteru, doprowadzając do poważnej kontuzji Norwega. Dostał za to czerwoną kartkę i pięć tys. funtów kary. Kiedy później w biografii przyznał się, że wyszedł na boisko z zamiarem sfaulowania przeciwnika, ponownie został ukarany dyskwalifikacją i grzywną aż 150 tys. funtów.

Ruch powołał się również m.in. na sytuację z mistrzostw świata w Brazylii, kiedy po ataku Kolumbijczyka Camilo Zunigi gracz gospodarzy Neymar doznał kontuzji kręgosłupa i zakończył udział w turnieju. - Chodzi o złamanie zasad fair play - zaznacza Donata Chruściel, rzecznik prasowy Ruchu. - Burliga wychodził na boisko z zamiarem sfaulowania i ewentualnie zrobienia krzywdy naszemu zawodnikowi - dodaje Chruściel.

Komisja zajęła się sprawą obrońcy i nie znalazła podstaw, by go ukarać. - Wypowiedzi takie jak ta Łukasza Burligi z pewnością można określić jako naganne. Jednakże regulamin nie daje podstaw do ukarania zawodnika - podkreśla Zbigniew Mrowiec, przewodniczący komisji.

Ruch w uzasadnieniu wniosku powołał się na art. 72 regulaminu, mówiący o stosowaniu gróźb lub przemocy m.in. wobec zawodników. - Wypowiedź Burligi nie stanowiła jego naruszenia - uznała komisja.

Przywołane przez Ruch przykłady łamania zasad nie mogły mieć wpływu na decyzję, bo komisja nie może jej podjąć na podstawie precedensów z innych rozgrywek. Chorzowianie nie mogli też liczyć, że władze ekstraklasy żółtą kartkę Burligi "zastąpią" na czerwoną. Zmienić decyzję sędziego można tylko w razie rażącego błędu, np. gdy pokazał kartkę niewłaściwemu zawodnikowi. Komisja może też ukarać piłkarza, jeśli arbiter nie widział przewinienia, a w tej sytuacji tak nie było.

Co sądzić o samym zachowaniu piłkarza? - Bez całej tej otoczki to był faul na żółtą kartkę. Natomiast Burliga nie powinien mówić takich rzeczy. Powinien szanować zdrowie rywali. Bo za moment może być tak, że ktoś będzie polował na jego nogi - zaznacza Murawski.

Ekspert zauważa jednak, że nie bez winy jest Mazek. - W meczu pucharowym parę razy ograł Burligę, ale nie powinien wypowiadać się w ten sposób o przeciwniku. Nie wiem, czy sędziowie czytają wypowiedzi, ale powinni być czujni.

Burliga jest znany z tego, że dostaje dużo kartek. W 113 meczach w ekstraklasy obejrzał już 47 żółtych, w tym pięć w obecnych rozgrywkach. W sezonie 2013/14 wyrównał nawet rekord ligi (15). Tylko dwa razy dostał jednak czerwoną kartkę.

- Problemem Burligi jest to, że zbyt łatwo daje się podpuścić i atakuje "na raz", co często kończy się faulami. Ale nie jest szczególnym brutalem. Wypowiedzi Mazka sprawiły, że trochę zagrzała mu się głowa i ma nauczkę. Takie rzeczy trzeba kontrolować - uważa Murawski.