PlusLiga. Wielki powrót MKS-u Będzin, ale na koniec lepszy Jastrzębski Węgiel [ZDJĘCIA]

Jastrzębski Węgiel słabszy niż w minionym sezonie, ale przecież nie słaby. Pomarańczowi potrzebowali jednak aż pięciu setów i prawie trzech godzin gry, żeby przełamać MKS Będzin.
Na ŚLĄSK.SPORT.PL piszemy także o siatkówce. Sprawdź na Facebooku >>

Początek sezonu zawsze kryje w sobie wiele znaków zapytania, ale w przypadku drużyn z Będzina i Jastrzębia niewiadomych jest jednak znacznie więcej niż zwykle.

Kibice z Jastrzębia w ostatniej dekadzie zawsze zajmowali miejsca na trybunach z myślą o medalu. A jak będzie teraz, kiedy znacznie ograniczono budżet całkiem innej drużyny z nowym trenerem?

W zespole pomarańczowych próżno dziś szukać siatkarzy pokroju Michała Kubiaka, Michała Łasko czy Zbigniewa Bartmana, którzy w minionych sezonach prowadzi JW do zwycięstw. Są nowi: Kanadyjczycy Jason De Rocco i Toontje Vav Lankvelt, utalentowany atakujący Maciej Muzaj czy kapitan reprezentacji Izraela Aleksander Szafranowicz. Za wcześnie jednak, by już teraz przesądzić, że dadzą drużynie niezbędną jakość.

Zespół jest budowany wokół Michala Masnego. To wielki sukces jastrzębskich działaczy, że udało im się zatrzymać na Śląsku znakomitego rozgrywającego. Może powtórzy się sytuacja z Bydgoszczy, gdy niedoceniany zespół ze Słowakiem na rozegraniu bił się o medale? Minusem wydaje się jednak fakt, że Masny nie ma mentalności lidera - ani na boisku, a już na pewno poza nim. Tymczasem taka siatkarska osobowość jest drużynie JW bardzo dziś potrzebna.

W zagłębiowskim klubie również się wiele zmieniło. Nowy trener - Tomasz Wasilkowski - zbudował młody, ambitny zespół. MKS to również ekipa bez lidera. Siłą ma być zespół, który w meczu w JW był prowadzony przez doświadczonego Piotra Lipińskiego. Co ciekawe, były reprezentant Polski wcale nie był szykowany do tej roli. Lipiński trenował w Będzinie, ale cały czas szukał klubu. Za rozegranie mieli bowiem w zagłębiowskim klubie odpowiadać Jakub Oczko i pozyskany przed rozgrywkami Australijczyk Harrison Peacock. Lipiński ostatecznie zdecydował się jednak na podpisanie umowy. Zbiegło się to akurat z kontuzją Peacocka, który wróci do gry za trzy, cztery tygodnie.

Będzinianie rozpoczęli mecz z Jastrzębskim Węglem bez strachu. Dobrze prezentował się atakujący Mateusz Piotrowski. Wysokie bloki stawiał środkowy z Izraela, Wiaczesław Baczkała. Z czasem jednak entuzjazm i wola walki zaczęły uciekać z będzińskiej drużyny jak powietrze z dziurawego balonu. Wszystko zmierzało do gładkiego 0:3. Spiker zapraszał już na pomeczową konferencję prasową i... MKS nagle wrócił do gry! Stało się to w dużej mierze za sprawą rezerwowych: Oczko, przyjmującego z Holandii Tijmen Laane, środkowego Mariusza Gacy i atakującego Michała Kamińskiego. Bardzo dobrą zmianę dali szczególnie Kamiński i Laane. Aż dziw bierze dlaczego Holender zaczął mecz w kwadracie dla rezerwowych.

Piąty set miał dramatyczny przebieg, a dla siatkarzy nie było straconych piłek. Reklamowe bandy nie były żadną przeszkodą. De Rocco staranował jedną z nich i zdołał jeszcze nogą podbić piłkę, która w konsekwencji dała gościom punkt! Niewykluczone, że właśnie ta akcja była jak impuls, który odmienił śląski zespół i doprowadził do wygranej.

MKS Będzin - Jastrzębski Węgiel 2:3 (22:25, 19:25, 29:27, 25:21, 15:17)

MKS: Pawliński, Lipiński, Baczkała, Warda, Piotrowski, Żuk, Kaczmarek (l) oraz Peszko, Gaca, Kamiński, Oczko, Laane.

Jastrzębski Węgiel: Masny, Muzaj, Boruch, De Rocco, Sobala, Van Lankvelt, Popiwczak (l) oraz Gil, Formela, Mihułka.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Więcej o: