Tamas Kadar z Lecha Poznań krytykuje trenera Macieja Skorżę: Graliśmy jednym składem, byliśmy zmęczeni

- Byliśmy sfrustrowani, bo nic nam nie wychodziło. W dodatku mieliśmy dużo spotkań, a ciągle grał jeden i ten sam skład, tylko 13-14 piłkarzy. Teraz jest inaczej, grają wszyscy, jesteśmy szczęśliwi, a atmosfera w zespole jest bardziej przyjazna - mówi obrońca Lecha Poznań, Tamas Kadar.
Tamas Kadar pojawił się na konferencji prasowej przed meczem ze Śląskiem Wrocław. To o tyle zaskakująca sytuacja, że niemal od początku sezonu Węgier odmawiał rozmów z mediami. - Też potrafię być krytyczny wobec siebie, bo wiem, że miałem złe mecze. Jestem piłkarzem i muszę znosić krytykę. Ale w pewnym momencie było jej za dużo, dlatego podjąłem taką decyzję. Dziękuję, że ją uszanowaliście. Chciałem skoncentrować się na powrocie do formy - tłumaczył Kadar.

Obrońca rzeczywiście był jednym z najbardziej krytykowanych piłkarzy od początku sezonu. Trener Maciej Skorża regularnie wystawiał go do składu, choć ten notorycznie zawodził. Tylko raz został odsunięty od składu, ale później szkoleniowiec tłumaczył, że chciał pozwolić zawodnikowi zdystansować się od krytyki, która go spotkała. Było tak do momentu, gdy Węgrowi puściły nerwy w meczu z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza, gdy brzydko odpyskował ówczesnemu trenerowi bramkarzy Lecha, Andrzejowi Krzyształowiczowi. Został za to ukarany karą finansową. - Teraz nie chcę tego komentować. Trenera już tutaj nie ma i to byłoby nieeleganckie rozmawiać o kimś, kogo nie ma. Gdyby trener siedział tu obok mnie, mógłbym porozmawiać na każdy temat - mówił.

Kadar długo i wyczerpująco opowiadał dziennikarzom o swoim spojrzeniu na kłopoty, w jakich znalazł się Lech na początku sezonu. - Na starcie łatwo pokonaliśmy Legię w Superpucharze, ale później w ekstraklasie było już gorzej. Graliśmy co trzy dni, mnóstwo spotkań, każdy był sfrustrowany, bo nic nam nie wychodziło, a ciągle grał jeden skład, tylko13-14 piłkarzy grało, a a reszta nie. Nie moja rola to oceniać, ale każdy z nas ma swoje zdanie na ten temat. Sami teraz widzicie, że na cztery mecze odnieśliśmy trzy zwycięstwa. Wszyscy zawodnicy grają, są szczęśliwsi i bardziej pewni siebie. Czujemy się też przyjaźniej wobec siebie, nie ma zazdrości o to, że ktoś gra, a ktoś nie - szczerze komentował Kadar.

Zdaniem Węgra problemem Lecha było zmęczenie. - Ciągle grało tylko 13-14 piłkarzy, a graliśmy co trzy dni. Wyjazd, mecz u siebie i tak w kółko. Ale dzisiaj nie ma już sensu do tego wracać. To tajemnica szatni - przyznał.

Lechita odniósł się także do swojej formy i roli w zespole. - Przez kilka lat nie opuszczałem spotkań, więc było mi z tym ciężko, bo nie lubię tracić meczów. Pod koniec poprzedniego sezonu Paulus Arajuuri doznał kontuzji i mogłem przeczuwać, że na starcie obecnych rozgrywek będę grał. Prezentowałem się dobrze w okresie przygotowawczym, potem w Superpucharze i w meczu z FK Sarajewo w el. Ligi Mistrzów. Później miałem też gorsze mecze, a później wrócił Paulus i trener postawił na niego. Pozostało mi ciężko pracować i walczyć o miejsce w składzie na treningach. Miałem oczywiście swoje zdanie na ten temat, ale to nie moja rola, ja mam trenować i grać. Nie podobało mi się to, ale szanowałem decyzję trenera - wyjaśnia Kadar.