Górnik Zabrze. Maciej Korzym: To prezes Borecki nie chciał mnie w Podbeskidziu [ROZMOWA]

- Nie mam spiny na mecz z Podbeskidziem Bielsko-Biała. W Koronie Kielce też na koniec nie potraktowano mnie specjalnie sympatycznie, ale nie chciałem nikomu niczego udowadniać - mówi Maciej Korzym, napastnik Górnika Zabrze.


Podbeskidzie Bielsko-Biała sprowadziło Macieja Korzyma jako nowego lidera swojej linii ataku. Nie minął jednak nawet rok, a pod Klimczokiem uznano, że Korzym jest już klubowi zbędny.

Kamil Kwaśniewski: Powtarza pan, że na mecz z Podbeskidziem w ogóle się nie spina, ale trudno w to uwierzyć.

Maciej Korzym: Nie ma żadnej spiny, naprawdę. Podobnie było zresztą, kiedy odchodziłem z Korony. Na koniec nie potraktowano mnie tam specjalnie sympatycznie, ale nie chciałem nikomu niczego udowadniać. Znam po prostu swoją wartość. A z ludźmi z Kielc do dziś żyję bardzo dobrze. Powiem więcej - ona już zawsze będzie dla mnie ważnym klubem.

Poda pan rękę Wojciechowi Boreckiemu, prezesowi Podbeskidzia? Nie zależało mu, by pan został.

- Powiedzmy sobie wprost - to on mnie nie chciał. Ale z podaniem ręki nie będę miał żadnego problemu. Tak jak nie miałem go wtedy, kiedy rozwiązywaliśmy kontrakt.

Za wami cztery mecze bez porażki. Górnik wskoczył już na właściwe tory?

- Najpierw musimy wyjść z kryzysu w tabeli, bo przecież nadal jesteśmy w jej dole. Ostatnio co prawda meczów nie przegrywamy, ale też tych zwycięstw musi być więcej. Remisy dają nam niewiele.

Przy okazji chciałby pan pewnie więcej grać. Owszem, o miejsce w składzie może być pan spokojny, ale małą tradycją stało się już, że około 60. minuty Korzym zostaje zmieniony.

- Jasne, zawsze celem jest rozegranie całego meczu, ale co mogę powiedzieć? Taki plan na te mecze miał trener. Szanuję to. To on decyduje, a z boku na pewno widać lepiej.



Najzdolniejszy piłkarz najmłodszego pokolenia w naszym regionie to: