Koszykówka. Turów Zgorzelec został w blokach. Jak poważny jest kryzys wicemistrzów Polski?

Słaby początek sezonu zaliczył wicemistrz Polski - PGE Turów Zgorzelec, który przegrał dwa pierwsze mecze. W niedzielę podopieczni Piotra Ignatowicza powalczą o pierwszą wygraną. Ich rywalem będzie Start Lublin.
Turów przegrał dwa mecze z Polskim Cukrem Toruń 70:86 i Asseco Gdynia 75:77. Obie porażki można by potraktować w kategoriach niespodzianki, bo przecież zespół ze Zgorzelca w ostatnich latach regularnie bił się o mistrzostwo Polski i grał w europejskich pucharach. To już jednak przeszłość, bo od tego sezonu w przygranicznym klubie funkcjonują w nieco nowej rzeczywistości.

Po tłustych latach klub zmniejszył budżet blisko o połowę - do 6 mln zł, tracąc na jakości kontraktowanych graczy. W zespole próżno już szukać zawodników ogranych w NBA, jak chociażby Mardy Collins i Chris Wright, którzy występowali w Zgorzelcu w poprzednim sezonie. Nie ma już kręgosłupa zespołu, budowanego przez ostatnie lata, a więc Damiana Kuliga (odszedł do tureckiego Trabzonsporu), Michała Chylińskiego (Telekom Bonn) czy wreszcie Tony'ego Taylora i Nemanji Jaramaza. Nie ma także architekta ostatnich sukcesów, w tym historycznego mistrzostwa Polski z 2014 roku - trenera Miodraga Rajkovicia, którego na stanowisku zastąpił jego dotychczasowy asystent Piotr Ignatowicz, który debiutuje w ekstraklasie.

Na starcie rozgrywek Turów ma problemy ze złapaniem odpowiedniego rytmu. W dwóch dotychczasowych meczach jego zawodnicy grali zrywami, a dobre momenty przeplatali bardzo słabymi. Zgorzelczanie mają problem z wchodzeniem w grę po przerwie. Fatalna postawa w trzecich kwartach zadecydowała o ich porażkach w Toruniu i Gdyni. Z Polskim Cukrem trzecią ćwiartkę przegrali 9:27, a z Asseco - 14:29.

Mimo porażek trener Piotr Ignatowicz zachowuje spokój i apeluje o cierpliwość. - Mamy nowy, młody zespół, który potrzebuje trochę czasu, aby się zgrać. Widać jeszcze ten brak odpowiedniego zrozumienia na boisku - tłumaczy 40-letni szkoleniowiec.

W podobnym tonie wypowiada się prezes Turowa Waldemar Łuczak, który w jednym z internetowych wywiadów powiedział, że "nic wielkiego się nie stało, bo zakładał, że początek sezonu będzie bardzo trudny", a cel postawiony przed drużyną pozostaje bez zmian - zespół Ignatowicza ma awansować do finału.

Te zapowiedzi wydają się jednak zaklinaniem rzeczywistości, bo przy całym szacunku do niedawnych sukcesów Turów żadnym tuzem już nie jest. Drużyn jego pokroju w lidze jest co najmniej kilka i choć każdy może wygrać z każdym, to na chwilę obecną akcje zgorzeleckiego zespołu nie stoją tak wysoko.

Okazję do przełamania się wicemistrz Polski będzie miał już w niedzielę. Wówczas PGE Arenie w Zgorzelcu podejmie Start Lublin, który do tej pory przegrał z BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski (59:61) i wygrał z Polpharmą Starogard Gdański (77:68). Początek spotkania o godz. 18.