Trener Jan Urban: Lech Poznań teraz potrzebuje pomocy, a nie bojkotu

- Kibice Lecha Poznań nazywają się ?wiarą?. A wiara w trudnych momentach powinna być razem - mówi trener Jan Urban, który w poniedziałek objął Lecha Poznań. - Dzisiaj Lech potrzebuje pomocy, a nie odwracania się od niego.
Trener Jan Urban od poniedziałku prowadzi Lecha Poznań w miejsce zwolnionego Macieja Skorży. Jeszcze przed tym zwolnieniem gra mistrzów Polski, ich postawa w meczach i seria klęsk wzbudziły w Wielkopolsce protest. Kibice widzieli winnych nie tylko w zwolnionym trenerze Macieju Skorzy, ale także piłkarzach i - co ważne - zarządzie oraz właścicielu Lecha. Zażądali spotkania z Jackiem Rutkowskim, ten odmówił i odesłał do zarządu, który sprawuje władzę w klubie. Tutaj więcej na ten temat

Kibice zapowiedzieli zatem, że do chwili spotkania i przedstawienia im planu naprawy Lecha Poznań, wstrzymują swoje działania na stadionie.

Trener Jan Urban od razu w poniedziałek się do tego odniósł. - Kibice Lecha Poznań często nazywają się "wiarą". A wiara powinna się trzymać razem, zwłaszcza wtedy gdy jest trudno. Doszły mnie słuchy, że kibice mogą nie przyjść na mecz z Ruchem Chorzów, ale przecież Lech teraz potrzebuje pomocy. Właśnie wtedy gdy jest trudno, trzeba sobie pomagać, bo wtedy taka pomoc jest najbardziej potrzebna - mówił. - Ci piłkarze muszą stoczyć walkę przede wszystkim z samym sobą. Czy ktoś zakłada, że nie chcą wygrywać? Oczywiście, że chcą. Muszą jednak poradzić sobie z własnymi bolączkami, które wynikają także z tego, że od dłuższego czasu dostają zewsząd tylko negatywne informacje. Spróbujmy sobie to wyobrazić, że nie ma przed nimi ucieczki. Media jadą równo z koksem, co jest zrozumiałe przy tych wynikach. Mają do tego pełne prawo i jestem pewien, że piłkarze zgadzają się z tą krytyką. Na mieście, gdzie spotykają się z ludźmi też cały czas słyszą "kiedy wygracie?", "jacy jesteście beznadziejni". Nawet we własnym gronie nie mogą od tego uciec, nawet żarty są podszyte krytyką. To wszystko zostaje w głowie, powoduje, że nie jest łatwo odbić się od dna w sensie mentalnym. Zespół wychodzi na kolejny mecz z postanowieniem wygranej, ale wciąż w tyle głowy jest myśl "a co będzie, gdy znowu przegramy?". Przez to się chowają. Niby są na boisku, a jakby ich nie było, bo nie znajdują się pod grą.

Jan Urban dodał: - Moim zadaniem jest przekonanie ich, by w tej trudnej sytuacji decydowali się na branie odpowiedzialności na siebie. Do tego się to w gruncie rzeczy sprowadza. Z każdym o tym porozmawiam, poszukam najlepszej recepty. Nie jestem zamordystą i już Lechowi mówiłem, że jeśli szukają kogoś w typie kata, jakiegoś bata na tych graczy, to nie ze mną rozmowa. Ja taki nie jestem. Chcę do nich dotrzeć, bo więcej uzyskam od zawodników w ten sposób niż karami. Mam władzę jako trener, bo jest mi ona dana, ale chcę też zyskać szacunek i zrozumienie.