Tylko u nas! Rajd Maroka. Mikko Hirvonen: Bardzo lubię toczyć walki z Sebastianem Loebem

Fin stawia pierwsze kroki w rajdach cross-country. Podobnie jak Sebastian Loeb, z którym zwykle przegrywał w rajdach WRC. - Nie mam złych wspomnień. Zawsze dobrze mi się walczyło z Loebem - podkreśla.
Francuz mistrzostwo świata zdobył dziewięć razy. W erze Loeba Hirvonen był cztery razy wicemistrzem, a dwa razy stanął na najwyższym stopniu podium. Obaj w 2015 roku zdecydowali przerzucić się na rajdy cross-country, a w 2016 roku wystartować w Rajdzie Dakar.

Andrzej Klemba: To pana początki w rajdach cross-country.

Mikko Hirvonen: I im więcej jeżdżę, im więcej się uczę, tym jestem tym sportem mocnej podekscytowany. To zupełnie inne rajdy niż te, w których do tej pory startowałem. Jeszcze dużo rzeczy muszę się nauczyć, ale to dla mnie wielka przygoda. To mi się podoba.

W porównaniu z rajdami WRC jeździmy w zupełnie innych miejscach. Tam startowaliśmy po drogach, tu po jakichś pustkowiach. Jak jadę tym autem po asfalcie, to nic specjalnego, ale jak wjeżdżamy na odcinek specjalny, gdzie jest mnóstwo wybojów, wystających kamieni, wydm, dopiero zaczyna się zabawa. To jest wspaniałe.

Jakie są największe różnice?

- Auto jest inne i tak naprawdę to nie wiemy, gdzie jedziemy. W porównaniu z WRC to trasy nie znamy właściwie wcale. W WRC każdy zakręt, każda hopka, każdy róg jest opisany, a do tego z jaką prędkością powinno się w niego wjechać. Tu jest dużo więcej niewiadomych. Na szczęście mój pilot Michel Perrin doskonale czuje się w rajdach cross-country. Chyba 24 razy startował w Dakarze, więc jest dla mnie ogromną pomocą.

Jak pierwszy etap Rajdu Maroka?

- Był naprawdę zdradliwy. Chyba jak większość załóg przebiłem oponę. Etap spędziłem głównie w tumanach kurzu. Jednak warunki były takie same dla wszystkich. Mam nadzieję, że we wtorek będzie mniej kurzu i będzie można mocniej wcisnąć gaz.

Przechodzi pan do cross-country i spotyka odwiecznego rywala - Loeba.

- Jestem szczęśliwy, że go spotykam. Nie zamierzałem go wcale unikać. Teraz to zupełnie inne ściganie i zobaczymy, kto będzie lepszy. Nie mam nic przeciwko Sebastianowi. Wręcz przeciwnie, mam nadzieję, że będziemy toczyli podobne walki jak w WRC. Nawet to, że zwykle ze mną wygrywał, nie oznacza, że mam złe wspomnienia.

Peugeot stworzył wielki team z Leobem, Carlosem Sainzem, Stefanem Peterhanselem i Cyrilem Despresem. Gwiazdy jak w piłkarskim Realu Madryt.

- (śmiech) Rzeczywiście Peugeot włożył mnóstwo wysiłku i pieniędzy, by stworzyć wielki team. W wyścigach nie chodzi jednak tylko o samochody i o to, ile masz obsługi. To na pewno pomaga, ale ja też mam dobry samochód i mechaników.

W Rajdzie Maroka Loeba już pan pokonał (Francuz w poniedziałek miał awarię i nie będzie go w klasyfikacji generalnej, ale na etapach może startować).

- To nieważne, że go teraz pokonałem. Przyjechałem się tu jak najwięcej nauczyć, zwłaszcza jeżdżenia po skałach. Wynik specjalnie się dla mnie nie liczy. To dla mnie dopiero drugi wyścig cross-country. Testów też nie miałem za dużo i do Dakaru też ich zapewne więcej nie będzie. Najważniejsze, by był gotowy fizycznie na start w tym rajdzie.

Celem jest Rajd Dakar?

- Tak, nie mogę się go doczekać. To dla mnie jedno z największych wyzwań, jakie może czekać na kierowcę. Tak trudnego wyścigu nie ma.