Rajd Maroka. "Jak Rafał Sonik nie będzie miał konkurencji w quadach, będzie ścigał motocykle"

Jarosław Kazberuk ma za sobą siedem startów w Rajdzie Dakar. - Już od jakiegoś czasu jako Polacy wypracowaliśmy fajną atmosferę. Nie ma podziałów ani antagonizmów, raczej się wspieramy, mimo że startujemy w różnych zespołach. To duża też zasługa Rafała Sonika, który kiedyś powiedział: "Dość musimy się wspierać jesteśmy z jednego kraju". Zawsze jesteśmy na trasie gotowi sobie pomóc - mówi
Andrzej Klemba: Na Rajd Maroka zjechała się cała czołówka plus kierowcy, którzy do niedawna startowali w rajdach WRC.

Jarosław Kazberuk: To bardzo ciekawe jak będzie wyglądała rywalizacja głównie między Peugeotem, Mini i Toyotą. Do tej pory zwłaszcza Mini był często bezkonkurencyjny. Dobry zespół fabryczny Peugeota z taką plejadą gwiazd jak Sebastian Loeb, Carlos Sainz, Cyril Despres czy Stefan Peterhansel sprawia, że my też czekamy, by zobaczyć, jak będą ze sobą walczyć. Hegemonia Mini się już wszystkim znudziła.

Jak szybko można odnaleźć się w rajdach cross-country po przyjściu z WRC?

- Wszystko zależy od tego jak wiele czasu spędził na testach. Nikt mu oczywiście nie ujmuje umiejętności, tym bardziej że wielu jego poprzedników po przejściu z WRC szybko się odnajdywało w cross-country. Nie było to jednak tak, że wchodzili z marszu, wszystko było pięknie i wszystko im się udawało. Proces adaptacji, nauczenia się czytania terenu musi potrwać. Nawet jak będą jechać szybko, to coś czego jeszcze się do końca nie nauczyli, może im sprawić kłopoty. Nie wszystko mogą od razu zrozumieć, co może skończyć się wypadkiem, pojechaniem złą trasą. Mam nadzieję jednak, że Loeb odrobił prace domową, czyli spędził na pustyni wiele czasu. A jeżeli nie, to szybko go to zweryfikuje.

Te rajdy sporo się różnią.

- Rajd nawigacyjny ma duże znaczenie, by jechać też na to co się widzi, a nie co tylko podaje pilot. Trzeba być czujnym i rozglądać się na wszystkie strony. Jechać można na tyle szybko, na ile pozwala nam nasza percepcja w ocenianiu co jest przed nami. Kierowcy z WRC mają wrażenie, że jedzie się wolniej, a mimo to jest bardziej niebezpiecznie, bo trzeba szybko reagować na zagrożenia. Należy dostosować prędkość do tego co się zobaczy. Tu widzę największe zagrożenia dla Loeba.

Na biwaku stanowisko Peugeota robi wrażenie...

- Rzeczywiście pokazuje najwyższy stopień profesjonalizmu. Kiedyś taki był Volkswagen. Potem długo nie było tak zbudowanego zespołu. Budżety mają najpewniej nieograniczone. Zatrudniają mnóstwo ludzi. Czterech mechaników plus ich szef, a do tego jeden logistyk do obsługi jednego auta. Specjaliści pod lupę biorą najdrobniejsze elementy, czyli to co pomaga wygrać. Nie było zespołu, który prezentował tak wysoki poziom profesjonalizmu. Jeśli auta będą dobrze spisywać się w tym terenie, to o zawodników raczej się nie boję.

A Mikko Hirvonen? W WRC trafił na erę Loeba i wciąż z nim przegrywał, w cross-country znów jest on i Francuz.

- Hirvonen dość późno wszedł w ten sport. Podejrzewam, że nie ma takiego doświadczenia jakie już zebrał Loeb. Francuz trenuje już co najmniej pół roku, a przecieki o jego planach mają rok. Zapewne przyjeżdżał na poszczególne testy, myślę, że jeździł też w Chinach. Hirvonen to świeża sprawa. Trzeba poczekać, a na pewno będzie dobrym zawodnikiem.

To dla Polaków zła wiadomość, że czołówka tak się powiększyła?

- Mamy zawodników, którzy jeżdżą dobrymi autami w teamach z pokaźnymi budżetami. Jest Marek Dąbrowski z Jackiem Czachorem w toyocie, Adam Małysz i Kuba Przygoński w mini. Mają superauta, dzięki którym można naprawdę coś zdziałać. Ja jeżdżę w klasie T2 fordem raptorem, ale ten rok był poświęcony na dopracowywanie konstrukcji. Od dawna wiadomo, że byli motocykliści jak Dąbrowski i Czachor czy Przygoński, dobrze odnajdują się w autach. Czego im pilot nie dopowie, sami się zorientują. Zawahanie nawigatora, nie powoduje zmniejszenia tempa. O nich się nie boję. Adam Małysz prezentuje ostatnio wysoki poziom i powinno już być tylko lepiej.

Ja od czasu do czasu zapunktuję, wygram oes i aż sam się sobie dziwię. Nasza konstrukcja jest wciąż w fazie testów i wtedy, kiedy zwalniam, to boję się bardziej o auto niż o własne umiejętności. Maroko to jeden z moich ulubionych rajdów. Wygrywałem tu w różnych klasach. To świetny sprawdzian przed Dakarem. Jeśli będzie meta, to postaramy się być jak najwyżej.

Rafał Sonik mówi, że trasa w Maroku jest podobna do nowej podczas Dakaru.

- Jak tak mówi, to pewnie tak jest. Sonik ma zawsze rację (śmiech). Tyle razy był w Maroku, że moglibyśmy sobie policzyć dni i mogłoby wyjść podobnie, choć zaczął później się ścigać. Pewnie tak jest, że ta kamienista trasa, z uedami będzie podobna do części argentyńskiej Dakaru. Powinno być szybko, kręto i dość mało piachu.

Atmosfera wśród Polaków np. podczas kolacji jest znakomita. Nie ma problemów, że startujecie w różnych teamach.

- Już od jakiegoś czasu wypracowaliśmy na zawodach PŚ czy Dakarze fajną atmosferę. Nie ma podziałów ani antagonizmów, raczej się wspieramy, mimo że startujemy w różnych zespołach. To duża też zasługa Rafała, który kiedyś powiedział: "Dość musimy się wspierać jesteśmy z jednego kraju". Zawsze jesteśmy na trasie gotowi sobie pomóc.

Sonik w Rajdzie jedzie właściwie o nic. Puchar Świata ma już w kieszeni.

- Te zawody nie będą dla niego łatwe. On zresztą nie lubi jechać w rajdzie, tylko po to, by go przejechać. Zapewne znajdzie sobie jakiś cel. Jak nie będzie miał konkurencji w quadach, to pościga się z motocyklistami. Na pewno nie zmarnuje czasu.