Piłkarskie miłosierdzie gmin: Dlaczego samorządy utrzymują zawodowych piłkarzy?

Gdyby nie pomoc finansowa samorządów, większość naszych zawodowych klubów piłkarskich ogłosiłaby upadłość. Dlaczego w Polsce profesjonalni piłkarze utrzymywani są z miejskich pieniędzy, a poważny biznes praktycznie nie inwestuje w ligowy futbol?
Wrocław był jednym z pierwszych miast w Polsce, które zdecydowało się na przejęcie i finansowanie klubu piłkarskiego - Śląska. Gdy przed laty stolica Dolnego Śląska starała się o organizację światowej wystawy Expo, do miasta przyjeżdżały delegacje z całego świata. Zagraniczni goście często pytali władze miasta o ich klub piłkarski: gdzie gra, jakie ma sukcesy? Dziesięć lat temu Śląsk rywalizował zaledwie w III lidze, a potem w II. I był wstyd - drużyna z 650-tysięcznego miasta błąkała się po prowincjonalnych boiskach.

Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz nigdy nie interesował się sportem, ale wtedy zrozumiał, że miasto z europejskimi aspiracjami powinno mieć dobrą drużynę piłkarską oraz nowoczesny stadion. I w 2007 r. zdecydował się przejąć Śląsk.

Miliarder w Śląsku

Inwestycja w Śląsk była planowana na kilka lat. Miasto miało spłacić długi Śląska, zapewnić byt i przede wszystkim znaleźć prywatnego inwestora, który przejąłby klub. Początek przygody Wrocławia z piłką nożną był imponujący: drużyna szybko awansowała do ekstraklasy, a Wrocław został jednym z miast gospodarzy mistrzostw Europy w piłce nożnej Euro 2012. I tak władze miasta zdecydowały się na budowę - za prawie miliard złotych - 43-tysięcznego stadionu, nowego domu piłkarskiego Śląska.

Świetna passa trwała, bo w 2009 r. udało się znaleźć prywatnego inwestora - większościowe udziały w Śląsku kupił miliarder Zygmunt Solorz. Miasto zapowiedziało, że z czasem sprzeda mu pozostałą część udziałów. A pieniądze na finansowanie Śląska miała zapewnić galeria handlowa, którą planowano postawić tuż obok nowego stadionu.

Ostatecznie galeria nie powstała, ponieważ Solorz nie otrzymał kredytu na to przedsięwzięcie. Sportowo Śląsk odnosił sukcesy - zdobył mistrzostwo i wicemistrzostwo Polski, grał w europejskich pucharach, ale finansowo znalazł się w poważnym kryzysie. Solorz przestał finansować klub, więc miasto musiało ratować Śląsk, udzielając klubowi 12 mln zł pożyczki i zwiększając publiczną dotację. Zawodowy klub ratowało wtedy m.in. Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, które pożyczyło Śląskowi 4 mln zł.

Z końcem 2013 r. Wrocław odkupił od Solorza akcje Śląska i znów samorząd stał się większościowym właścicielem zawodowego klubu piłkarskiego. Ponownie rozpoczęły się poszukiwania prywatnego inwestora.

Gminy inwestują w futbol

Jeszcze kilka lat temu Wrocław był jedynym miastem w Polsce, które w tak znacznym stopniu dofinansowywało zawodowy klub piłkarski. Inne zespoły miały wówczas prywatnych właścicieli. Z czasem jednak i oni zaczęli wycofywać się z futbolu. Oprócz Solorza z piłką dali sobie spokój m.in.: Zbigniew Drzymała (Groclin), Mariusz Walter (Legia), Józef Wojciechowski (Polonia), Krzysztof Klicki (Korona), Andrzej Kuchar (Lechia) czy Antoni Ptak (Pogoń, ŁKS). A Bogusław Cupiał z Wisły znacznie ograniczył wydatki na sponsorowanie klubu.

I tak miejsce biznesu w klubach ekstraklasy i I ligi zaczęły zajmować lokalne samorządy, które stały się właścicielami lub sponsorami zawodowych drużyn i przekazują klubom miliony złotych publicznych pieniędzy. Do Wrocławia dołączyły: Kielce, Zabrze, Gliwice, Bielsko-Biała, Chorzów, Białystok, Gdańsk, Bydgoszcz i Katowice. Do tego grona można też doliczyć drużyny, które od dawna funkcjonują dzięki pieniądzom ze spółek skarbu państwa, np. KGHM Zagłębie Lubin, Górnik Łęczna czy GKS Bełchatów.

Bez samorządowych lub państwowych pieniędzy nasze zawodowe kluby nie przetrwają. Przykładem jest zdarzenie z początku 2015 r. - miasto Zabrze poręczyło wykup obligacji wyemitowanych przez miejscowego Górnika (wraz z odsetkami to prawie 50 mln zł). Dzięki temu piłkarski Górnik istnieje, spłaca długi i otrzymał licencję na grę w ekstraklasie.

- Górnik Zabrze to najbardziej utytułowany polski klub piłkarski - podkreśla prezydent Zabrza Małgorzata Mańka-Szulik. - Obok Śląskiego Centrum Chorób Serca, Kopalni Guido oraz Domu Muzyki i Tańca to najbardziej rozpoznawalny symbol Zabrza w kraju i za granicą. Dlatego miasto wspiera klub. Rozmawiając o tym, powinniśmy przeanalizować sytuację w polskiej piłce i powiedzieć, że pomoc udzielana przez nasz samorząd nie jest wyjątkiem. W wielu sytuacjach bez takiego wsparcia funkcjonowanie klubu w ekstraklasie byłoby trudne lub wręcz niemożliwe - przyznaje prezydent Zabrza. 

Piłkarski socjalizm

Sytuację w polskim futbolu krytycznie ocenia Cezary Kucharski, poseł PO i menedżer m.in. Roberta Lewandowskiego z Bayernu Monachium czy Grzegorza Krychowiaka z Sevilli.

- Samorządy powinny finansować przede wszystkim budowę infrastruktury sportowej oraz szkolenie dzieci i młodzieży. Publiczne pieniądze nie powinny być przeznaczane na pensje piłkarzy. Zawodowy futbol to biznes, a sekretarz miasta nie powinien zajmować się zarządzaniem klubem piłkarskim - mówi Kucharski. I konstatuje: - Nasza piłka klubowa tkwi jeszcze trochę w socjalizmie. Pieniądze często załatwiane są po znajomości, gdy poseł lobbuje u kolegi z państwowej firmy, aby ta przeznaczyła jakieś pieniądze na klub. Nasze środowisko piłkarskie chodzi i zbiera na tacę. Trochę wygląda to jak żebranie, a powinno być wartością, która sama przyciąga. Przecież piłka nożna to najbardziej popularny sport - podkreśla. Sytuację finansową spółek piłkarskich doskonale zna Krzysztof Sachs, który przez osiem lat pracował w Ernst & Young i opracowywał biznesowy raport piłkarskiej ekstraklasy.

- Teoretycznie profesjonalna piłka nożna nie powinna funkcjonować dzięki miejskim, publicznym pieniądzom. Ale skoro prywatny biznes nie chce czy z innych powodów nie utrzymuje zawodowych klubów piłkarskich, to szukamy w Polsce innych rozwiązań - tłumaczy Sachs. - Najwyraźniej w Gliwicach czy Kielcach uznano, że stać miasto, aby za względnie nieduże pieniądze utrzymywać miejscowe kluby. W Zabrzu Górnik od dawna funkcjonuje tylko dzięki temu, że samorząd utrzymuje klub. I skoro prezydent Zabrza jest wybierana na kolejne kadencje, to znaczy, że ludzie to akceptują - mówi. Sachs zauważa też, że w polskich realiach żaden klub piłkarski samodzielnie nie zbuduje sobie stadionu, a w wielu przypadkach również nie zdoła utrzymać takiej infrastruktury.

- Skoro chcieliśmy mieć stadiony na europejskim poziomie, to nie można się dziwić, że pomoc samorządów dla klubów jest obecnie na wyższym poziomie. Takie są polskie realia: ze wsparcia samorządów lub spółek z udziałem skarbu państwa korzystają praktycznie wszystkie kluby ekstraklasy - zaznacza.

Bukmacherka i browary

Dlaczego firmy, które mogłyby się reklamować podczas meczów piłkarskich, uciekają z naszego klubowego futbolu? W czym tkwi problem?

Krzysztof Sachs uważa, że polski rynek sponsoringu sportowego jest wyjątkowo płytki. - Niewiele klubów piłkarskich podpisuje kontrakty reklamowe w wysokości od 3 do 5 mln zł rocznie. Gdybyśmy pominęli umowy z właścicielami klubów, samorządami wspierającymi lokalne zespoły czy kontrakty uwarunkowane politycznie, okazałoby się, że w naszym futbolu poważne kwoty wydają firmy z niewielu branż, głównie bukmacherskie czy producenci piwa. Większość krajów zachodniej Europy jest znacznie bogatsza od Polski, tam działają też globalne koncerny, dlatego pieniądze inwestowane w sport są nieporównywalnie większe. Poza tym na świecie kultura sponsoringu sportowego ma znacznie dłuższe tradycje. U nas wciąż biznes nie zdaje sobie sprawy, że reklama przez futbol, przez sport jest skuteczna i że są tego pozytywne przykłady. Choć nie ma już klubu Amica Wronki, firmę tę rozreklamowano przed laty dzięki drużynie piłkarskiej - przypomina. Jeszcze inną zależność dostrzega Michał Gradzik z agencji Sponsoring Insight, która zajmuje się doradztwem sponsoringowym oraz marketingowym w sporcie.

- Wiele firm reklamuje produkty podczas meczów w innych dyscyplinach sportu: siatkówce, żużlu czy piłce ręcznej. Tam poziom sportowy relatywnie jest znacznie wyższy, a atmosfera na trybunach - rodzinna. No i jest taniej niż w futbolu - wylicza Gradzik.

Teatr słabych aktorów

Dobrych perspektyw dla polskich klubów nie widzi Cezary Kucharski. - Mamy piękne stadiony wybudowane przez państwo i samorządy, które są jak teatry. A przedstawienia są tam kiepskie i odbiegają od oczekiwań poważnego biznesu. Do tego dochodzą mało ciekawe zachowania na trybunach. W minionym roku Śląsk grał we Wrocławiu mecz z Borussią Dortmund, a miejscowi kibice biegali po stadionie i zabierali dzieciom szaliki niemieckiej drużyny. Potem skandowali jakieś hasła, które nie miały nic wspólnego z meczem. Poza tym wielu szalikowcom wydaje się, że na stadionie to oni są ważniejsi od piłkarzy. To dziecinada, nienormalna sytuacja. W efekcie polska piłka klubowa nie jest produktem, który przyciąga sponsorów, wielkie firmy, biznes. Przykładem są trudności, które ekstraklasa ma z pozyskaniem sponsora tytularnego - podkreśla Kucharski.

Stać nas na Śląsk

W 2014 r. akcje Śląska należące do Zygmunta Solorza kupiły od niego trzy lokalne firmy, które założyły Wrocławskie Konsorcjum Sportowe. Nie są jednak na tyle bogate, aby finansować klub bez pomocy samorządu. I Wrocław nadal utrzymuje piłkarzy, choć wielu mieszkańcom bardzo się to nie podoba. Wprawdzie Wrocław planuje pozbyć się większości swoich akcji Śląska, ale nie wiadomo, czy i kiedy ten plan zostanie zrealizowany. Może skończyć się tak, jak dwa lata temu w wypowiedzi zamieszczonej na oficjalnej stronie miasta stwierdził prezydent Rafał Dutkiewicz:

"Śląsk Wrocław to część - i to ważna część - dziedzictwa miasta. Klub funkcjonuje nieprzerwanie od 1947 r., to już istotny fragment historii Wrocławia. (...) Co do pieniędzy, które przeznaczamy na utrzymanie klubu, to owszem, zgoda - moglibyśmy wydać je na inne sprawy, ale to jest odwieczna i dość demagogiczna dyskusja. Zwolennicy kultury będą się wzdragać przed wszelkimi wydatkami na zawodowy sport. Zagorzali kibice odwrotnie, zamiast na teatry będą chcieli wzmocnień ich ukochanych drużyn. Kierowcy będą chcieli wydać je na remonty dróg, a rowerzyści na nowe ścieżki. Ja jednak oceniam, że jako wspólnota samorządowa zaspokajamy zdecydowaną większość potrzeb mieszkańców na bardzo przyzwoitym poziomie i stać nas także na inwestycje w promocję miasta poprzez sport. A taką właśnie jest utrzymywanie piłkarskiego Śląska".