Sport.pl

Napastnik Miedzi Legnica wyrzucony ze Szkoły Trenerów PZPN

Bartosz Ślusarski został usunięty z kursu trenerskiego ?UEFA B+A? i musi zapłacić 8 tys. zł kary. Taki sam los spotkał Grzegorza Barana i Szymona Sawalę.
Wspomniana trójka na początku września, podczas kursu trenerskiego w Bielsku-Białej organizowanego przez Polski Związek Piłki Nożnej, zdemolowała auto piłkarza GKS-u Bełchatów Patryka Rachwała. Za ten wyskok w ubiegłym tygodniu Komisja Dyscyplinarna nałożyła na nich karę finansową w wysokości 8 tys. zł. Teraz dyrektor Szkoły Trenerów PZPN Stefan Majewski podjął decyzję o usunięciu ich z kursu trenerskiego "UEFA B+A".

"Decyzja została podjęta na podstawie § 8 ust. 2 w zw. z § 8 ust. 1 pkt a) i d) regulaminu Szkoły Trenerów PZPN, stanowiącego integralną część umowy zawieranej z każdym uczestnikiem kursu trenerskiego. Kursanci dopuścili się rażącego naruszenia postanowień regulaminu, co godzi w wizerunek PZPN jako podmiotu prowadzącego Szkołę Trenerów. Ponadto tak nagannego moralnie czynu nie powinni się przede wszystkim dopuszczać kandydaci na trenerów mający w przyszłości pracować m.in. z młodzieżą" - czytamy w oświadczeniu zamieszczonym na oficjalnej stronie piłkarskiej centrali.

Dyrektor Szkoły Trenerów PZPN zdecydował również o potrąceniu części opłaty wpisowej uiszczonej przez Ślusarskiego, Barana i Sawalę. Dodatkowo Komisja Techniczna PZPN z uwagi na naruszenie norm etyczno-moralnych w najbliższych latach nie będzie przyjmowała od wspomnianej trójki wniosków o ponowne przyjęcie na kurs trenerski.

To nie koniec problemów Ślusarskiego. Pod znakiem zapytania stoi także jego przyszłość w Miedzi. 33-letni napastnik jest dopiero trzecim wyborem trenera Ryszarda Tarasiewicza, który wyżej ceni umiejętności Litwina Tadasa Labukasa i wypożyczonego z Club Brugge Łotysza Valerijsa Sabali. Po raz ostatni na boisko wybiegł 13 września w wyjazdowym meczu z Arką Gdynia, przegranym przez legnicki zespół 0:2.

- Czekamy na komplet orzeczeń, w tym dokumenty ze Szkoły Trenerów. Zapewniam, że zareagujemy adekwatnie do przewinienia. To wydarzenie prawdopodobnie skończy się sprawą karną, zatem nie można mówić o drobnym incydencie. A my jako klub nie uważamy, że powinniśmy przechodzić nad czymś takim do porządku dziennego - zapowiada na łamach "Przeglądu Sportowego" właściciel Miedzi Andrzej Dadełło.



Więcej o: