Grand Prix, czyli czas koronacji w cieniu dramatów

Centymetry dzielą Taia Woffindena od sięgnięcia po drugi w karierze tytuł mistrza świata. Trudno jednak o wyrażanie radości, bliższe jest bowiem uczucie ulgi ze zmierzchu obecnego sezonu.
Koniec sierpnia 2011 roku. Nieco ponad rok wcześniej na Motoarenie podczas premierowego w Toruniu turnieju z cyklu Grand Prix w znakomitym stylu zwycięża Tomasz Gollob. Teraz polski mistrz w 12. wyścigu zawodów staje pod taśmą obok Chrisa Harrisa, Grega Hancocka oraz tego czwartego.

Wszyscy wiedzą, że jest szalony. 19-latek, a umiejętnościami dorównuje najlepszym. Eksperci wieszczą rychłe zdobycie tytułu mistrzowskiego. Oniemiali z zachwytu kibice co chwila podrywają się z miejsc, by go podziwiać. Powodów do rzęsistych braw dostarczył i tym razem. Po przegranym starcie robił co mógł, by na dystansie czterech okrążeń wysforować się na czoło nieprzeciętnej stawki.

Ostatnie 325 metrów do mety. Niezwykle szybkie minięcie Golloba po zewnętrznej, płynne, dynamiczne zejście do krawężnika i znakomity weteran Hancock także musiał oglądać jego plecy.

Niesamowity młokos to Darcy Ward. Australijczyk wygrał wówczas swój pierwszy bieg w GP. Po raz pierwszy stanął na podium tych prestiżowych zawodów. Trudno uwierzyć, że zabraknie go w nadchodzącą sobotę. Że za rok nie dostanie stałej "dzikiej karty" na udział w cyklu. Że w przyszłości nie zdobędzie należnego mu mistrzostwa.

ZOBACZ: Czy koncern Monster Energy zostanie sponsorem klubu w Toruniu?

Za sprawą Amerykanina Grega Hancocka żużlowcy nie dadzą jednak o nim zapomnieć. Kolejny raz okażą solidarność z fatalnie kontuzjowanym kolegą z toru. Wszyscy bowiem w sobotni wieczór zaprezentują się na Motoarenie w jednakowych kewlarach. Dokładnie takich, w jakim w obecnym sezonie znakomicie ścigał się, do czasu feralnego wypadku, Ward.

Torunianin Paweł Przedpełski - który od organizatorów otrzymał jednorazową "dziką kartę" - już zapowiedział, że jego kombinezon trafi na aukcję, z której dochód zostanie przekazany na leczenie Australijczyka. Tai Woffinden, wraz z kolegami ze Sparty Wrocław, to samo uczynił ze swoim niedawno zdobytym srebrnym krążkiem mistrzostw Polski.

Właśnie Brytyjczyk w sobotni wieczór najprawdopodobniej zapewni sobie kolejny w tym sezonie, zdecydowanie najcenniejszy medal. Jego przewaga nad drugim w klasyfikacji generalnej Hancockiem wynosi aż 25 punktów. Do ostatnich zawodów w Melbourne rozstrzygać się będzie kwestia trzeciego miejsca. Największe szanse na brąz Grand Prix ma Duńczyk Nicki Pedersen (105 punktów). Gonią go jego rodak Niels K. Iversen (95) oraz Słoweniec Matej Zagar (93).

Kolejną okazję do sprawdzenia się w walce z najlepszymi dostał Paweł Przedpełski. 20-letni pupil miejscowych kibiców, po fantastycznym drugim miejscu podczas toruńskiej rundy mistrzostw Europy SEC, może sprawić niespodziankę. O ile w ogóle będzie w stanie podjąć wyzwanie. Po upadku w ostatnim meczu sezonu ligowego narzekał na ból ręki. Decyzję co do startu w sobotnich zawodach podejmie w ostatniej chwili.

Doprawdy trudno jest w tym roku emocjonować się żużlową walką. Nawet jeśli w grę wchodzi najcenniejszy tytuł indywidualnego mistrza świata. Tragedia Darcy Warda, dramat Słoweńca Maksa Gregorica, koszmarna kontuzja Jarosława Hampela, oraz niedawny środowy fatalny wypadek Rosjanina Witalija Biełousowa mającego podobnie jak Ward uraz kręgosłupa - wszystkie te nieszczęścia nazbyt brutalnie ukazały ciemną stronę czarnego sportu.

Każą zastanowić się nad sensownością tej sportowej rywalizacji, prowokują do postawienia zasadniczego pytania: czy warto?



Grand Prix na Motoarenie w sobotę o godz. 19. Transmisja - Canal+