Olsztyńska gwiazda MMA zadebiutowała w serialu "Szpital"

- Mogłam tam zagrać samą siebie, dlatego się zgodziłam - mówi Joanna Jędrzejczyk, gwiazda Arrachionu MMA Olsztyn.
Olsztynianka koncentruje się przede wszystkim na obronie pasa mistrzowskiego UFC, a więc najbardziej prestiżowej organizacji w mieszanych sztukach walki. W listopadzie podczas 193. edycji prestiżowej gali zmierzy się w Australii z reprezentantką Kanady Valerie Letourneau. Jak się okazuje, nie przeszkadza to popularnej "JJ" udzielać się w ciekawych kampaniach, jak "Stop dopalaczom" czy nawet występować na ekranie w roli aktorskiej.

Rozmowa z Joanną Jędrzejczyk, gwiazdą Arrachionu Olsztyn

Mateusz Lewandowski: Choć do najbliższej walki pozostało niecałe półtora miesiąca, to ostatnio mogliśmy podziwiać pani talent aktorski w telewizji. Jak do tego doszło?

Joanna Jędrzejczyk: Już w sierpniu dostałam zapytanie od producentów serialu "Szpital" [emitowany w TVN - red.], czy nie chciałabym w nim wystąpić. Ich celem jest przekaz tego, co dzieje się w naszym życiu codziennym, z czego część ludzi się z śmieje. Często są oni naiwni i nie kontrolują tego, co robią na co dzień. Dlatego pomysłodawcy programu chcą zapraszać do udziału znane osoby, aby motywować ludzi do działań w dobrej wierze. Mogłam tam zagrać samą siebie, dlatego się zgodziłam.

Odczuwała pani tremę, stojąc przed kamerą na planie filmowym?

- Lubię nowe wyzwania i staram się do nich podchodzić z chłodną głową. Staram się wykonywać powierzone mi zadania jak najbardziej profesjonalnie. Zebrałam nawet pozytywne opinie, gdyż nie kręciliśmy dużo dubli. Szybko zapamiętałam scenariusz, ponieważ przeczytałam go tylko dwa razy. Chcieliśmy być jak najbardziej naturalni.

Trzeba przyznać, że wszelkie sprawy poza treningami, jak nagrania do telewizji czy wyjazdy poza granicę kraju mają wpływ na przygotowania do konkretnej walki...

- W poniedziałek ponownie lecę do Stanów Zjednoczonych, by promować galę, w której będę brała udział [UFC 193 - red.]. Promocja gali opiera się w głównej mierze na zawodnikach. My jesteśmy dla kibiców, a oni dla nas. To fani zasiadają na trybunach czy wykupują transmisję w domu. Treningi i przygotowania do walki musimy godzić z obowiązkami wobec UFC. Chętnie biorę udział w tego typu akcjach, a nawet zabieram ze sobą torbę treningową, by móc choć przez chwilę się poruszać. Pomimo że mam tyle wyjazdów, to w myślami jestem już przy swojej najbliższej walce.

Pani przeciwniczką będzie Kanadyjka Valerie Letourneau, choć z drugiej strony wielu obserwatorów uważało, że będzie to walka rewanżowa z Claudią Gadhelą. Jest pani tym zaskoczona?

- Na chwilę obecną Claudia jest niezdolna do walki z powodu kontuzji palca. Być może nasze starcie dojdzie w przyszłości do skutku. Valerie jest bardzo solidną zawodniczką i uważam, że w pełni zasłużyła na pojedynek ze mną. Czasami słyszę, że ludzie negują moją rywalkę, mówiąc, że będzie to dla mnie kolejna łatwa przeprawa. Tak jednak nie jest, ponieważ wszystkie zawodniczki w mojej dywizji [do 52 kg - red.], są bardzo mocne. Do swojej pracy podchodzę bardzo profesjonalne i zawsze daję z siebie 100 procent.

Oglądała pani poprzednie występy swojej przeciwniczki czy stara się pani tego unikać?

- Raczej nie będę tego robić. Od tego są moi trenerzy [Szymon Bońkowski i Paweł Derlacz - red.], aby mogli ułożyć odpowiednią strategię. Podczas treningów powiedzą mi, na czym muszę skupić swoją uwagę. Wiele ludzi mówi mi, że muszę oglądać walki swoich przeciwniczek. W klatce to ja chcę rozdawać karty.

Tak jak w poprzednich walkach będzie pani przygotowywać się w Olsztynie czy planujecie jakieś wyjazdy?

- Przylatuje do mnie doświadczona zawodniczka ze Stanów Zjednoczonych. Wraz z mężem będą w Olsztynie przez cały miesiąc. Przygotowuje się ona do swojej walki, więc myślę, że współpraca przyniesie obu stronne korzyści.

Organizacja UFC we wrześniu zakontraktowała drugą reprezentantkę Polski Karolinę Kowalkiewicz, która walczy w tej samej kategorii wagowej. Myśli pani, że w przyszłości spotkacie się w oktagonie?

- O jej przejściu do UFC wiedziałam od ponad dwóch miesięcy. Cieszę się, że ma tak wysokie ambicje i w końcu udało jej się dostać do najlepszej organizacji MMA na świecie. Widać, że Karolina marzy o pasie i chce podążać drogą mistrza, którą ja wykreowałam. Mi udało się ten tytuł wywalczyć, a za sześć tygodni obronię go po raz drugi w bardzo efektowny sposób, co mogę każdemu obiecać. Myślę jednak, że do naszej, polskiej walki nigdy nie dojdzie.

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl.