Widzew Łódź - Stal Głowno 5:1. Kamil Zieliński (prawie) jak Robert Lewandowski

Cztery gole Kamila Zielińskiego i jeden Nikodema Kasperczaka dały Widzewowi pewną wygraną ze Stalą Głowno. Trudno wymarzyć sobie lepszy debiut nowego trenera
Debiut Marcina Płuski na trenerskiej ławce Widzewa był bez wątpienia wydarzeniem nr 1 meczu Widzewa ze Stalą. To oczywiste. Tak jest zawsze, gdy w drużynie zmienia się szkoleniowiec. Tym razem jednak była to chwila szczególna, bo Płuska to najmłodszy trener w historii Widzewa.

Wydarzeniem numer dwa meczu łodzian z 17. zespołem ligi był z kolei powrót na boisko Vladimira Bednara. Słowak zagrał tylko w pierwszej kolejce czwartoligowego sezonu. Doznał wtedy kontuzji i od tamtej pory nie pojawił się na boisku. W poprzedniej kolejce, gdy trenerem Widzewa nie był już Witold Obarek, Bednar poprowadził zespół z ławki do wygranej z Orłem Nieborów. Do łódzkiego klubu przyszedł jednak po to, by grać i w końcu na boisko wrócił.

Debiut Płuski i powrót Bednara bardzo szybko przyćmił jednak Kamil Zieliński. Nowy napastnik łódzkiej drużyny w ciągu pierwszych 5 minut strzelił dwa gole. Najpierw wykończył akcję z prawej strony boiska (asysta Aleksandra Majerza), a chwilę później wykorzystał podanie Adriana Budki i nie pomylił się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Stali. W dwóch ostatnich meczach Zieliński zdobył cztery gole i to najdobitniej pokazuje, jak bardzo Widzewowi brakowało napastnika z prawdziwego zdarzenia. Od początku rozgrywek łódzka drużyna miała wielkie problemy ze skutecznością.

Szybkie dwubramkowe prowadzenie wskazywało, że dla Widzewa będzie to wyjątkowo łatwy mecz. Tyle tylko, że już w 12. min po błędzie Kamila Bartosa kontaktowego gola zdobył Przemysław Szubert. Niedługo potem mógł być nawet remis, po tym jak z dośrodkowaniem minął się Michał Sokołowicz. Na szczęście dla Widzewa piłkę głową na rzut rożny wybił Michał Czaplarski.

Do przerwy więcej goli nie padło, chociaż oba zespoły miały swoje szanse i to 100-procentowe. Po stronie Stali zmarnował taką Damian Fortuna, a po stronie Widzewa dwa razy pomylili się Mariusz Rachubiński i Zieliński. Ten drugi miał wprost idealną okazję.

Ale była jeszcze druga połowa... W 56. min najlepszy napastnik łódzkiej drużyny znalazł się sam przed bramkarzem Stali i tym razem nie dał mu żadnych szans - piłka po jego strzale z powietrza wylądowała w siatce. Nie minął kwadrans, a Zieliński miał już na koncie gola nr 4. Tym razem wygrał walkę bark w bark z jednym obrońców, a potem spokojnym strzałem po ziemi pokonał bramkarza rywali.

W ośmiu pierwszych meczach sezonu Widzew zdobył osiem goli. W dwóch ostatnich sam Zieliński strzelił ich sześć. W 78. min trener Płuska zdjął go z boiska i kibice trochę żałowali, że ich nowy ulubieniec nie miał szansy na piątego gola i tym samym powtórzenie wyczynu Roberta Lewandowskiego, który niedawno wbił pięć bramek Wolfsburgowi. Gol nr 5 dla Widzewa jednak padł, bo w 87. min bramkarza Stali pokonał zmiennik Zielińskiego Nikodem Kasperczak.

To był wymarzony debiut trenera Płuski, chociaż trzeba obiektywnie przyznać, że Stal to najsłabsza drużyna, z jaką w tym sezonie mierzył się Widzew.

Widzew Łódź - Stal Głowno 5:1 (2:1)

Gole: Zieliński (3., 5., 56., 70.) - Florczak (12.)

Widzew: Sokołowicz - Pietras, Czaplarski, Bednar Ż, Bartos - Kralkowski, Rachubiński, Okachi Ż, Budka (51. Świątkiewicz) - Majerz (46. Kozieł Ż) - Zieliński (78. Kasperczak)