Przed meczem piłkarzy Zagłębia ze Śląskiem: Derby podnoszą emocje

Niepotrzebnie straciliśmy kilka punktów. Mogliśmy ich mieć znacznie więcej, więc wysokie miejsce Zagłębia Lubin w tabeli nie jest dla mnie niespodzianką - mówi Maciej Dąbrowski, obrońca KGHM Zagłębia Lubin
KGHM Zagłębie Lubin we wrześniu miało serię udanych meczów. Dzięki temu awansowało do czołówki tabeli i zajmowało czwarte miejsce. W ostatniej kolejce lubinianie przegrali 1:3 z Lechią w Gdańsku. Jednak podczas spotkania doszło do pewnych kontrowersji. Zagłębie prowadziło do przerwy 1:0. Później Lechia wyrównała. Przy stanie 1:1 arbiter Mariusz Złotek podjął kuriozalną decyzję, dyktując rzut karny dla Lechii za faul, którego nie było. To był fatalny błąd sędziego, mający wpływ na wynik meczu.

Zagłębie zajmuje teraz piąte miejsce w tabeli ekstraklasy. A w niedzielę w Lubinie dojdzie do derbów regionu i meczu z przeżywającym kryzys Śląskiem Wrocław.

Grzegorz Szczepaniak: Latem bardzo niewiele brakowało, by odszedł pan z Zagłębia Lubin. Dlaczego transfer do Turcji nie wypalił?

Maciej Dąbrowski: O to trzeba pytać stronę turecką. Rozmowy trwały, transfer był dopinany, a później kluby nie doszły do porozumienia. Przez cały ten czas przygotowywałem się na sto procent z moją drużyną, bo tego wymaga profesjonalne podejście do zawodu.

Nie żałuje pan, że został w Lubinie?

- Zdecydowanie nie. Wyjazd i możliwość sprawdzenia się w innej lidze na pewno kusi. Myślę, iż to naturalne, że sportowiec szuka kolejnych wyzwań. W Zagłębiu czuję się jednak bardzo dobrze. Nie chciałem robić niczego na siłę, bo mam dobrego pracodawcę, a i w Lubinie mam jeszcze sporo do zrobienia.

Zagłębie zaskakuje dobra grą, jesteście w czołówce tabeli. Skąd tak dobre wyniki?

- Odpowiem trochę przewrotnie: martwi mnie, że niepotrzebnie straciliśmy kilka punktów. W Zabrzu i z Legią w Warszawie cztery, bo prowadziliśmy po 2:0, a zaledwie zremisowaliśmy. Także te porażki z początku sezonu dzisiaj bolą. Mogliśmy mieć tych punktów więcej, więc nasze wysokie miejsce w tabeli nie jest dla mnie niespodzianką.

Mierzycie w puchary?

- Mierzymy w czołową ósemkę i wierzę, że zespół stać na to, by się w niej znaleźć. Liga tak się układa, że niektórzy tak zwani murowani kandydaci do czołowych miejsc mają problemy. Myślę tu zwłaszcza o Lechu. Skoro nie ma ich w czołówce, tworzy się miejsce dla innych zespołów.

Zagłębie jest specyficznym beniaminkiem, bo skład już w pierwszej lidze był w zasadzie ekstraklasowy. Trochę mi się nie chce wierzyć, że ten słabszy początek ligi to wynik frycowego, które się płaci po takim awansie.

- Nie, z tym frycowym to rzeczywiście przesada. Powody potknięć z początku sezonu są inne. Przede wszystkim było mało czasu na przygotowania i chyba trochę brakowało nam w pierwszych meczach świeżości. Dziś ona już jest i gra nam się łatwiej, czerpiemy naprawdę dużo radości z grania. Być może jest też jakaś przyczyna mentalna. Najważniejsze, że teraz punktujemy, gramy dobre mecze, strzelamy sporo bramek. Sezon jest długi, więc może przyjść jeszcze jakiś kryzys, ale na razie jest dobrze.

Z wyłączeniem gry defensywnej, bo w każdym meczu tracicie gola.

- To faktycznie jest problem i bardzo mocno pracujemy, by go wyeliminować. Na razie jest tak, że w każdym właściwie meczu trafia nam się moment dekoncentracji. Musimy nad tym zapanować i dokonamy tego. Zresztą już widać postępy. W Warszawie było tych kilkanaście minut gorszej gry i straciliśmy dwa gole. Z Cracovią przysnęliśmy przy drugiej bramce dla rywali i to był jedyny taki moment. Postępy więc robimy, ale sam niecierpliwie czekam na mecz, w którym w naszej siatce nic nie wyląduje.

Przed wami derby ze Śląskiem. Rywal gra poniżej oczekiwań i może chcieć traktować mecz z Zagłębiem jak pojedynek na przełamanie.

- Nie chcę zajmować się rywalem. Ich problemy nie są naszymi, niech sobie je rozwiązują sami. Derby to zawsze swego rodzaju loteria, w takich meczach pojawiają się dodatkowe emocje, a u nas gra przecież wielu wychowanków, są chłopaki z Lubina i to dla nich naprawdę szczególny mecz. Dla reszty też ważny: wiadomo - derby. Wierzę, że będzie dobrze.

Zagłębie to dziś mieszanka rutyny z młodością. Czy starsi zawodnicy, jak pan, mają jakieś specjalne zadania, by tych młodszych wprowadzać, czy każdy odpowiada w zespole za siebie.

- Pomoc młodszym kolegom to coś naturalnego, tutaj nie trzeba nikogo do niczego zmuszać. Każdy z nas kiedyś wchodził w dorosłą piłkę i każdy otrzymał jakąś pomoc. Cieszę się, że mogę grać z tymi chłopakami. Akademia Zagłębia szkoli bardzo dobrych piłkarzy - dużo potrafią, są ambitni, chętnie się uczą. Na boisku są partnerami, nie uczniami. A to, że można im coś podpowiedzieć, wytłumaczyć, to zupełnie naturalne.