Sporo emocji w Łęcznej. Były słupki, karne i czerwone kartki

Górnik Łęczna nie wykorzystał szansy na wskoczenie na drugie miejsce w tabeli. Piłkarze Jurija Szatałowa we wrześniu prezentowali się dobrze i w meczu z Podbeskidziem też zagrali nieźle. Stworzyli sobie kilka szans na zdobycie bramek. Jednak większym sprytem wykazali się Górale.
Po dwóch zwycięstwach z rzędu Górnik Łęczna był faworytem meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Rywale chcieli jednak zmazać plamę po porażce z Wisłą Kraków aż 0:6. Na ławce gości po raz pierwszy w lidze zasiadł Robert Podoliński.

Bramki w pierwszej połowie padały tylko po karnych. Najpierw Łukasz Mierzejewski wyprzedził Lukasa Janicia, który ręką przytrzymał zawodnika z Łęcznej. Karny dla Górnika był z rodzaju tych "miękkich". Paru sędziów grę by puściło, ale Tomasz Musiał spokojnie wybroni się ze swojej decyzji. Pewnym strzałem z 11. metrów popisał się Tomasz Nowak.

Po kilkunastu minutach w ten sam sposób wyrównał Adrian Mójta. Tym razem Silvio Rodić nie dał rady, a przecież obronił już dwie jedenastki w tym sezonie. Chwilę wcześniej niefrasobliwie w polu karnym zachował się Lukas Bielak, który wyciął Mateusza Szczepanika. To już drugi rzut karny sprokurowany przez Bielaka w tych rozgrywkach. Słowak zastąpił w podstawowej jedenastce kontuzjowanego Tomislava Bożicia, ale Chorwat jest już zdrowy i może być niemal pewny, że w następnym spotkaniu wskoczy do składu.

Gospodarze w pierwszej połowie mieli sporo pecha. Najpierw rozgrywający w końcu bardzo dobry mecz Nowak trafił słupek po koronkowej akcji Grzegorza Bonina i Bartosza Śpiączki. Później po dośrodkowaniu Łukasza Tymińskiego w obramowanie bramki uderzył Mierzejewski.

Goście tylko raz poważnie zagrozili bramce zielono-czarnych i to po błędzie Rodicia. Bramkarz Górnika wypluł piłkę po dość łatwym dośrodkowaniu, ale Jakub Kowalski z kilku metrów nie potrafił wpakować piłki do siatki.

Po przerwie Górnik miał zdecydowaną przewagę. Przed szansą na gola stawali Grzegorz Piesio i Śpiączka. Goście nastawili się na grę z kontry i po jednej z nich niespodziewanie objęli prowadzenie. Adam Pazio popisał się fantastycznym dośrodkowaniem w pełnym biegu. Do piłki wyskoczył Szczepaniak, który wygrał walkę w powietrzu z dużo wyższym Maciejem Szmatiukiem. Silvio Rodić mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem.

Jurij Szatałow postanowił zaryzykować i wprowadził na boisku drugiego napastnika. Jednak współpracę Śpiączki i Jakuba Świerczoka mogliśmy obserwować niecały kwadrans. Śpiączka po raz drugi w tym meczu zbyt wysoko zagrał nogą. Jeszcze w pierwszej połowie uderzył tak Krystiana Nowaka w głowę, a w 75. minucie obrońca Podbeskidzia został trafiony w klatkę piersiową. Sędzia Musiał nie miał wątpliwości i za chamskie zachowanie napastnika Górnika pokazał mu dwie żółte kartki. Minęły ledwie trzy minuty, a gospodarze musieli grać w dziewiątkę. Łukasz Tymiński przerwał kontrę Górali i musiał zostać napomniany po raz drugi.

Mimo gry w przewadze podopieczni Podolińskiego mieli ogromne problemy z utrzymaniem się dłużej przy piłce. Nerwową grę w obronie próbowali jeszcze wykorzystać zielono-czarni, ale mimo ambitnej postawy nie stworzyli sobie już dobrej sytuacji.