Skórnicki odmienił Pedersena? To nie moja zasługa...

Adam Skórnicki był zadowolony z wyniku pierwszego meczu finałowego, ale przypominał, że jego drużynę czeka jeszcze piętnaście wyścigów rewanżu. - Przy tej klasie zawodników różne rozwiązania są jeszcze możliwe - podkreśla trener Unii Leszno.
Po finałowej potyczce pomiędzy Betardem Spartą Wrocław a Fogo Unią Leszno trener gości Adam Skórnicki długo pozował do zdjęć i rozdawał autografy. Kiedy kolejka fanów wreszcie się skończyła, były indywidualny mistrz Polski zgodził się na rozmowę z czestochowa.sport.pl.

Bartłomiej Jejda: Chociaż karierę już pan zakończył, to widzę, że nadal cieszy się pan dużą popularnością...

Adam Skórnicki: - Ale teraz tylko dzięki zawodnikom...

Kibice chyba jednak pamiętają lata pana startów i pozytywną atmosferę, jaką tworzył pan wokół siebie...

- Jeżeli tak rzeczywiście jest, to bardzo się cieszę. Wiadomo, że każdy z nas jeździ przede wszystkim dla siebie, ale to miłe, kiedy to, co robimy, podoba się innym. Jest to swego rodzaju gratyfikacja, że ludzie pamiętają czasy, kiedy się ścigałem.

Pana drużyna pewnie wygrała pierwszy mecz finału PGE Ekstraligi. Można było odnieść wrażenie, że częstochowski tor wyjątkowo wam pasował...

- Mamy mocną drużynę i to pokazaliśmy. Wrocław w roli gospodarza występuje w Częstochowie i ma w związku z tym troszeczkę utrudnione zadanie. Ciężko "przytulić" obcy tor jak swój i myślę, że też to wykorzystaliśmy.

Na ile mogły wam pomóc wcześniejsze doświadczenia z częstochowskim torem pana, Nickiego Pedersena, Emila Sajfutdinowa czy Grzegorza Zangoty?

- Staraliśmy się wykorzystać każdy handicap, aczkolwiek gdyby dzisiaj był rozegrany znowu finał indywidualnych mistrzostw Polski w Lesznie, wcale nie znaczy, że bym go wygrał. Ale jeżeli któryś z chłopaków uważał, że znajomość toru może mu pomóc, to bardzo dobrze. Chociaż łatwiej powiedzieć niż to zrobić.

Osiem punktów przewagi przed meczem rewanżowym na własnym torze to chyba wystarczającą zaliczka?

- Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Jeszcze mamy piętnaście wyścigów do rozegrania i naprawdę przy tej klasie zawodników różne rozwiązania są jeszcze możliwe.

Jak udało się panu "zapanować" nad Nickim Pedersenem, wielkim indywidualistą, który na przykład w piątym biegu potrafił świetnie współpracować z Tobiaszem Musielakiem?

- To nie moja zasługa, tylko tego, kto jechał w parze z Nickim. Jeżeli Nicki Pedersen potrafi obejrzeć się za Tobiaszem Musielakiem, to znaczy, że Tobiasz Musielak jest dla niego partnerem. Ja mogę się tylko się cieszyć, że Nicki wie, kiedy spojrzeć na kolegę. Pamiętajmy, że Pedersenowi do CV brakuje tylko jednego tytułu. To tytuł drużynowego mistrza Polski...

I wygląda na to, że bardzo mu zależy na tym, aby ten tytuł zdobyć...

- Jak pokazał w piątym wyścigu.