Wanda Panfil o szczecińskim maratonie: Może być słynny

To piękne miasto, które można pokazać maratończykom, i myślę, że jest tu klimat do rozgrywania takich biegów - podkreśla Wanda Panfil, była mistrzyni świata w maratonie, a obecnie ambasadorka 1. PZU Maratonu Szczecińskiego.
Jakub Lisowski: To pani debiut w roli ambasadora maratonu czy może piastowała już pani takie funkcje w innych miastach?

Wanda Panfil: Debiut i proszę mi wierzyć, że propozycją byłam bardzo miło zaskoczona. Nie byłam przez wiele lat w Polsce, ale spotkałam w Toruniu dyrektora Roberta Szycha. On mi powiedział, że bardzo by chciał mnie zaprosić do Szczecina. To była fajna propozycja, więc jestem. Bardzo chętnie się tego podjęłam. Zależy mi, by ten pierwszy maraton w Szczecinie był właśnie takim początkiem historii. To piękne miasto, które można pokazać maratończykom, i myślę, że jest tu klimat do rozgrywania takich biegów.

Stres?

- U mnie nie, już bez porównania z czasami, w których sama rywalizowałam na trasie. Ale starałam się pomagać uczestnikom, podpowiadałam, ściskałam kciuki. Miłe są takie zadania.

Zwróciła pani na coś szczególnie uwagę?

- Trudno mi o jakieś większe porównania, bo długo mnie w kraju nie było, ale widać, że wszyscy uczestnicy bardzo o siebie dbają. A spojrzałam też na sprzęt, w którym startują. To już jest elegancja. I jeszcze coś - w rozmowach z uczestnikami raczej nie poruszaliśmy kwestii treningów, bo widać, że są dobrze przygotowani. Szykowali się jak mistrzowie, by jak najlepiej wypaść. To mi się podoba.

Jak podoba się pani profil trasy?

- Jest ciężka, bo jest sporo podbiegów i długie, często monotonne proste. Ale trasa była już znana dużo wcześniej, a ja rozmawiałam z osobami, które specjalnie pod jej kątem się przygotowywały. Na takie podbiegi trzeba mieć naprawdę dużo sił, ale wszyscy zapewniali, że mają.

Otoczka maratonu?

- Jak na pierwszy maraton - wszystko jest świetnie przygotowane. Trzeba trzymać ten poziom i coś dokładać w kolejnych edycjach. Mocno liczę, że to nie będzie jednorazowa impreza, ale maraton już na stałe zapisze się do historii Szczecina. Wiem, że to jest związane z dużym rozmachem organizacyjnym, poszukiwaniem sponsorów, zapewnieniem np. nagród finansowych na takim poziomie, że przyciągną jeszcze więcej znanych sportowców. Ich obecność też jest potrzebna, dodaje emocji i prestiżu. Pierwsza edycja - na razie - bardzo udana i są tu warunki, by ten maraton był słynny.

Z panią w kolejnych edycjach?

- Bardzo chętnie. Mam nadzieję, że mój kolega Robert Szych będzie mnie zapraszał na kolejne maratony w Szczecinie.

Rozmawiał Jakub Lisowski