Magia derbów. Święte Wojny wielkich i tych trochę mniejszych

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Spotkania pomiędzy drużynami z tego samego miasta zawsze wzbudzają szczególne emocje. W Polsce do klasyków tego gatunku można zaliczyć potyczki drużyn krakowskich Wisły i Cracovii, które pierwsze takie spotkanie rozegrały ponad sto lat temu, a konkretnie w 1908 roku. Do tej pory te zespoły w Świętej Wojnie, bo tak nazwano te mecze, zmierzyły się już 190 razy. Słynne są też spotkania drużyn stołecznych Legii i Polonii czy łódzkich Widzewa z ŁKS. Niestety ciemną stroną tych zmagań jest to, że często po zakończeniu spotkań dochodzi do burd wywołanych przez fanów obu drużyn.

W Lublinie aż tak wielkich tradycji w tym względzie nie ma, ale Motorowi przyjdzie się spotkać w Lublinianką po raz 38 - i o ile mnie pamięć nie myli, do tej pory obyło się bez zamieszek. Tym razem będzie to mecz na szczycie trzeciej ligi, bo Motor jest liderem, a Lublinianka plasuje się na drugiej pozycji. W tej chwili zdecydowanie więcej kibiców mają motorowcy. Przypomnieć jednak warto, że nie zawsze tak było i kiedyś w tym względzie zdecydowanie przeważał klub z Wieniawy. Jedno jest pewne - rekord frekwencji w tych meczach z pewnością nie padnie, bo po prostu na Arenie Lublin nie zmieści się tylu kibiców, ilu przyszło ponad pół wieku temu na stadion przy ul. Leszczyńskiego. Wówczas mecz na szczycie.... klasy okręgowej z udziałem tych zespołów obserwowało ponad 20 tys. widzów, a zajęte były też wszystkie okoliczne dachy i drzewa. Stawką był awans do baraży o wejście do II ligi. Faworytem był klub z Wieniawy, ale nieoczekiwanie wygrał Motor 1:0. Na cześć szczęśliwego strzelca fani błyskawicznie ułożyli piosenkę, którą gromko śpiewali, a jej słowa brzmiały tak: "A Marian Jezierski to chłopak morowy, wybił Lubliniance drugą ligę z głowy". Kibice gospodarzy cierpieli w milczeniu, lecz o jakichkolwiek scysjach nawet nie było mowy.

Teraz faworytem jest Motor, ale w tego typu spotkaniach wszystko zdarzyć się może. Mam nadzieję, że piłkarze obu zespołów nie zawiodą, stworzą pasjonujące widowisko, a na dodatek padnie rekord frekwencji na Arenie Lublin. Oczywiście mam na myśli mecze III-ligowe. Przed rokiem spotkanie tych drużyn obserwowało blisko 7000 widzów, może teraz pęknie dycha?



DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU