Pilica Przedbórz - Widzew Łódź 0:0. Tylko remis po bardzo słabej grze

Po najgorszym występie w tym sezonie piłkarze Widzewa podzielili się punktami z Pilicą Przedbórz. A już w niedzielę mecz z liderem GKS II Bełchatów. W takiej formie zapowiada się na pierwszą ligową porażkę
PIŁKA NOŻNA. Co prawda drużyna trenera Witolda Obarka dotychczas nie przegrała w lidze meczu, ale od ideału wciąż jest daleko. W oczy rzuca się przede wszystkim bardzo słaba skuteczność widzewiaków. Wystarczy wspomnieć, że tylko dwa zespoły w 20-drużynowej stawce zdobyły mniej goli od Widzewa, a przecież to czołowy zespół czwartej ligi.

W klubie mieli nadzieję, że problem rozwiąże Kamil Zieliński. To 21-letni napastnik, który wiosną występował w Błękitnych Stargard Szczeciński. Zieliński nie tylko był już po słowie z działaczami, ale nawet zagrał w sparingu z TMRF Widzew, w którym zresztą zdobył gola. Piłkarz miał pojawić się na jednym z treningów w Łodzi, ale do tej pory nie dojechał i wygląda na to, że już nie dojedzie. W Widzewie muszą więc szukać dalej...

Brak napastnika z prawdziwego zdarzenia był aż nadto widoczny w meczu z Pilicą Przedbórz. Tym razem trener Obarek ustawił w pierwszej linii Igora Świątkiewicza i Aleksandra Majerza. W pierwszej połowie obaj mieli kilka okazji bramkowych, ale obaj solidarnie zawodzili. A to Świątkiewicz kopnął piłkę prosto w ręce bramkarza albo w sytuacji sam na sam z nim strzelił obok słupka, a to Majerz fatalnie przyjął piłkę w polu karnym, chociaż miał przed sobą tylko bramkarza i jeszcze kolegę obok. Wsparcie kolegów obaj mieli małe - zarówno ze skrzydeł, jak i ze środka pola, gdzie tempo grze Widzewa nadawać mieli doświadczeni Michał Czaplarski i Mariusz Rachubiński. Wyglądało to naprawdę słabo... I trzeba jasno stwierdzić, że bez Adriana Budki i Princewilla Okachiego łódzka drużyna traci bardzo dużo na swojej wartości, z pewnością za dużo. Obaj w tej chwili nie są w pełni sił. Bez nich i bez napastnika o zwycięstwa będzie na pewno bardzo trudno.

Po przerwie gra łodzian wiele się nie poprawiła, jeśli poprawiła się w ogóle. Wystarczy wspomnieć, że około 60. minuty kibice zaczęli krzyczeć: "Widzew grać, k... mać", co od lat jednoznacznie oznacza, że gra ich ulubionej drużyny naprawdę jest bardzo daleka od ideału.

Obarek wymieniał atak - weszli Adrian Kralkowski i Nikodem Kasperczak, ale na nic się to nie zdało. O grze łodzian cały czas nie można było powiedzieć wiele dobrego - podania były niedokładne, a tempo jednostajne. Z całą pewnością to był najsłabszy występ Widzewa w tym sezonie.

Pierwszą sytuację, którą warto odnotować, łodzianie stworzyli dopiero w 86. min. Po lewej stronie obrońcę Pilicy ograł rezerwowy Konrad Puchalski, wyłożył piłkę przed bramkę Rachubińskiego, ale strzał z bliska kapitana Widzewa zablokował bramkarz gospodarzy.

Drużyna Obarka mogła nawet przegrać, bo w 90. min po kontrze sam na sam z Michałem Sokołowiczem był Daniel Szymczyk. Strzelił jednak prosto w ręce bramkarza Widzewa. Do tego, już w doliczonym czasie gry, przed szansą stanął jeszcze Bartłomiej Madej. I on jednak zawiódł kibiców Pilicy.

W niedzielę łódzki zespół zagra przy ul. Milionowej z liderem - rezerwami GKS Bełchatów (pokażemy go na żywo na lodz.wyborcza.pl). Jeśli piłkarze łódzkiej drużyny będą w takiej formie, jak w Przedborzu, to pierwsza porażka w lidze gwarantowana.

Pilica Przedbórz - Widzew Łódź 0:0

Widzew: Sokołowicz - Pietras, Maczurek, Dudała Ż, Milczarek - Bartos Ż (67. Puchalski), Czaplarski, Rachubiński Ż, Gilarski (72. Kasperczak) - Majerz Ż (46. Kralkowski), Świątkiewicz.