Piast Gliwice. Kamil Vacek: Włochy były świetną szkołą życia, ale stadiony macie lepsze [ROZMOWA]

- Podstawą naszych dobrych wyników jest ciężka praca. Samym szczęściem sześciu meczów byśmy nie wygrali - mówi Kamil Vacek, reżyser gry Piasta Gliwice, sensacyjnego lidera ekstraklasy.

Zostań najlepszym managerem w lidze!



Kamil Kwaśniewski: W 2011 roku kosztował pan Chievo Werona dwa miliony euro. Niezła suma.

Kamil Vacek: Grałem w Sparcie Praga, byłem powoływany do reprezentacji Czech. Czułem, że to dobry moment, by wyjechać do którejś z lepszych lig. Na dodatek prezes klubu powiedział nam, że w związku z niepowodzeniem w europejskich pucharach trzeba jednego zawodnika sprzedać. Tak trafiłem do Włoch, spełniło się moje marzenie. Nie powiem jednak, że było łatwo. Nie grałem źle i tych szans mógłbym dostawać więcej. Mimo to ponad 40 spotkań - licząc wszystkie rozgrywki - w ciągu dwóch lat i tak wygląda całkiem nieźle. Zwłaszcza że w tym czasie wystąpiłem w kilku naprawdę wielkich meczach. Przeciwko Juventusowi, Milanowi, Lazio...

Który najbardziej zapadł panu w pamięć?

- Ten z Juventusem. Grając w środku pola, rywalizowałem z Andreą Pirlo i Arturo Vidalem.

Odpowiadał panu włoski styl życia?

- Tak, choć tamtejsza kultura jest specyficzna. Włosi są trochę... leniwi (śmiech). Generalnie jednak północ kraju to fantastyczne miejsce do życia. Werona jest piękna, a przecież niedaleko niej leżą Mediolan i Wenecja. Osobiście polecam wycieczkę nad jezioro Lago di Garda. Coś pięknego.

Z nauką języka dał pan sobie radę?

- W drugim roku pobytu we Włoszech porozumiewałem się już bez żadnych problemów. W ogóle ten wyjazd to była świetna szkoła życia. Chociaż jak tak patrzę na polskie stadiony, to muszę powiedzieć, że macie je lepsze niż Serie A. Przykładowo, stadion Chievo to ogromny obiekt, na ponad 40 tysięcy ludzi, ale już dosyć przestarzały. Poza tym w swoim mieście Chievo ma niewielu fanów, zdecydowaną większość stanowią ci sympatyzujący z Hellas. To dlatego zdarzało się, że na te wielkie trybuny przychodziło tylko 4 tysiące kibiców. A kiedy szedłem ulicą, nikt nie zwracał na mnie uwagi (śmiech). Szczerze mówiąc, po występach w tak wielkim klubie jak Sparta to było trochę dziwne.

Czyli w Polsce też może się pan czuć trochę nieswojo.

- Nie, dlaczego? Przychodząc tutaj, nie wiedziałem do końca, czego się spodziewać, ale teraz mogę już powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczony. Otoczka waszej ligi naprawdę robi wrażenie. Macie nie tylko piękne stadiony, ale i naprawdę wielu kibiców na trybunach. Weźmy chociażby nasz poprzedni domowy mecz, z Górnikiem Łęczna. W Czechach na spotkanie z drużyną z dołu tabeli nie przyszłoby nawet 2000 ludzi, a w Gliwicach było ich ponad 5000. Myślę, że to największa różnica między naszymi ligami.

Stwórz własną drużynę i WYGRAJ LIGĘ!



Sportowo, niestety, zostaliśmy w tyle.

- W Czechach mamy dwa naprawdę mocne kluby - Spartę i Viktorię Pilzno - ale już poziom reszty nie jest za wysoki. To, by na czele ligi był ktoś spoza tej dwójki, właściwie nie wchodzi w grę. W Polsce wygląda to inaczej, czego najlepszym dowodem jest Piast. Tutaj duży potencjał ma znacznie więcej klubów. Poziom jest dobry, a jeszcze trzy, cztery lata i polska liga może być naprawdę mocna.

To na co w tej lidze stać Piasta?

- Na rozegranie dobrego sezonu. Wiem po prostu, jak ciężko pracujemy na treningach. I to jest podstawą naszych dobrych wyników, a nie - jak chcieliby niektórzy - zwykły łut szczęścia. Samym szczęściem sześciu meczów byśmy nie wygrali.

Obrońca Piasta Kornel Osyra powiedział nam ostatnio, że wielu nie traktuje was jeszcze poważnie.

- Ciągle słyszymy, że za chwilę spadniemy z pierwszego miejsca, że Legia, Lech czy Cracovia są od nas lepsze. My jednak nie chcemy wchodzić w takie dyskusje. Po prostu robimy swoje. Poza tym klub nie wywiera na nas żadnej presji. Nie słyszałem, by choć raz ktoś wspomniał tu o mistrzostwie. Cel jest dokładnie ten sam jak przed rozpoczęciem sezonu, czyli miejsce w pierwszej ósemce.

Bierze pan pod uwagę dłuższą przygodę z Gliwicami?

- Jestem tu wypożyczony do końca sezonu i... to tyle, co mogę powiedzieć. Nie wiem, co będzie dalej. W ogóle się nad tym nie zastanawiam, bo chcę się skupić na grze. Po ostatnim meczu usiądę z moim menedżerem i pomyślimy.

Facebook? » | A może Twitter? »


Co jest bardziej prawdopodobne na koniec sezonu?