Dlaczego nikt nie reaguje na rasistowskie ekscesy kiboli? Milczenie oznacza strach lub akceptację [KOMENTARZ]

Powiedzmy to wprost: wrocławskim stadionem znów rządzi banda rasistów. Kibolstwo, lżąc uchodźców, pluje na nas wszystkich, a policja, władze Ekstraklasy SA i miasta, które jest przecież współwłaścicielem drużyny i właścicielem obiektu, udają, że deszcz pada. Panowie prezesi, prezydencie i komendancie: boicie się? A może hasła o "uchodźcach kurwach" wam nie przeszkadzają?
SKANDALICZNE ZACHOWANIE KIBOLI WE WROCŁAWIU [WIDEO]

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak bardzo się wstydziłem za swoje miasto. I jednocześnie było mi go tak bardzo żal. Bo tych kilkaset (kilka tysięcy?) gardeł wyjących podczas sobotniego meczu: "Jebać uchodźców" to dużo bardziej donośna jego reklama niż wieloletnia kampania mająca przekonać ludzi, jak bardzo Wrocław jest miastem przyjaznym, otwartym i tolerancyjnym. Otóż nie jest.

Nie pierwszy to raz, gdy na wrocławskim stadionie śpiewa się podobne rzeczy. Było już: "Waszym domem Auschwitz jest" adresowane do kibiców Widzewa, były banany rzucane w kierunku czarnoskórych graczy. I flaga z hasłem "white power". Za każdym razem ktoś przymykał oczy, zatykał uszy. Udawał, że nic wielkiego się przecież nie stało...

Współczucie czy głuchota

To, do czego doszło w sobotę, to konsekwencja takiego myślenia. I kolejny dowód na to, jak bardzo rasizm i ksenofobia nam powszednieją. Na stadionie byli przecież komplet sędziów i delegat organizatora rozgrywek - spółki Ekstraklasa. Wszyscy oni mogli spotkanie przerwać. Nie zrobili tego. Podobnie jak głosu nie zabrał nikt tu, we Wrocławiu, gdzie do tych haniebnych wydarzeń doszło.

Dzień przed meczem prezydent miasta Rafał Dutkiewicz rozesłał do mediów list, w którym wyraził solidarność z ludźmi, którzy uciekając przed wojną, musieli opuścić swoje domy. Pisał o "smutku i współczuciu", deklarował: "Wszyscy chcemy udzielić im pomocy". Jak więc może nie reagować, gdy na należącym do niego obiekcie tych samych emigrantów się lży? Czy pisał nieszczerze? Czy może boi się reakcji stadionowych bandytów? Tak, bandytów. I jeszcze rasistów, ksenofobów i neofaszystów drących się w sobotę z trybuny B wrocławskiego stadionu.

A pozostali właściciele klubu? Stanisław Han z Hasco-Lek? Były radny PiS Rafał Holanowski z Supra Invest i Marek Nowara z Inter-Systemu? Czy ich również nie było na meczu, czy też nie widzą problemu? Nie przeszkadzają im te bluzgi, bo trzęsą się przed kibolstwem, licząc pieniądze, które wydaje ono na bilety na mecze ich klubu? A może i dla nich uchodźcy to "dzicz", "pakistańscy gwałciciele", "brudasy" i "kozojebcy", jak barwnie opisują ich czytelnicy internetowego ścieku z nazwą klubu w tytule, prowadzonego przez Romana Zielińskiego, skazanego jakiś czas temu za nawoływanie do nienawiści na tle rasowym, autora książki "Jak pokochałem Adolfa Hitlera"?

Chciałbym wierzyć, że jest inaczej. Ale nie dają mi ku temu podstaw.

Po której jesteście stronie?

Wszyscy wymienieni: policja, organizator rozgrywek i miasto, którym zarządza Rafał Dutkiewicz, a także prywatni właściciele klubu, mają instrumenty, by z rasistami walczyć. Ekstraklasa może (i powinna) stadion zamknąć. Władze obiektu na podstawie zapisu z monitoringu powinny wyjców wyłapać, przekazać policji i postawić przed sądem. A właściciele Śląska z pomocą zakazów stadionowych więcej ich na mecze nie wpuszczać. Nigdy.

Nie trzeba do tego wielkich środków i nakładów. Wystarczy odwaga. I deklaracja, po której jest się stronie. Są tylko dwie: po jednej stoją ludzie porządni, po drugiej ci, którzy krzyczą: "Jebać uchodźców".

Kilkaset tysięcy wyrzuconych w błoto: Zobacz ile Śląsk płaci za ekscesy kiboli

Czytaj więcej