Jarosław Fojut z Pogoni: Takie bramki były i będą, mam więc sporo pokory

Jeśli ten gol ma zmobilizować młodych adeptów futbolu do ciężkiej pracy na treningach, to bardzo bym się z tego ucieszył - podkreśla Jarosław Fojut. Stoper Pogoni Szczecin strzelił gola sezonu. Pokonał bramkarza Piasta strzałem z własnej połowy.
Jakub Lisowski: Czy jest już pan gotowy na wizyty w zakładach pracy, szkołach, na swoje nazwisko w Encyklopedii PWN-u?

Jarosław Fojut: Nie jestem, ale też nie ma co wyolbrzymiać. Tak naprawdę to była trzecia bramka zespołu, która po prostu dała nam więcej spokoju na ostatnie minuty meczu z Piastem. Nie ma teraz dla mnie znaczenia, czy ten gol był ładny czy brzydki, bo najważniejsze jest to, że po prostu wpadł. Pomógł wygrać, a więc mamy powody do radości, bo w końcu odczarowaliśmy ten stadion w tym sezonie. Próbowaliśmy w poprzednich meczach, ale mieliśmy mniej szczęścia. Z Piastem się udało, co było bardzo ważne dla nas, kibiców i tego miasta.

Nie będzie miło, jak kiedyś pan usłyszy chłopca grającego na podwórku, który krzyknie "strzeliłem jak Fojut"?

- Nie, bo wtedy nie będzie to już dla mnie miało większego znaczenia. Jeśli ten gol ma zmobilizować młodych adeptów futbolu do ciężkiej pracy na treningach, to bardzo bym się z tego ucieszył. Ale za kilka lat... W kronikach nie będą pisać - piękny czy brzydki. Po prostu gol.

I może jeszcze pan powie "kolejny gol w mojej karierze"?

- No bo tak jest, choć... jeden z nielicznych, które strzeliłem nogą. Większość bramek trafiałem z głowy, a teraz udał mi się ten strzał. Ale to naprawdę jest kolejny gol, więc i moja reakcja jest całkiem normalna. Sam wiem, że takie bramki już padły, padają i będą padać na boiskach całego świata. Może stąd jest ta moja pokora...

Pogrzebie pan trochę w internecie, by sprawdzić, kto strzelał gole z własnej połowy?

- Nie, na pewno nie. Wolę spędzać czas na odpoczynku z rodzinką.

Zwycięstwo z Piastem potrzebne było wam, by udowodnić sobie, że w Szczecinie potraficie wygrywać, a przy okazji, że gliwiczanie nie są tak mocni?

- Piast jest mocny i to pokazał w pierwszej połowie. Pierwsze 30 minut to zdecydowana ich przewaga, a z przekroju całego spotkania to zagrali niezły mecz. Nam dziś udało się strzelić więcej bramek, a przecież najważniejszym kryterium wyboru lepszego zawsze jest to, co jest w sieci. Byliśmy mocno zmotywowani przed tym spotkaniem, by faktycznie przerwać serię remisów w Szczecinie, a lider tylko mobilizował. Robiło na nas wrażenie to, że mieli już aż 6 zwycięstw. Ale my mieliśmy swoją serię nieprzegranych spotkań. Nam się udało i to jest sukces naszej drużyny, klubu, kibiców, którzy tak dobrze nas wspierali.

Kontynuujecie serię spotkań bez porażki w lidze, a przed wami wyjazd na boisko coraz lepiej grającej Termaliki.

- W tym momencie wolę sobie pocelebrować wygraną nad Piastem, niż zastanawiać się, co nas czeka w przyszły weekend. Na to będzie czas.

Wyrównanie tuż przed przerwą mocno wam pomogło w wywalczeniu trzech punktów?

- Tak, to prawda. Udało się wykorzystać stały fragment gry, bramkę strzelił Łukasz. Cieszył nas ten gol, ale cieszyła nas również gra Łukasza, który pracował na boisku i był bardzo skuteczny. Fajnie, że przełamał swoją krótką serię spotkań bez bramki w ekstraklasie. To jego gole były kluczowe - raz, że na 1:1 przed przerwą, a dwa, że na 2:1, co dawało nam pewien spokój w grze. I tak naprawdę to bramki Łukasza były dziś cenniejsze niż ten mój gol.

Łukasz Zwoliński zachował się jak rasowy napastnik - był tam, gdzie trzeba i trafiał, jak trzeba. Pan nie zachował się jak typowy obrońca, a nawet piłkarz. Strzelać z własnej połowy...

- Nic szczególnego. Przecież w tym sezonie już miałem takie próby, ale wtedy sędziowie pokazywali gwizdek i szanse na zaskoczenie przeciwnika bramkarzy były dużo mniejsze. Teraz się udało.

Trzeba być bardzo optymistycznie usposobionym na boisku, by podjąć taką próbę.

- Wiem, że potrafię kopnąć daleko, i nie boję się tego. To był mój cel. Widziałem, że Jakub Szmatuła wyszedł, a nawet trochę z boku się ustawił. Kopnąłem... udało się.

Idealnie, blisko poprzeczki, wielu innych, lepiej ustawionych bramkarzy miałoby problemy.

- Nie mam nic do dodania.