Zagłębie Sosnowiec. Artur Derbin: Masz problem? Podziel się nim podczas konferencji [WYWIAD]

- Tak sobie myślę, że ta przerwa jednak nam się przyda. Potem czekają nas ciężkie trzy tygodnie, w których będzie masę grania. Nie tylko w lidze, ale i w Pucharze Polski, na którym bardzo nam zależy - mówi Artur Derbin, trener Zagłębia Sosnowiec.
Kulisy sportowych wydarzeń na Śląsku. Dołącz do nas na Facebooku >>

Pierwszoligowiec ze Stadionu Ludowego nie zagra w niedzielę z Miedzią Legnica, gdyż rywal poprosił o przełożenie spotkania (na 29 września) z powodu powołań swoich graczy do reprezentacji narodowych.

Wojciech Todur: W ten weekend Zagłębie ma wolne. Decyzja na "plus" czy może jednak na "minus"?

Artur Derbin: - Na początku - gdy usłyszałem, że mecz będzie jednak przełożony - to ogarnęła mnie złość. Jesteśmy w dobrej dyspozycji, a Miedź jednak chyba na dobre nie wygrzebała się jeszcze z dołka. Wydawało się, że jesteśmy w dobrym momencie, żeby zagrać w Legnicy dobry i skuteczny mecz.

Życie napisało jednak inny scenariusz. Dzięki temu nie musimy się martwić tym, że w składzie zabraknie Jakuba Araka i Konrada Budka, którzy wyjechali na zgrupowanie młodzieżowej reprezentacji Polski. Czas na zaleczenie urazu zyska Martin Pribula, ale również i Dawid Ryndak, który po ostatnim spotkaniu z Pogonią Siedlce również nie jest w pełni sił.

Jak wykorzystujecie przerwę bez meczu?

- Przede wszystkim skupiamy się na pracy nad motoryką. Sparingu nie gramy. Było za mało czasu na znalezienie rywala. W zamian rozegramy tylko wewnętrzną gierkę. Tak sobie myślę, że ta przerwa jednak nam się przyda. Potem czekają nas ciężkie trzy tygodnie, w których będzie masa grania. Nie tylko w lidze, ale i w Pucharze Polski, na którym bardzo nam zależy. W tych najbliższych trzech tygodniach trudno będzie o realizację pełnych, przedmeczowych mikrocykli. No więc teraz mocniej popracujemy i powinno nam to wyjść na korzyść.

W tym tygodniu do zespołu dołączył Adrian Paluchowski, czyli nowy napastnik. Tymczasem po ostatnim spotkaniu z Pogonią Siedlce przesądził pan, że kolejnych transferów już nie będzie...

- Żartujemy w klubie, że jak jesteś pod ścianą, to nie ma jak podzielić się problemem podczas konferencji prasowej. Po takim wystąpieniu wszystko da się załatwić... A tak na poważnie, to wiedząc, że opuści nas Łukasz Tumicz, od dawna szukaliśmy zawodnika, który mógłby go zastąpić. Temat Paluchowskiego był wtedy aktualny, ale nikt nie miał pewności, że ten transfer jednak dojdzie do skutku. Udało się i mogę się z tego powodu tylko cieszyć. Zyskujemy jakość, zyskujemy rywalizację. A nasza siła ofensywna może tylko wzrosnąć, bo przecież wciąż na swoją szansę czeka wracający do formy po kontuzji Tomek Szatan.

Notujcie dobry start sezonu, ale przyzna Pan, że mogło być jeszcze lepiej. Krzysztof Markowski, wasz stoper, stwierdził, że w takich spotkaniach jak z Wisłą Płock, czy MKS-em Kluczbork zabrakło wam "wyrachowania". Zgodzi się pan z tym?

- Nie do końca. Gdy traci się bramkę w doliczonym czasie gry, tak jak to miało miejsce w Kluczborku, to zawsze jest duży niedosyt. Tylko czy to można nazwać brakiem boiskowej mądrości czy wyrachowania?

Przecież największe kluby i najlepsze reprezentacje też tracą bramki w ostatnich minutach spotkań. To jest właśnie piłka nożna. Wiosną minionego sezonu, to my - w meczu z Kluczborkiem - strzeliliśmy gola na wagę remisu w doliczonym czasie gry. Kto wie, czy gdyby nie tamto trafienie, to dziś gralibyśmy w pierwszej lidze? I to się będzie powtarzać. W tym stylu jeszcze wygramy i przegramy niejeden mecz.

Gdy myślę o meczu z Kluczborkiem, to raczej gdzie indziej szukam przyczyny straty punktów. Cofnęliśmy się, zmiany również nam nie pomogły. Osłabli nasi skrzydłowi. Dawid Ryndak i Martin Pribula to szybkościowcy, którzy nie zdążyli się wtedy do końca zregenerować po trudnym meczu z Arką Gdynią.



Ćwierkamy dla was o sporcie na Śląsku >>

Najlepszy transfer lata to: