Manolo Cadenas przed sezonem. "Wisłę stać na niespodzianki"

Przed rozpoczęciem przygotowań mówił pan, że celem jest co najmniej jeden tytuł: mistrzostwo lub Puchar Polski. Podtrzymuje pan te słowa? - Tak, bo mamy bardzo fajny młody zespół, który stać na wiele. Stworzyłem drużynę, która posiada wyższy poziom sportowy, niż pozwala mi na to budżet klubu - mówi trener piłkarzy ręcznych Orlen Wisły Manolo Cadenas.
W sobotę meczem z MMTS-em Kwidzyn (godz. 16) płoccy szczypiorniści zainaugurują sezon 2015/16. Tylko w tym roku rozegrają aż 26 spotkań (Superliga, Liga Mistrzów). Jak drużyna jest do nich przygotowana? Jak nowych graczy ocenia hiszpański szkoleniowiec Wisły?

Adam Małachowski: Strasznie długo musieliśmy czekać na skompletowanie kadry. Dlaczego?

Manolo Cadenas: Łatwo to wyjaśnić. Jeśli chcesz kupić coś dobrego w grudniu, ale jest to drogie i nie stać na to, musisz czekać, aż pojawi się tańsza oferta w styczniu lub nawet później. W takiej sytuacji jest nasz klub: musimy czekać na dobrych zawodników, którzy będą w granicach naszych możliwości finansowych. Nie mamy tylu pieniędzy, co najlepsze kluby świata, by kupować zawodników o każdej porze. Musimy wykorzystywać nadarzające się okazje. W ten sposób udało nam się ściągnąć do Płocka Dana Racoteę, Rodrigo Corralesa czy Dimę Żytnikowa. Transfer tego ostatniego uważam za wielki sukces Wisły, bo chciały go również inne kluby z najwyższej handballowej półki. A jednak wybrał Płock.

Czy planuje pan jeszcze wzmocnić skład?

- W tym momencie kadra zespołu jest zamknięta. Pozostajemy jednak czujni na rynku transferowym, musimy być przygotowani na ewentualne wzmocnienia w trakcie sezonu.

Po tym sezonie większości zawodników kończą się kontrakty. Ta sytuacja mocno destabilizuje zespół, szczególnie w drugiej części sezonu, kiedy ważą się losy tytułów, bo zawodnicy nie wiedzą, na czym stoją. Czy ta kwestia zostanie jeszcze w tym roku rozstrzygnięta?

- Większość zawodników na pewno będzie chciała kontynuować grę w Wiśle. I na tym poprzestańmy. Przed nami nowy sezon, sporo atrakcyjnych meczów do wygrania. Dla zawodników to najlepsza okazja, by się wykazać, powalczyć o nowe kontrakty.

Jest pan zadowolony z przygotowań?

- Jestem bardzo zadowolony. Czułem wielką satysfakcję, widząc, jak ciężko musieli pracować moi podopieczni. Mogę śmiało powiedzieć, że dali z siebie wszystko. To, co najtrudniej jest jednak osiągnąć, to dobry poziom gry. Nad tym musimy nadal pracować. Cały czas dążymy do tego, by lepiej organizować nasz atak. To wymaga czasu. Tym bardziej że w kadrze zaszły zmiany. Do zespołu dołączyli nowi gracze, m.in. wspomniany Żytnikow czy kołowy Marco Oneto. Są bardzo ważnymi ogniwami w drużynie. Wszystko ma funkcjonować wokół nich. Pracujemy nad tym, by ich współpraca na boisku wyglądała jak najlepiej. Po odejściu Kamila Syprzaka i Mariusza Jurkiewicza, którzy grali na wysokim poziomie, musimy dążyć do tego, by teraz było tak samo.

Na pierwszy mecz nie będzie miał pan jednak do dyspozycji wszystkich swoich graczy.

- Naszym problemem są kontuzje jeszcze z końcówki poprzedniego sezonu. Mateusz Piechowski będzie pauzował jeszcze przez sześć tygodni, nieco krócej potrwa przerwa w grze Zbyszka Kwiatkowskiego, który ma wrócić za dwa-trzy tygodnie. Czekamy również na Miljana Pusicę. Serb, choć już trenuje i grał w meczach sparingowych, to jednak nie jest jeszcze w pełni sił. Do tej pory chodzi na konsultacje ze specjalistami, którzy instruują go, jak ma postępować, by uraz się nie odnowił. Trudno przewidzieć, kiedy będzie gotowy do gry na 100 proc. I to jest naszym dużym zmartwieniem.

Jak wygląda sytuacja z Bartoszem Konitzem, który w poprzednim sezonie leczył bark?

- Jeszcze nie jest w swojej najwyższej formie. Myślę, że jak tylko rozpoczniemy ligowe zmagania, to z każdym kolejnym meczem będą widoczne wszystkie jego walory, które przekonały mnie, by zatrudnić go w Wiśle. Bartek dysponuje dużym doświadczeniem, dobrym rzutem z drugiej linii. Potrafi grać zespołowo.

Który z nowo pozyskanych zawodników najlepiej wprowadził się do drużyny?

- Rosjanin Żytnikow, który już pokazał wielkie zdolności. Ma niesamowitą umiejętność czytania gry, dużo widzi na boisku, potrafi też bronić i do tego jest bardzo skromnym i sympatycznym człowiekiem. Według mnie jest przyszłością europejskiej piłki ręcznej, ma przed sobą wielką karierę. Kołowy Oneto dołączył do zespołu najpóźniej. Leczył też niegroźny uraz, który wykluczył go z części przygotowań. Ale to doświadczony zawodnik, który w przeszłości występował m.in. w Barcelonie. Szybko nadrobi wszelkie zaległości. W Płocku jest świetna atmosfera do uprawiania piłki ręcznej. Jestem pewien, że da z siebie wszystko.

W środę po raz pierwszy z Wisłą trenował chorwacki rozgrywający Marko Tarabochia. Jak wypadł?

- Pokazał, że jest dobrze przygotowany fizycznie. Myślę, że będzie w stanie pomóc nam na środku rozegrania w kreowaniu gry zespołu. W swoim poprzednim klubie, Azotach Puławy, prezentował wysoki poziom, zdobywał dużo bramek. Myślę, że w Płocku jeszcze się rozwinie.

Powiedział pan, że Marko Tarabochia jest dobrze przygotowany fizycznie. Od przeszło trzech miesięcy zawodnik szukał klubu. Gdzie trenował?

- Ćwiczył w Zagrzebiu. Przeszedł tam cały cykl przygotowawczy z drużyną występującą w najwyższej klasie rozgrywkowej w Chorwacji.

Nie żałuje pan, że nie zatrzymał w Wiśle Aleksandra Tioumentseva?

- On dostał bardzo dobrą ofertę z Meshkova Brześć. Ten klub zaproponował mu umowę na dwa lata, czyli taką, jaką chciał. Ja mogłem mu zaoferować jedynie roczny kontrakt. Dlatego się rozstaliśmy. Teraz całą odpowiedzialność za prowadzenie gry w Wiśle przejmuje Żytnikow.

Jest szansa, że Carlos Ruesga zagra dla Orlen Wisły?

- Czeka go długi powrót do zdrowia. Ale nadal jesteśmy nim zainteresowani, w pewnym momencie może okazać się dla nas bardzo przydatny.

Przed startem przygotowań mówił pan, że w tym sezonie celem jest wywalczenie co najmniej jednego tytułu: mistrzostwa lub Pucharu Polski. Podtrzymuje pan te słowa?

- Tak, bo mamy bardzo fajny młody zespół, który stać na bardzo wiele. Stworzyłem drużynę, która posiada większy poziom sportowy, niż pozwala mi na to budżet klubu. Wisła będzie grała jeszcze lepiej niż w poprzednim sezonie. Zawodnicy są głodni sukcesów. Uważam, że mamy dobry zespół.

W Lidze Mistrzów Wisła zmierzy się z piekielnie mocnymi ekipami, m.in. Veszprem, PSG, Kiel, Flensburg. W polskiej Superlidze czeka odwieczny rywal z Kielc...

- Wierzę, że z tymi wszystkimi rywalami uda nam się nawiązać wyrównaną walkę. Nie tak dawno udowodniliśmy, że w starciach z Barceloną, Veszprem, Vardarem czy Flensburgiem umiemy walczyć i wygrywać. Tym razem też postaramy się o niespodzianki.

Jeszcze raz podkreślam: czeka nas interesujący, ale i wyczerpujący sezon. Chcemy być lepsi niż do tej pory, ciężko na to pracujemy. Potrzebujemy jednak wielkiego wsparcia fanów, którzy nieraz pokazali, że potrafią stworzyć na naszych meczach wspaniałą atmosferę. Razem możemy być najlepsi.