Sport.pl

Hokej. Wojciech Matczak: Potrzeba bodźców, żeby nasz hokej wyrwał się z marazmu [WYWIAD]

Rozpoczyna się walka o hokejowe mistrzostwo Polski i Ligę Mistrzów. - Dokonała się w Tychach zmiana pokoleniowa. Odeszło wielu doświadczonych graczy - mówi Wojciech Matczak trener i menedżer GKS-u Tychy, który będzie bronił mistrzowskiego tytułu. 
Hokeiści wracają do gry. Pierwsza kolejka ekstraligi zostanie rozegrana w niedzielę, ale wcześniej - bo już w piątek -w Tychach odbędzie się mecz o Superpuchar Polski, gdy rywalem GKS-u będzie Cracovia (g.18).

Nasz region reprezentują w elicie również: JKH GKS Jastrzębie, Polonia Bytom, Naprzód Janów, Zagłębie Sosnowiec oraz SMS Sosnowiec. SMS zajął miejsce HC GKS-u Katowice, który wycofał się z ligi z powodu problemów finansowych. W pierwszej kolejce zagrają: SMS z GKS-em Tychy, JKH z Nestą Toruń, Sanok z Polonią, Unia Oświęcim z Orlikiem Opole, Podhale z Zagłębiem oraz Cracovia z Naprzodem.

Wojciech Todur: Jaki mistrz Polski wróci na lód?

Wojciech Matczak: - Mam nadzieję, że mocniejszy. Nie da się ukryć, że dokonała się w Tychach zmiana pokoleniowa. Odeszło wielu doświadczonych graczy. Nie ma już z nami chociażby Adriana Parzyszka, czy Arkadiusza Sobeckiego, którzy zdobywali z GKS-em po dwa tytuły mistrza Polski. Jest za to młoda, świeża krew. Trzon drużyny pozostał, a wierzę, że z nim jakość i styl.

Odejście takich graczy, jak Parzyszek, czy Sobecki to koniec pewnej epoki. Nie ma już GKS-u, który jeszcze pan prowadził do mistrzostwa Polski.

- Tego GKS-u nie ma od dawna. Sport ma to do siebie, że tu nic nie jest dane raz i na zawsze. Zegar bije. Nikt z nas młodszy już nie będzie. Nie ma więc co oglądać się za siebie, tylko budować nowe.

Inne są też realia, w jakich działa GKS. Dziesięć lat temu organizacja klubu była na zdecydowanie słabszym poziomie.

W waszym wypadku obrona mistrzowskiego tytułu to poniekąd obowiązek. Tyle, że w najbliższych miesiącach stawka będzie większa. Złoto ma też bowiem dać przepustkę do gry w Lidze Mistrzów.

- Ma dać... ale czy da? Są czynione takie starania, żeby mistrz Polski dołączył do grona najsilniejszych drużyn w Europie. Nasz najlepszy zespół ma otrzymać dziką kartę na udział w tych rozgrywkach.

Jeżeli tak się stanie - a mocno na to liczymy - będzie to z pożytkiem dla całej dyscypliny. Polski hokej potrzebuje takich bodźców, żeby wyrwać się z marazmu, w którym tkwi od lat. My na razie żyjemy startem w Pucharze Kontynentalnym. W tych rozgrywkach też chcemy wygrywać.

A liga jak się panu podoba? Znowu do końca nie było wiadomo, ile drużyn w niej zagra. Dopiero tuż przed startem zatwierdzono terminarz...

- Smutne to, ale mam wrażenie, że wszyscy już się na taką prowizorkę uodpornili. Był czas, gdy działacze kilku klubów chcieli to zmienić. Chcieli normalności. Paru buntowników jeszcze zostało. Może naliczyłbym ze cztery kluby... To jednak za mało, żeby wyważyć drzwi do normalności. Szczerze? Mnie to już czasem ogarnia bezsilność. Skoro większość nie chce, to po co to zmieniać? Za rok znowu wybory we władzach związku. Może wtedy się uda.

Na ŚLĄSK.SPORT.PL piszemy także o hokeju. Sprawdź na Facebooku >>

Co pana irytuje najbardziej?

- Budowę nowego zespołu w Tychach rozpoczęliśmy trzy, cztery dni po zdobyciu mistrzostwa Polski. Chcieliśmy wtedy wiedzieć, jakimi prawami będzie rządziła się liga w nadchodzących rozgrywkach, czy zmieni się limit liczby obcokrajowców, ile drużyn zagra w ekstralidze... Te pytania długo pozostawały bez odpowiedzi. Zdecydowanie za długo! A to nie były przecież żadne fanaberię, a absolutna podstawa. Teraz szykujemy się na inauguracji. Już wiemy, że w pierwszej kolejce zagramy z SMS-em Sosnowiec, który w trybie awaryjnym został dokooptowany do elity. Do meczu zostały cztery dni. To chyba dobry czas, żeby do Tychów dotarło pismo z informacją, gdzie gramy - bo to wcale nie jest takie pewne - i o której gramy. Taka sytuacja, jak teraz, jest nie do przyjęcia!

Podoba się panu w ogóle pomysł, żeby w lidze ogrywała się młodzieżowa reprezentacja Polski?

- To nie jest nowy pomysł. Pamiętam, że pierwszy raz rozmawialiśmy o nim na poważnie dwa lata temu. Prezesem związku był wtedy Piotr Hałasik, a do spotkania prezesów klubów doszło w Sosnowcu. Zaproponowano, żeby SMS dokooptować do esktraligi. Prezes Hałaskik stwierdził, że to złe rozwiązanie, bo szkoleniowo nic to nie da, a ten zespół jest za słaby na taką rywalizację. Argumentował, żeby chłopcy spokojnie pracowali we własnym gronie i budowali formę na mistrzostwa świata. Minęło kilka miesięcy i znowu się spotkaliśmy. Prezes Hałasik zabrał głos: "Jaka szkoda, że SMS jednak nie gra w lidze". Ręce mi wtedy opadły, bo jednak naiwnie sądziłem, że spotykamy się w gronie rozsądnych ludzi. To też pokazuje, jak działa związek. Często niezbyt racjonalnie, ale za to pod wpływem emocji. A tak nie można.

SMS ma stać siłą klubów, które będą oddawać mu zawodników. Czy GKS ma dziś takich graczy? Często zarzuca się wam, że nie potraficie wychowywać zawodników na miarę ekstraligi.

- Tak, jest ich za mało. Czuję z tego powodu niedosyt. Kilka lat temu próbowaliśmy to zmienić. Zaprosiliśmy latem - w czasie przygotowań do sezonu - do pracy z pierwszą drużyna bodaj dziewięciu wychowanków.

Nie przebili się. Okazało się, że nie pracują tak, jak tego od nich oczekiwaliśmy. Zadowolił ich sam fakt, że dostali się do pierwszej drużyny. To nie jest tylko problem GKS-u. Nie chcę nikomu wypominać wieku, ale jeżeli w lidze wciąż nie brakuje graczy dobijających do 40-tki i starszych, to przecież czytelny sygnał, że młodzieży nie ma. A już na pewno nie ma jej tyle, żeby ławą wypierała bardziej doświadczonych graczy.

Problemem jest, że hokej przestał być sportem masowym. Teraz każde dziecko na treningu jest na wagę złota.

- To prawda. Pamiętam moje pierwsze treningi w Tychach. W grupie naborowej była nas setka. To była tzw. "grupa cywili". Polegało to na tym, że każdy wychodził na lód i trenował w tym co miał. Spodnie od garnituru, dżinsy. Co tam komu rano założyła na tyłek mama. Łyżwy też byle jakie. Do tego jakieś zimowe rękawiczki. Kręciliśmy się po lodzie, a trenerzy patrzyli i wybierali. Zostawało nas potem sześćdziesięciu, a selekcja trwała dalej, aż do wyłonienia docelowej grupy treningowej. Dopiero wtedy szło się do magazynu po sprzęt. Tylko co to był za sprzęt! Odpady, których dziś nikt by na siebie nie założył. Dostałem spodnie na 180 centymetrów wzrostu, gdy sam miałem metr trzydzieści. No, ale w czym problem? Mama przerobiła. Nic nie było problemem, bo każdy chciał. Z tej setki do ligi dochodziło ledwie kilku, ale poziom był dzięki temu wyższy.

Wróćmy na koniec do ligi. Faworyci są znani - to GKS Tychy i Cracovia. Dla kogo jeszcze rezerwuje pan miejsca w lepszej szóstce?

- Sanok na razie formą nie zachwyca, ale powinien być mocny. Podhale Nowy Targ, Jastrzębie... Potem stawka się wyrówna, a odstawać będzie SMS.

W lidze nie zagra GKS Katowice. Będzie go brakowało?

- Tak, bo to hokejowa marka. Będzie jednak brakować klubu, który ściągała na trybuny komplety kibiców i walczył kiedyś o mistrzostwo Polski, ale już nie zespołu, który w minionym sezonie był pośmiewiskiem ligi. Liczę, że ten mocny GKS szybko wróci. A może liga już zawita do Katowic? Bo słyszy się, że SMS może rozgrywać mecze właśnie w małej hali Spodka. 

Więcej o: