Ekspert o polskiej ekstraklasie: To piłkarskie gwiazdy przyciągają kibiców na stadiony

W polskiej lidze brakuje gwiazd, które przyciągałyby kibiców. Fani muszą mieć mocny powód, aby zamiast oglądać mecz przed telewizorem, pójść na stadion - mówi Maciej Murawski, ekspert piłkarski platformy nc+
Znajdź nas na Facebook'u | Ćwierkamy też na Twitterze


Dawid Antecki: Łatwiej skreślić "szóstkę" w lotka, niż wytypować wyniki spotkań w tym sezonie ekstraklasy.

Maciej Murawski: Możemy się tylko cieszyć, że rywalizacja stała się taka nieprzewidywalna. Liga jest wyrównana, a mecze nie toczą się już do jednej bramki. Każdy może wygrać z każdym. To niecodzienna sytuacja, gdy np. drużyna debiutująca w ekstraklasie potrafi tak dobrze zagrać przeciwko mistrzowi Polski, a tak było podczas niedawnego pojedynku Termaliki z Lechem. Jest też druga strona medalu. W naszych rozgrywkach nie ma już tak mocnych zespołów, jakimi przed laty były np. Wisła Kraków albo Widzew Łódź. Poza tym, że drżała przed nimi cała liga, zaskakiwali też w Europie. Ale polska liga od kilku sezonów zalicza regularny progres. Przecież w tym sezonie już dwie nasze drużyny rywalizują w fazie grupowej Ligi Europy. To powód do optymizmu

A w Lidze Mistrzów klubu z Polski nie było już od 20 lat.

- I nie ma nas znowu, czyli nie powinniśmy być aż tak bardzo zaskoczeni. Wiele krajów ma problemy w klubowej piłce. Wystarczy spojrzeć, co dzieje się w Anglii. Ligowy średniak potrafi pokonać naszpikowanego megagwiazdami mistrza kraju. Premier League też jest wyrównana, a wielu mówi, że to najlepsza liga świata. Tymczasem angielskie drużyny od kilku lat nie radzą sobie w europejskich pucharach. Ostatni raz Anglicy triumfowali w Lidze Mistrzów w 2012 roku, kiedy wygrała Chelsea.

Tylko w ostatnich pięciu latach w fazie Ligi Mistrzów rywalizowały kluby z tak egzotycznych piłkarsko państw jak Kazachstan czy Białoruś.

- Wszyscy przecierali oczy ze zdumienia, gdy parę sezonów temu do Ligi Mistrzów awansowało białoruskie BATE Borysów. W tym roku wielu nie dowierzało w sukces kazachskiego FC Astana. Każdy z tych przypadków trzeba jednak traktować indywidualnie. BATE sprawiło sensację, gdy awansowało do Ligi Mistrzów pierwszy raz. Teraz nikogo już to nie dziwi, bo Białorusini są doświadczeni w tych rozgrywkach. Zespół z Kazachstanu ma duży budżet i może pozwolić sobie na sprowadzenie kilku niezłych graczy.

Przede wszystkim jednak liga kazachska i białoruska są dużo słabsze niż polska ekstraklasa. BATE i Astana mogą pozwolić sobie na dużą rotację w składzie, bo nawet w rezerwowym zespole będą jedną z czołowych ekip w kraju. W Polsce poziom wyrównał się tak bardzo, że Legia i Lech mają problemy z wygrywaniem bez podstawowych graczy.

Tak słabego mistrza w ekstraklasie nie było dawno.

- Lech ma duży problem i ciężko będzie mu wrócić w lidze do zwycięskiej serii. Poznaniacy z każdym kolejnym słabym wynikiem wpadają w jeszcze większy dołek. Problemem Lecha będą europejskie puchary - drużyna awansowała do fazy grupowej i przez dwa miesiące będzie grała co trzy dni. O ile zespół Legii jest już przyzwyczajony do takiej sytuacji, bo w miarę regularnie piłkarze stołecznej drużyny grają w fazie grupowej Ligi Europy, o tyle Lech tego etapu rozgrywek nie doświadczył już dawno.

Dziś mistrza nie boi się już nikt. Rywale przygotowania na mecze przeciwko Legii i Lechowi rozpoczynają od sprawdzenia terminarza, czy nie grają w tygodniu w pucharach.

Liderem ligi po kilku kolejkach jest Piast Gliwice. To nie najlepiej świadczy o poziomie naszej ligi.

- Rewelacyjne wyniki gliwiczan to nie przypadek. Wielka w tym zasługa trenera Radoslava Latala. Czech grał przez wiele lat na wysokim poziomie w Niemczech. Mocno czerpie z zachodnich wzorców.

W Śląsku Marco Paixao był gwiazdą, w Sparcie Praga grzeje ławę. Trudna sytuacja portugalskiego snajpera

Czytaj więcej

Stanislav Levy też wzorował się na Bundeslidze, ale w Śląsku zawiódł.

- Trener Latal trafił na grupę piłkarzy gotowych do ciężkiej pracy. Piast miał bardzo intensywny okres przygotowania. Już widać efekty, a przewiduję, że gliwicki zespół jeszcze długo będzie ciągnął na dobrej motoryce. Podoba mi się, że Piast nie czeka na to, co zrobi rywal. Imponująca jest też elastyczność taktyczna. Zachowując proporcję, Piast w pewnym elemencie gry przypomina Bayern Guardioli. Zespół z Gliwic podobnie jak bawarczycy potrafi w trakcie meczu grać w różnym systemie, sprawiając sporo problemów przeciwnikowi.

Jak na tle ligi wypada Śląsk?

- Gra Śląska może się podobać, ale do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, bo zespół za trenera Pawłowskiego gra widowiskowo i ofensywnie. Nie znaczy to jednak, że Śląsk nie ma problemów. Największym z nich jest skuteczność. Śląsk potrafił stworzyć sobie ponad 20 strzeleckich okazji, a wykorzystywać jedną, jak z Podbeskidziem.

Wielu wytykanie błędów Śląska rozpoczyna od defensywy. Obrona wrocławian ma atakować wysoko, a tego typu gra jest bardzo trudna. Często słychać głosy krytyki wobec obrony Bayernu. Tymczasem monachijczycy mają bardzo dobrą defensywę, ale sposób gry zespołu Guardioli sprawia, że obrońcy mają maksymalnie utrudnione zadanie. Podobną sytuację obserwuję w Śląsku.

Śląsk marzy o kolejnym awansie do pucharów, a sprzedaje jednego z najlepszych piłkarzy i nie ma zastępcy.

- Śląsk sprzedażą Picha skomplikował sobie sytuację. Słowak wspólnie z Flavio Paixao był gwarancją goli i asyst. Wrocławianie, chcąc walczyć o europejskie puchary, muszą się wzmacniać, a nie osłabiać. Kontrakt Picha powinien być już dawno przedłużony, a nakłonić wrocławian do sprzedaży swojej gwiazdy mogłaby wtedy wyłącznie bardzo wysoka oferta. Odpowiedzialność za zdobywanie bramek w Śląsku może przejąć Kamil Biliński. To piłkarz, z którego klub będzie miał wiele pożytku, ale zanim to nastąpi, może minąć jeszcze trochę czasu.

Co musi się zmienić w polskiej piłce, by była atrakcyjniejsza?

- Polska liga zmierza w dobrym kierunku, ale jest jeszcze wiele elementów do poprawy. Kluby narzekają na fatalną frekwencję i przypadek Śląska z poprzedniego sezonu pokazał, że kibiców w Polsce nie przekonują nawet dobre wyniki. Drużyna trenera Pawłowskiego w pewnym momencie sezonu była liderem rozgrywek, a liczba kibiców na stadionie we Wrocławiu nie powalała.

W naszej lidze brakuje gwiazd, które przyciągałyby kibiców. Dziś każdy z nas ma dostęp do najlepszych lig na świecie czy Ligi Mistrzów. Sympatycy futbolu muszą mieć mocny powód, by oglądanie spotkań przed telewizorem zamienić na wyjście na stadion. Może warto pójść tropem Amerykanów, którzy do MLS ściągnęli wielu znakomitych piłkarzy znanych w USA tylko z telewizji.

Nikt w Polsce nie oczekuje sprowadzania graczy na miarę Pirlo, Lamparda czy Gerrarda. Przypadek Danijela Ljuboi pokazuje, że polski kibic jest ciekawy gwiazd, które prezentują wyższy poziom. Na Ljuboję grającego w Legii przychodziło nie tylko mnóstwo kibiców ze stolicy. Serb przyciągał fanów nawet na mecze w innych miastach.

Rasizm w centrum Wrocławia: Kibole zorganizowali międzynarodowy turniej przeciwko uchodźcom z Syrii

Czytaj więcej