Czy Lech Poznań da radę grać co trzy dni? "Najlepsi grają i do tego trzeba dążyć" [ROZMOWA]

- Trener musi dbać o to, że żeby zawodnicy, którzy są przemęczeni, nie wychodzili na boisko, bo wtedy nie są w stanie nic dobrego dać drużynie, a ich forma tylko się pogarsza - mówi dr Jakub Kryściak, fizjolog AWF w Poznaniu i kliniki Rehasport. Rozmawiamy z nim o tym, czy to mit, że Lech Poznań nie jest w stanie grać na odpowiednim poziomie dwóch meczów w tygodniu.


Lech Poznań nie jest przygotowany do gry co trzy dni, nie da rady. Czy to prawda? - postanowiliśmy zapytać fizjologa sportu. Na nasze pytania odpowiada dr Jakub Kryściak.

Maciej Łuczak: Czy zawodnicy polskiej ligi są gotowi do tego, aby grać mecze dwa razy w tygodniu?

Jakub Kryściak: Tego nie da się tak jednoznacznie określić. Każdego piłkarza należy rozpatrywać indywidualnie. W polskiej lidze grają zarówno zawodnicy, którzy dadzą radę rozgrywać mecze co kilka dni, jak i ci, którzy są do tego nieprzygotowani.

Co zatem decyduje o tym, czy piłkarz jest gotowy?

- Predyspozycje genetyczne oraz to, co wypracował przez wiele lat w treningu. Ważne jest też to, o jak długim okresie mówimy - nie da się wypracować, a przede wszystkim utrwalić wydolności długotrwałej zawodnika w ciągu jednego okresu przygotowawczego. To są lata pracy. W najlepszych zachodnich ligach nie ma zresztą czegoś takiego jak typowy okres przygotowawczy. Tam zawodnik praktycznie cały czas jest w cyklu meczowym, nie ma najpierw roztrenowania, a następnie przygotowań. Pracuje się głównie nad jego zdolnościami specjalnymi, tzn. wytrzymałością szybkościową i siłową, a dużo mniej uwagi poświęca wydolności ogólnej. Uznaje się po prostu, że jest ona na wysokim poziomie u każdego zawodnika.

Dlaczego więc polscy zawodnicy nie dorównują kondycyjnie tym z lig zachodnich?

- Największe błędy popełniane są u nas u najmłodszych. Wtedy wszystkie cechy kształtują się u człowieka w sposób naturalny i to jest najlepszy moment, aby nad nimi pracować. Później można oczywiście je doskonalić, natomiast efekty nie będą już tak dobre i długotrwałe. My zbyt szybko oczekujemy od trenera młodzieży wyników. Szybko wchodzimy w trening specjalny, zapominając o przygotowaniu ogólnym. To przynosi efekty w wieku juniorskim, ale nie przekłada się na rozwój zawodnika w dalszej perspektywie. Wielką nadzieją są akademie piłkarskie tworzone przez takie kluby jak Lech czy Legia. One mają plan, jak na poszczególnych etapach rozwoju powinno się pracować z młodym kandydatem na piłkarza. To powinno przynieść dobre efekty również dla wydolności późniejszych zawodników, bo przecież tak naprawdę my niczym nie różnimy się od Holendrów czy Niemców, startujemy z tego samego poziomu. Nie można na pewno powiedzieć, że polscy piłkarze trenują za mało, oni często po prostu trenują niewłaściwie.

Piłkarze i trenerzy narzekają na mecze co 3-4 dni, podczas gdy przedstawiciele innych dyscyplin, jak np. tenis czy koszykówka, grają często codziennie.

- Nie możemy porównywać wysiłku tenisisty, koszykarza czy siatkarza do meczu piłkarskiego. Co prawda, jeżeli chodzi o czas spędzony na boisku czy korcie, często wygląda to podobnie, ale tenis koszykówka czy siatkówka to dyscypliny szybkościowo-siłowe. Niewiele jest w nich elementów wytrzymałościowych. Akcje trwają tam kilka sekund, a następnie jest chwila na odpoczynek. W piłce nożnej mamy do czynienia z wysiłkami dłuższymi - wytrzymałościowo-szybkościowymi czy siłowym. Piłkarze często przebiegają w sprincie po 30-40 metrów, następuje chwila przerwy i za moment ponownie w szybkim tempie pokonują kilkudziesięciometrowy odcinek. To doprowadza do zdecydowanie większego zmęczenia. W koszykówce czy tenisie zmęczenie mija dużo szybciej. Natomiast w piłce nożnej pełen okres regeneracji trwa od dwóch do czterech dób. Kiedy więc gramy dwa mecze w tygodniu, brakuje czasu. Przez pierwszy czy drugi tydzień nie widać jeszcze większych problemów, ale w momencie, gdy mecze się nawarstwiają, to zmęczenie się kumuluje i dochodzi do przetrenowania.

Co wtedy dzieje się z organizmem?

- W czasie meczu zawodnik wykonuje całą masę przyspieszeń, zatrzymań, wślizgów, sprintów ze zmianą kierunku, wyskoków i kopnięć. To oznacza sporo skurczów ekscentrycznych, a to z kolei sprawia, że w mięśniach dochodzi do mikrouszkodzeń zarówno białek strukturalnych, jak i kurczliwych, stanów zapalnych i obrzęków. Do tego dochodzi zmęczenie układu nerwowego, wyczerpanie glikogenu mięśniowego, który jest podstawowym zapasem energetycznym. Po meczu w ramach regeneracji można stosować nawodnienie, suplementację węglowodanową i białkową, zimne kąpiele, odpowiednio długi sen, masaże, strój kompresyjny itd., ale nawet przy najlepszej odnowie biologicznej odpoczynek po meczu musi trwać odpowiednio długo.

Co najbardziej utrudnia taką regenerację?

- Zdecydowanie podróże. Jedną z najważniejszych składowych pomeczowego wypoczynku zawodnika jest sen. Jeżeli drużyna wraca z meczu w nocy, to piłkarz nie ma jak się dobrze wyspać, przez co jego regeneracja opóźnia się i trwa np. o jeden dzień dłużej.

Czy zatem da się w krótkim czasie jakoś przygotować piłkarza do takiego natłoku meczów?

- Nie. W tej chwili zawodnicy muszą bazować na tym, co wypracowali wcześniej. Najważniejsze w takiej sytuacji jest odpowiednie przygotowanie wypoczynku po meczu. To zadanie dla całego sztabu trenerskiego i medycznego, który opiekuje się piłkarzami. A druga rzecz to mądre rotowanie składem przez trenera. Tak żeby zawodnicy, którzy są przemęczeni, nie wychodzili na boisko, bo wtedy nie są w stanie nic dobrego dać drużynie, a ich forma tylko się pogarsza.

W ostatnich tygodniach w Lechu pojawiło się wiele kontuzji. Sztab szkoleniowy wskazywał jednak na to, że większość z nich to urazy mechaniczne, a nie mięśniowe. Czy jednak również takie urazy mogą być związane ze złym przygotowaniem?

- Według statystyk najwięcej kontuzji kontaktowych, jak i bez kontaktu z przeciwnikiem ma miejsce pod koniec pierwszej i drugiej połowy, czyli wtedy, gdy zawodnik jest najbardziej zmęczony. Dlatego przeładowany kalendarz lub ewentualne złe przygotowanie fizyczne może mieć wpływ na to, że w zespole jest duża liczba piłkarzy z kłopotami ze zdrowiem.

Którzy piłkarze są najbardziej narażeni na przemęczenie?

- Przede wszystkim zawodnicy, którzy wykonują największą pracę na boisku, czyli pomocnicy oraz boczni obrońcy. Aczkolwiek nie można również zapominać np. o środkowych defensorach, którzy w czasie meczu mają bardzo dużo walki siłowej, wślizgów i najwięcej razy wyskakują do główek. Tak naprawdę więc poza bramkarzem praktycznie wszyscy piłkarze są równo narażeni na zmęczenie.

Czy granie dwa razy w tygodniu jest groźne także dla psychiki?

- Oczywiście, istnieje takie coś jak zmęczenie mentalne zawodnika. Wiele zależy od tego, jaka jest atmosfera w klubie, jakie są relacje pomiędzy piłkarzami, czy wygrywamy, czy przegrywamy. Praca piłkarza to nie tylko ciągły stres fizyczny, ale także ciągłe oczekiwania dobrych wyników, ciągła presja. Do stresu fizycznego dochodzi więc bardzo duży stres psychiczny. Taka ciągła presja i napięcie wcześniej czy później muszą negatywnie wpłynąć na różne aspekty psychiki zawodnika. Wielu zawodników zaczyna mieć problemy z koncentracją, motywacją czy samooceną. To naprawdę nie są takie proste zagadnienia.

Trener Maciej Skorża często podkreśla, jaki problem stwarza dla niego tak napięty terminarz. Czy przez to, że tak często podnosi tę kwestię, nie sprawia, że w głowach zawodników ten problem dodatkowo urasta?

- Nie można tego marginalizować i lekceważyć, ale nie można go też demonizować. Wszystkie najlepsze drużyny na świecie grają co trzy, cztery dni i do tego powinno się też dążyć w Polsce. Oczywiście częste powtarzanie, że mamy problem z zagraniem dwóch meczów w tygodniu, może prowadzić do tego, że ta sprawa w głowach zawodników jeszcze bardziej urośnie.

Czy jeżeli np. za rok Lech Poznań ponownie będzie rozgrywał tak dużo liczbę meczów, to czy piłkarze lepiej to zniosą?

- Jeżeli w tym sezonie zawodnicy nie nabawią się poważnych kontuzji i nie będą przemęczeni, to na pewno im to pomoże. Ich organizmy przyzwyczają się do takiego wysiłku, dodatkowo dojdzie doświadczenie, jak należy postępować w sytuacjach takiego nagromadzenia meczów. Można powiedzieć, że to, co Lecha teraz nie zabije, to na pewno wzmocni go w przyszłości.