Artur Szalpuk: Do Japonii lecimy po awans na igrzyska!

Przed wylotem reprezentacji Polski w siatkówce mężczyzn do Japonii, gdzie niebawem rozpocznie się Puchar Świata, Artur Szalpuk na krótko zawitał do Radomia. Przypomnijmy, że od sezonu 2015/2016 siatkarz będzie reprezentował Cerrad Czarnych Radom.
Młody przyjmujący przebojem wdziera się na siatkarskie salony. Wakacje, a co za tym idzie sezon reprezentacyjny jest dla zawodnika radomskiego przedstawiciela w PlusLidze bogaty w wydarzenia. Z kadrą B wystąpił na Igrzyskach Europejskich w Baku, gdzie zespół trenera Andrzeja Kowala zajął czwarte miejsce. Potem przyszło powołanie od Stephane Antigi do pierwszej reprezentacji na Ligę Światową. Swoją postawą zapracował na wyjazd na Puchar Świata do Japonii. Przypomnijmy, że turniej w kraju Kwitnącej Wiśni to najważniejsza impreza sezonu. Dwie najlepsze ekipy (w PŚ wystartuje 12 zespołów) zapewnią sobie udział w przyszłorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Warto dodać, że Artur Szalpuk jest pierwszym od blisko 15 lat siatkarzem, który jako reprezentant radomskiego klubu wystąpi w rozgrywkach Pucharu Świata.

Rozmowa z Arturem Szalpukiem, przyjmującym Cerradu Czarnych

Puchar Świata w Japonii to najważniejsza impreza w tegorocznym kalendarzu reprezentacyjnym. Czy jesteście na tyle mocni, żeby przywieźć z tego turnieju przepustki na igrzyska w Brazylii?

- Nie będę ukrywał, że po to tam lecimy. To jest nasz cel, ale jak to w sporcie bywa niczego nie możemy być pewni. Rywale też po to tam jadą. Na pewno będziemy do gry świetnie przygotowani. Jeśli będziemy pokazywać swoje możliwości i umiejętności to wygrane przyjdą.

To będzie wyczerpująca impreza, bo do rozegrania jest 11 meczów. Jak się zatem czujesz fizycznie?

- Mam 20 lat, jestem młodym zawodnikiem i to dopiero mój trzeci sezon w seniorskiej siatkówce. W poprzednie wakacje zamiast grać i trenować leczyłem kontuzję. W tym roku, odpukać, urazy mnie omijają. Czuję się mocny fizycznie i nie mam powodów myśleć, że nie wytrzymam kondycyjnie. Owszem tegoroczny sezon reprezentacyjny jest ciężki, są jakieś drobne przemęczenia, ale generalnie wszystko jest w porządku. Przy okazji powiem, że ja cały czas jestem głodny siatkówki.

Kadra juniorów, kadra B trenera Kowala, a teraz jesteś już w pierwszej reprezentacji Stephane Antigi. Przyznasz, że tempo Twoich awansów w hierarchii siatkarskiej jest imponujące.

- Moja przygoda z pierwszą reprezentacją zaczęła się jeszcze w Baku [podczas tegorocznych Igrzysk Europejskich - przyp. red]. W trakcie tego turnieju zadzwonił trener Antiga i poinformował, że zaraz po przylocie do kraju mam się stawić w Krakowie na Lidze Światowej. Tak naprawdę nie miałem czasu na przepakowanie, ale to nie było ważne. Stawiłem się i jak widać, jestem w tej kadrze na dłużej. Oczywiście nie ma mowy o tym, że jestem jakąś gwiazdą. Ja się tak nie czuję. Po prostu jestem częścią tej drużyny i chcę dawać jej jak najwięcej. Liczy się zespół, drużyna. Każdy siatkarz jest potrzebny i tak samo ważny. Czy to w klubie, czy reprezentacji. Jeśli chodzi o kadrę to na razie moje miejsce jest takie, a nie inne. Ale spokojnie, w Czarnych też będę musiał wywalczyć sobie miejsce w składzie. To normalne w sporcie zespołowym.

Wspomniałeś o klubowym zespole Cerradu Czarnych. Dlaczego zdecydowałeś się na przenosiny z Politechniki Warszawskiej?

- Przyszedł taki moment w mojej karierze sportowej, że trzeba było pomyśleć o zmianie otoczenia. Oferta z Czarnych była konkretna. Nie ukrywam, że liczę na rozwój indywidualny pod okiem trenera Raula Lozano. Jeśli chodzi o zespół to trudno w tej chwili mówić konkretnie o celach sportowych, ale gdybyśmy znaleźli się w pierwszej ósemce to byłby to dobry wynik.

Koledzy z kadry juniorów szykują się do mistrzostw świata w Meksyku. Żal było opuszczać młodzieżową reprezentację?

- Przede wszystkim żałuję, że te dwie imprezy czyli Puchar Świata w Japonii i mistrzostwa świata juniorów w Meksyku są w tym samym czasie. Z juniorami jestem bardzo zżyty, bo byłem w tej drużynie przez ostatnie trzy lata. Na pewno byłbym gotowy pomóc kadrze juniorskiej. Ale prawda jest taka, że pierwsza reprezentacja jest najważniejsza.