"Jacek Bednarz znał środowisko, Robert Gaszyński nie" [PORÓWNANIE PREZESÓW WISŁY]

Rok temu wyczerpała się cierpliwość Bogusława Cupiała wobec Jacka Bednarza, a teraz próbie poddawane są jego relacje z Robertem Gaszyńskim. - Obaj nie zrobili niczego bez zgody z Myślenic, a większy posłuch od nich ma dyrektor sportowy Zdzisław Kapka - ocenia Zbigniew Koźmiński, były prezes i wiceprezes krakowskiego klubu.
Bednarz zaczynał w Wiśle jako dyrektor sportowy, ale uznano go współwinnym porażki z Levadią Tallin i szybko zwolniono. Wrócił do klubu jako wiceprezes, a następnie został prezesem. - To człowiek, który zna się na piłce. Był dobrym zawodnikiem, a po zakończeniu kariery został prawnikiem. Był dobrze przygotowany do podjęcia tej pracy - uważa Koźmiński, który w końcówce lat 90. szefował Wiśle.

Walka o przetrwanie

Gdy Bogusław Cupiał zatrudniał Bednarza drugi raz, Wisła coraz mniej przypominała klub, z którego go zwalniano. Skończyły się pieniądze, a zaczął survival, bo przy Reymonta zaczęły narastać długi. Bednarz w wywiadach opowiadał o świetlanej przyszłości i nadchodzących "kłopotach bogactwa", ale szybko okazało się, że jego zadaniem nie będzie budowa wielkiej Wisły, tylko ratowanie klubu przed najgorszym. Większość kadencji Bednarzowi upłynęła więc w roli adwokata w procesie... licencyjnym. - Był również zręcznym menedżerem, który łączył kontakty w piłkarskim światku ze sprawnym zarządzaniem klubem - zaznacza Koźmiński.

Bednarz miał też poważne wpadki. Ani znajomość prawa, ani kontakty w świecie piłki nie pomogły mu zatrzymać w klubie Cezarego Wilka. Piłkarz nie słuchał obietnic prezesa, tylko poszedł na skargę do Izby ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych i błyskawicznie rozwiązał kontrakt. W podobny sposób za kadencji Bednarza z Wisłą pożegnali się Cwetan Genkow i Milan Jovanić, przez co klub stracił setki tysięcy euro.

Jak były prezes Wisły wypada w porównaniu do obecnego? - Bednarz nie wyprzedza Gaszyńskiego o lata świetlne, ale jego przewagą były znajomości w środowisku. Związek, agenci, piłkarze - z nimi wszystkimi miał dobry kontakt. Co innego Gaszyński, który pracował za granicą, w izolacji - twierdzi Koźmiński. Atutem Gaszyńskiego również miały być znajomości, tyle że w świecie biznesu. Poszukiwania sponsora dla Wisły jak dotąd nie przyniosły rezultatu. - Obietnice były cudowne, ale nic z tego nie wynikło - mówi były prezes.

Zderzenie ze ścianą

W ostatnich miesiącach przed dymisją Bednarz stracił poparcie Rady Nadzorczej, a później Cupiała. Powodem był konflikt z częścią trybun, która bojkotowała mecze, na czym klub tracił finansowo. - Prezes najpierw dostał poparcie właściciela, a potem ten sam właściciel go "zgilotynował". Trzeba chwalić Bednarza za podjęcie ryzykownego zadania ucywilizowania kiboli. Kibiców trzeba szanować, ale ich miejsce jest na trybunach. Kiedy ingerują w sprawy wewnętrzne, zawsze kończy się to źle dla klubu - uważa Koźmiński.

Czy Robert Gaszyński cieszy się większym posłuchem u właściciela niż Bednarz? Wydaje się, że obecnie ma sporo do powiedzenia, bo to właśnie Gaszyński miał obronić trenera Kazimierza Moskala przed zwolnieniem po remisie z Lechią Gdańsk (tak podawały niektóre media).

W taki obrót sprawy nie wierzy Koźmiński. - To spektakl medialny. Jeśli Cupiał chce kogoś zwolnić, to po prostu to robi. Nigdy nie miał z tym problemów i wątpię, żeby miał je teraz. Najwyraźniej sam się wahał w kwestii Moskala albo posłuchał Zdzisława Kapki [dyrektora sportowego Wisły]. Znam ten klub od kuchni i uważam, że Kapka ma większą "moc sprawczą" od każdego prezesa, a już na pewno od Gaszyńskiego. Prezes może nazywać się Bednarz albo Gaszyński, ale ośrodek decyzyjny i tak jest w Myślenicach. Każda, nawet najmniejsza sprawa musi być skonsultowana telefonicznie z zarządem albo właścicielem. zapewne już nieraz zderzył się ze ścianą. Nie jest i nie będzie samodzielny.