Marcin Kamiński z Lecha Poznań: Zdecydować się na ligę albo puchary? Jedno bez drugiego niewiele znaczy

Marcin Kamiński jest jednym z tych nielicznych graczy Lecha Poznań, którzy pamiętają jesień 2010 roku, gdy Kolejorz po mistrzostwie Polski grał fatalnie w lidze, za to odniósł wielkie sukcesy w pucharach. - Teraz jest znacznie gorzej - uważa i dodaje: - Tamtego sezonu nie wolno nam powtórzyć. Nie pamiętamy, jak źle się skończył
- Owszem, wtedy też graliśmy słabo w lidze, ale jednak nie aż tak słabo - stwierdził obrońca Lecha Poznań przy przyjeździe do Szekesfehervar. Kolejorz przyleciał z Poznania do Budapesztu czarterowym ATR-42, a następnie autobusem przez dobre dwie godziny jechał w stronę jeziora Balaton do 100-tysięcznego węgierskiego miasta, jakim jest Szekesfehervar. - Pamiętajmy o tym, że sezon 2010/2011 nie zakończył się dla nas dobrze. Owszem, w pucharach zdołaliśmy awansować do grupy i wyjść z niej, zagrać wiele pamiętnych spotkań. Jednakże skutek był taki, że w następnym sezonie nie zdołaliśmy w ogóle zakwalifikować się do pucharów. Nie uratowaliśmy wtedy ligi.

Zdaniem Marcina Kamińskiego, sezon 2010/2011 można przywoływać w kontekście obecnej sytuacji mistrzów Polski jedynie jako ostrzeżenie. - Nie wolno nam zrobić znów tego samego i zaprzepaścić ligi. Ona jest naszym chlebem codziennym, z niej wynika wszystko, także puchary - mówi Marcin Kamiński. - Kiedy więc słyszę, że trzeba na coś postawić, albo na ligę, albo na puchary, bo nie da się pogodzić obu tych frontów, to przychodzi mi do głowy, że przecież jedno nie może istnieć bez drugiego. Trzeba grać tak, aby i w lidze, i w pucharach wypaść dobrze. Nie ma innego rozwiązania.

- Nie pamiętam, aby w czasie mojej kariery Lech miał takie problemy jak teraz. To sytuacja bez precedensu - uważa Marcin Kamiński. - Mamy cztery porażki już na początek, to jest po prostu niemożliwe! Nigdy się tak nie działo, nie pamiętam takiej sytuacji.

Marcin Kamiński twierdzi, że zawalenie ligi smutno się kończy, ale zawalenie pucharów też nie wchodzi w rachubę. - Przecież sami tego chcieliśmy. Chcieliśmy tej gry co trzy dni, to był nasz cel by do tego doszło. Aby awansować do fazy grupowej jednego z pucharów, grać w Europie minimum do grudnia - mówi. - Teraz nie ma co narzekać i stękać, że jest takie natężenie spotkań. Trzeba grać i już, nie ma innego rozwiązania. Niekiedy niewiele trzeba, bo gdybyśmy z Piastem Gliwice strzelili pierwsi bramkę, jestem przekonany, że wszystko potoczyłoby się w tym meczu lepiej.

Lech przegrał wtedy z liderem 0:1. Za to Videoton Szekesfehervar w pierwszym meczu pokonał u siebie 3:0.

- I o to chodzi - mówi Marcin Kamiński. - Musimy realizować cele jeden po drugim. Teraz jest nim awans do fazy grupowej i niezaprzepaszczenie dorobku z Poznania.