Lech Poznań. Koniec sagi transferowej - Robert Janicki wypożyczony do Bundesligi

Robert Janicki podpisał trzyletni kontrakt z Lechem Poznań, ale tego samego dnia został wypożyczony do niemieckiego Hoffenheim. To koniec sagi transferowej wokół juniora "Kolejorza", która ciągnęła się już od początku roku. O co w niej chodzi? Tłumaczymy kulisy rozmów między wszystkimi stronami.
Robert Janicki to 17-letni pomocnik, poznaniak, który należał do wyróżniających się zawodników rocznika 1998 w Lechu Poznań. W "Kolejorzu" przebrnął przez kolejne szczeble szkolenia i zbierał wiele pozytywnych recenzji - dobrze gra obiema nogami, jest sprawny fizycznie, dobrze wyszkolony technicznie, potrafi zagrać niekonwencjonalnie. Swojej atuty pokazywał w drużynie wicemistrza Polski juniorów starszych w zeszłym roku, a dwa lata temu wraz z Lechem zdobył mistrzostwo Polski juniorów młodszych. Trenerzy, którzy z nim pracowali, stawiali go w czołowej trójce najbardziej uzdolnionych zawodników w swoim roczniku. Grając jako środkowy pomocnik strzelał w lidze kilkanaście bramek.

Na początku roku wydawało się, że Lech swojego wychowanka straci. Agenci Janickiego załatwili mu bowiem testy w Hoffenheim - klubie z niemieckiej Bundesligi. 17-latek spodobał się na tyle, że Niemcy chcieli go mieć u siebie. Kontrakt miał być już przygotowany, gotowy do podpisu, ale do zawarcia miało dojść dopiero po sezonie. Janicki wrócił więc do Lecha, ale grał znacznie mniej niż jesienią. Nie był to klasyczny "Klub Kokosa", ale sam piłkarz publikował na portalach społecznościowych wpisy, które sugerowały, że jego nieobecność w wyjściowym składzie to pochodna tego, że w czerwcu prawdopodobnie odejdzie z klubu.

W maju rozmawialiśmy z Krzysztofem Chrobakiem, dyrektorem akademii Lecha Poznań. Chrobak zarzekał się, że "z Janickim nie mamy żadnego problemu, trwają rozmowy na temat nowego kontraktu". A chłopak błyszczał w meczach o mistrzostwo Polski juniorów starszych - szczególnie świetnie zagrał w rewanżowym spotkaniu finałowym z Legią Warszawa. - Namawiamy go, żeby został. Bardzo mocno go namawiamy, ale nie mamy łatwego zadania. Menedżerowie kręcą mu wokół głowy i ciągną go w stronę Niemiec. Bardzo nam na nim zależy, to uzdolniony zawodnik - usłyszeliśmy wtedy od jednego z pracowników klubu.

Niedługo później Janicki napisał na swoim profilu na Twitterze, że "został Wieśniakiem!", a "Wieśniacy" to przydomek wspomnianego Hoffenheim. Młody piłkarz się pospieszył z wpisem, bo sprawa nie była do końca dopięta. Niemcy nie chcieli wypłacać Lechowi ekwiwalentu za wyszkolenie, który wynosił około 250 tysięcy euro. To prawie tyle samo, ile "Kolejorz" zapłacił za Abdula Tetteha czy Darko Jevticia. Mniej Lecha kosztował chociażby Gergo Lovrencsics. Sprawa utknęła w miejscu.

Ostatecznie Lech dogadał się z Hoffenheim. Stanęło na tym, że Janicki podpisał z "Kolejorzem" trzyletni kontrakt, ale dwa pierwsze lata umowy spędzi na wypożyczeniu z Hoffenheim. Idealne rozwiązanie dla Lecha? Nie do końca. - W umowie między Lechem a Hoffenheim jest zawarta kwota odstępnego, za jaką Robert mógłby trafić na stałe do Niemiec, ale nie chciałbym jej ujawniać - tłumaczy nam Adrian Budzisz, menedżer Janickiego. Budzisz dopiero raczkuje na rynku piłkarskim - sam jest ledwie trzy lata starszy od Janickiego. Dopiął jednak interesów swojego klienta, a i Hoffenheim jest zadowolone, bo nie bierze kota w worku. Jeśli Janicki sprawdzi się, wtedy wyłożą na niego pieniądze.

- Robert jest zadowolony z tego, jak to wszystko się skończyło. Trzyletni kontrakt z Lechem i dwuletnie wypożyczenie do Hoffenheim to coś, do czego dążyliśmy - mówi Budzisz i dodaje: - Robert wie, że nawet jeśli w Niemczech mu się nie powiedzie, to nie zostaje na lodzie, tylko wraca do jednego z najlepszych klubów w Polsce. Do Hoffenheim jedzie walczyć o pierwszą drużynę i uczy już się języka niemieckiego. Ale poradzi sobie, mówi już po angielsku i hiszpańsku, więc da radę i z niemieckim.





Więcej o: