Fajdek nie zawiódł. Młociarz Agrosu Zamość mistrzem świata

Paweł Fajdek obronił tytuł mistrza świata w rzucie młotem. Nerwowo było tylko przez pierwsze dwie serie rzutów. W trzeciej próbie zawodnik Agrosu Zamość rzucił ponad 80 metrów i odebrał nadzieję rywalom
Pierwszy rzut Pawła Fajdka w finałowym konkursie rzutu młotem na mistrzostwach świata w Pekinie potraktował treningowo. Rzucił zaledwie 76,40 metrów. Mało, bo zawodnik Agrosu Zamość przyzwyczaił wszystkich do rzutów poza granicę 80. metra. W drugiej próbie młot poleciał już bardzo daleko, ale Fajdek rzut spalił i był poza strefą medalową.

Jednak obrońca tytułu ani przez chwilę nie wyglądał na zestresowanego. W trzeciej serii zrobił już wszystko jak należy i młociarz odebrał wszystkim innym zawodnikom resztki nadziei na sprawienie niespodzianki. Młot wylądował na 80,64 metrze i nad drugim Dilshodem Nazarovem (Tadżykistan) miał blisko 4,5 metra przewagi. Przepaść. W kolejnej próbie Polak dołożył jeszcze 24 cm i mimo że Nazarov rzucił 78,55 metra, spokojnie kontrolował przebieg zawodów. Brązowy medal zdobył inny Polak Wojciech Nowiński, który uzyskał taki sam wynik jak reprezentant Tadżykistanu, ale jego drugi najlepszy wynik był słabszy od Nazarova.

Igrzyska srogą lekcją

Paweł Fajdek ma 26 lat. Jest wprawdzie zawodnikiem Agrosu Zamość, ale na stałe trenuje w Poznaniu pod okiem trenera Czesława Cybulskiego. Droga do sukcesów Fajdka, choć krótka, była naznaczona dwiema wpadkami. Najpierw w 2011, po tym jak zdobył złoto Uniwersjady, zajął zaledwie 11. miejsce w MŚ w Tegu w Korei Południowej. Największy zawód przyniosły jednak rok później Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Tam już Fajdek stawiany był w gronie faworytów do zdobycia medalu. Jednak Polak nie zaliczył nawet jednego rzutu i nie został sklasyfikowany.

Przełamanie nastąpiło rok później. Na mistrzostwach świata w Moskwie młociarz opanował nerwy i już w pierwszej próbie posłał młot na wspaniałą odległość 81,97 metra - to był wynik, na który nie był w stanie odpowiedzieć nawet główny faworyt Węgier Krisztian Pars. Po tym rzucie zawodnik Agrosu Zamość kontrolował przebieg konkursu. Fajdek do listy sukcesów dołożył srebro ME w Zurychu w 2014 roku.

Rok sukcesów z wypadkiem w tle

W tym roku 26-letni Fajdek jest już bezkonkurencyjny. Rzuty powyżej 80 metrów wykonuje jakby od niechcenia. Młociarz w tym roku wyśrubował rekord Polski. W Szczecinie podczas 61. Memoriału Janusza posłał młot na odległość 83,93. To dziesiąty rezultat na świecie w historii tej konkurencji. Za nim jest 33-letni Pars, którego najlepszy rzut w tym roku jest aż o cztery metry słabszy od Polaka.

Forma Fajdka nie została zachwiana nawet po nieszczęśliwym wypadku podczas czerwcowego treningu na obiektach poznańskiego AWF. Lekkoatleta rzucił w granicach 77 metrów i trafił w niespodziewającego się uzyskania takiej odległości trenera Czesława Cybulskiego. Szkoleniowiec, który obchodził w tym roku 80. urodziny, został odwieziony do szpitala, gdzie musiał przejść zabieg. Uderzenie młotem spowodowało pęknięcie kości piszczelowej i uszkodzenie mięśni łydki. Nadal przebywa w szpitalu i poddawany jest rehabilitacji.

Czerwone kokardki w polu ziemniaków

Od tego momentu za trening reprezentanta Polski odpowiada Jolanta Kumor, nauczycielka WF-u, odkrywczyni talentu mistrza świata w rzucie młotem. - Wypatrzyłam go na lekcji WF-u w czwartej klasie w szkole w Żarowie. Grał w piłkę nożną, był niesamowicie zawzięty. Silny, duży i szybki. Ale przede wszystkim nie odpuszczał. Nie umiał przegrywać. Zaczęłam za nim chodzić i namawiać go, żeby przyszedł na pierwszy trening rzutu młotem. Trochę to trwało. Dwa lata - opowiadała w wywiadzie dla "Wyborczej" Kumor. Jak wspomina pierwsze rzuty Fajdka? - W Żarowie nie było nawet koła do oddawania prób. Kilku pozytywnych wariatów się skrzyknęło - wśród nich ojciec Pawła, mój mąż - i wylało betonową płytę. Na 70. metrze były zawory gazu, więc musieliśmy uważać. W promieniu rzutu znajdowało się także pole ziemniaków. Cieszyliśmy się, że nie rzepaku, bo byłoby bardzo trudno znaleźć młoty po rzucie. Na wszelki wypadek przywiązywaliśmy do nich czerwone kokardki, żeby je później móc odszukać. Czasem wspominamy tamte czasy, np. pierwszy dyplom Pawła za rzut na 19 m i 64 cm.