Memoriał Wagnera w Toruniu. Jest "fe-no-me-nal-nie!"

Zapewne tak, widząc toruńską imprezę siatkarzy, krzyknąłby nieodżałowany Zdzisław Ambroziak
Oprócz rzecz jasna patrona Memoriału, wielkim nieobecnym w Toruniu i przy okazji kilku poprzednich edycji jest zmarły w 2004 roku były siatkarz, a później znakomity dziennikarz.

Skąd pogląd, że impreza przypadłaby Ambroziakowi do gustu? Otóż klimat, jaki wytworzył się w Arenie Toruń, gdzie taka impreza jest po raz pierwszy, był niepowtarzalny.

Czuć go było na długo przed pierwszym meczem turnieju. Wokół hali mnóstwo stoisk z biało-czerwonymi gadżetami, liczne hostessy malujące twarze w narodowe barwy. Faux pas sporego kalibru było nie mieć na sobie koszulki, szalika bądź czapki w kolorze godła.

Rodzinna atmosfera sportowego święta

To budowało poczucie wspólnoty. Podobnie zresztą jak wszechobecna rodzinna atmosfera w oparach święta, pikniku i piwa. Kibice byli w dosłownie każdym wieku, nie wyłączając dopiero tych mających się narodzić. Widziałem bowiem dwie kobiety w dość zaawansowanych ciążach. O kolejne pokolenia fanów siatkówki nie ma się więc co martwić.

Toruń, przy okazji Memoriału im. Huberta J. Wagnera, gości ludzi z całej Polski. Od Kołobrzegu po Malbork, od Białowieży, przez Skierniewice, po Koło. - Kibicujemy siatkarzom od kilkunastu lat. Dlaczego? Bo nie ma piękniejszego sportu - powiedziała mi grupa fanów z Wrocławia.

Serdeczność i szacunek dla rywali

Pierwsze spotkanie turnieju zapełniło halę przy ulicy Bema w ponad 75 proc. Tak Iran, jak i Francja zostały ciepło przyjęci przez publiczność, choć sympatia trybun bliżej była tych drugich, którzy bez większych problemów ograli Persów w trzysetowej walce.

Zanim na boisko weszli gospodarze Memoriału, odbyło się oficjalne otwarcie imprezy. Nie mogło tu oczywiście zabraknąć - to miły gest - uhonorowania nadal żyjących przedstawicieli "Złotej Drużyny" trenera Wagnera.

Gorące powitanie Orzełka

Jeśli dotąd było miło i sympatycznie, to gdy na parkiecie pojawili się Polacy, na trybunach zapanowała euforia. Kibice zgotowali drużynie Stephane'a Antigi prawdziwą, godną mistrzów świata, fetę. To doprawdy niesamowite, że fani ochoczo i z wielkim entuzjazmem wykonywali wszelkie kibicowskie polecenia wodzireja. Szokiem było dla mnie nad wyraz gorące powitanie maskotki biało-czerwonych - sympatycznego Orzełka, który w radosnym pląsie wtargnął na środek hali.

Gromkie "Poolskaaa biało-czeeerwoni", nieskomplikowane "Polska! Polska!" czy śpiewany bez udziału muzyki przebój Lady Pank "Zawsze tam, gdzie ty" - to wszystko wyrażało kibicowską miłość do drużyny. Do dyscypliny.

Hymn robił wielkie wrażenie

Choć daleki jestem od ckliwości, zwłaszcza pośród setek innych ludzi, to jednak muszę przyznać, że spore wrażenie na żywo robi, śpiewany a capella, Mazurek Dąbrowskiego. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem w Arenie Toruń temperatura emocji była naprawdę wysoka.

Maleńkim i jedynym potknięciem organizatorów było nieco zbyt długie oczekiwanie, przez problemy techniczne, na hymn Japonii. Po kilkunastu sekundach wszystko zagrało. Polacy ruszyli do boju.

I choć w pierwszym secie Japończycy zagrali z wielkim animuszem, to najlepsi siatkarze globu, niesieni mistrzowskim dopingiem, zdołali wyjść z opresji i wygrać pierwszą partię meczu.

"Mózg wstrząśnięty, zęby wyłamane"

W drugim secie Michał Kubiak i reszta załogi nabrała, nakręcana przy tym przez niezmordowaną w kibicowaniu publiczność, wielkiego rozpędu. 25:15 dla naszych. Trzeba przyznać, że przyjęcie bombowego ataku Bartosza Kurka dla zwykłego śmiertelnika oznaczałoby - jak niegdyś śpiewał Tymon Tymański - "mózg wstrząśnięty, zęby wyłamane".

Trzeci set to była już tylko formalność. Po zdobyciu 25. punktu w hali wybuchł szał radości, choć Memoriał to przecież impreza towarzyska.

Siatkarski fenomen

Nie dziwota, że polska publiczność siatkówki jest przedmiotem badań socjologów. W Toruniu można się na własne oczy i uszy przekonać o fenomenie popularności tej dyscypliny w naszym kraju. Jak niegdyś powiedział Zdzisław Ambroziak: "siatkówka jest sportem wyjątkowym, dyscypliną - jestem o tym przekonany - najbardziej zespołową ze wszystkich".

O tak. W sobotni wieczór wszyscy zgromadzeni w Arenie Toruń grali w jednej drużynie. Fajnie jest zobaczyć radosne, uśmiechnięte twarze rodaków, szanujących innych. Twarze bez codziennej zapiekłości, napięcia i zadęcia, tak częste w polskich szkołach, biurach, pubach, na polskich drogach czy w innych obiektach sportowych. Polskie hale, gdy grają siatkarze, świecą innym blaskiem.

Jeśli obaj - Hubert J.Wagner i Zdzisław Ambroziak - widzą to gdzieś z daleka, na pewno też się uśmiechają.